sobota, 17 marca 2018

#4 Zaginiona

"Podejmując nowe wyzwania, odkrywamy w sobie umiejętności, których istnienia nigdy nie podejrzewaliśmy." - Les Brwon


Kora wybiegła z jaskini.Od razu jednak lwiczka poczuła,że ktoś chwytą ją w tali i unosi do góry.Zaśmiała się,gdy zdała sobie sprawę,kto to taki.Mheetu uśmiechnął się szeroko do przybranej córki.

-Do kąt się panienka wybiera?
-Mama ma nauczyć mnie,Ember,Leę i Izięę polowania.-lwiczka wygramoliła się spod łapy ojca.Szybko go przytuliła,bo Shani zaczęła już prowadzić trójkę jej przyjaciółek w stronę pastwisk.Kora ruszyła za nimi,mając takie szczęście,że szły dość wolno,by mogła je dogonić.Shani była dumna z lwiczek.Cieszyła się także bardzo,że to ona może je nauczyć umiejętności łowieckich.Niestety,ktoś zniszczył jej życiowy plan.A konkretnie dawna księżniczka..Lenna.Lwica podeszła do nich spokojnym krokiem,a Shani stłumiła warkot ,na arogancką lwicę.Lenna spojrzała na lwiczki.
-Polowanie,co maluchy?
-Nie maluchy!-syknęła oburzona Iziaa
-Małe obywatelki stada,-poprawiła Lenna,dalej z powagą na pysku,-naucze was polo..
-Chwila,ja je będę uczyć,Lenna.Dobrze to wiesz.
Lenna przewróciła oczami
-Przecież możemy się podzielić
-Nigdy nie szanujesz zdania innych
-Nie uność się,-machnęła ogonem Lenna.Spojrzała znów na lwiczki,-wezmę tą białą i złotą,pasuje?!
-Iziaa,Lea,co powiecie?-zadała pytanie Shani.Lwiczki skinęły głowami na tak,po czym podreptały za dorosłą lwicą.Kora żałowała,że nie będą polować razem,ale lepsze to niż nic.Shani pchnęła ją nosem,by szła dalej.Ona i Ember podczas wędrówki,wolały biegająć między Shani.Gdy jednak dostrzegły polankę sawanny,na której pasły się różnorodne zwierzęta,zaniemówiły i przystanęły.Shani uśmiechnęła się z triumfem.
-Witajcie na pastwiskach łowieckich
-To tutaj polujecie?-spytała Ember
-Oczywiście,-skinęła głową jej matka,-teraz także wasza kolej.Troszkę dalej żyje stado góralków.Nauczę was podstaw i coś upolujecie,dobrze?
-Jak w antylopę!-rzuciły lwiczki zgodnie.
Shani skinęła głową,po czym cała trójka zeszła wdół zbocza.Kora uznała,że trawy jest tutaj więcej i jest miększa.Pewnie to przyciągało zdobyć.Shani ustawiła się w odpowiedniej pozycji.
-Łapy muszą przylegać do ziemi.Pamiętajcie,żeby nigdy nie polować pod wiatr.To w musicie czuć zwierzyne,nie ona was! Musicie być cicho,skradać się bez szmeru.Rozumiecie?-spojrzała na córki,prostując się.
-Chyba tak,-zamyśliła się Kora.
Ember tym czasem nie zamierzała zostawać w tyle.Puściła się biegiem w strone,którą wskazała im czarno-biała lwica.Był to niewielki pas bez trawy,blisko skał,gdzie biegało dużo góralków.Ember przystąpiła do ataku.Najpierw pozycja,następnie cicho bez szmeru i wkońcu..bingio! pod łapami leżał martwy góralek.Zadowolona złapała go w pysk i podeszła z powrotem do matki.Kora wiedziała,że góralki uciekły i będzie miała trudniejsze zadanie.Wykazała się dużą cierpliwością,kiedy przyczupnięta oczekiwała.Wiatr wiał w odpowiednią stronę,więc wkońcu wyczuła słaby zapach góralka.Zwierzak ostrożnie zwiedzał teren,za nim nadchodziły kolejne.Ember skradła się koło niej,gotowa na kolejne łowy.Kora oblizała pysk-była gotowa!
Odbiła się od ziemi,z zamiarem wylądowania na góralku.Niestety nie udało jej się,w przeciwięstwie do brązowej lwiczki,która złapała już swój drugi łup.Kora postanowiła spróbować jeszcze raz.Wkońcu do drugiego razu sztuka!
Przystąpiła do oczekiwania,a kiedy kolejny góralek się zbliżył,skoczyła na niego.Zwierzak ugryzł ją,uciekając.Kora warknęła głośno ,puszczając się za nim biegiem.Góralek wykonał wzrot i czmychnął do kopca.Szara lwiczka,zaczęła go wykopywać ,ale się nie udało.Do tego,wszystkie już  nie wyjdą!
Shani podbiegła do niej i odciągnęła.Kora spojrzała na nią.
-Nie udało się.
-Głowa do góry,-ogonem przejechała po jej nosie,-następnym razem się uda.Jutro wybierzemy się na drugie,dobrze?
-A narazie możesz zjeść moje,-Ember położyła pod jej łapkami jednego góralka
-Nie dzięki,to twój łup
-Obraże się,-odparła na to Ember,popychając w jej stronę zwierzę,-no jedz!
Ember zaczęła jeść pierwszego,a Kora drugiego góralka.Wkońcu najedzone,pozwoliły by Shani je umyła,nim wrócili do Szarej Skały
Lenna oczywiście przechwalała się tym,że jej lwiczki upolowały coś,a później obiecała,że to ona zabierze Korę na następne polowanie.Kora naturalnie,nie zamierzała z nią iść.Wolała lekcję Shani,a nie długo także z Mheetu.Lew nauczy ją i Ember walczyć.

Kora,Iziaa,Ember i Lea,biegły w stronę wodopoju,gdzie oczekiwał już na nie Sawa.Lwiak udawał obrażonego,czym zarobił wrzuceniem do wody.Cała gromada lwiątek urządziła sobie zawody w pływaniu.Iziaa spojrzała na niebo i zmarszczyła brwi.
-Będzie padać.

-Hej!!-Koda biegł w ich stronę,jak zawsze szybko,więc nic dziwnego,że wpadł na Izięę.Zaskoczona i zdenerwowana lwiczka,syknęła na niego.
-Przepraszam,Iziaa,-zmieszał się Koda,-ale znalazłem ekstra miejsce! chodźcie!
-Jakie miejsce?-spytali zaciekawienie Sawa i Kora.
Od razu uzyskali odpowiedź.
-Kanion.
-Więc na co czekamy,chodźmy!-rzuciła Lea.
Lwiczka pierwsza rzuciła się biegiem przed siebie.Biegła nawet nie zwracając uwagi,czy inni podążają za nią.Koda,Sawa,Kora,Iziaa i Ember-biegli za nią.Koda wyścignął lwiczkę,żeby prowadzić.Wkońcu więc cała paczka przyjaciół dotarła do kanionu,o którym mówił Koda.Był wielki.Kora uznała więc,że nie miałaby ochoty tam wpaść.Zwłaszcza,że płynęła tędy duża rzeka.Cofnęła się kilka kroków od krawędzi.
-Boi się,-zadrwiła Iziaa
-Nie boje się,-sykneła Kora,-ale uważam,że ostrożność powiniśmy zachować
-Tja!-prychnęła Iziaa.Żeby pokazać,że nie słucha szarej lwiczki,wskoczyła na pobliską grubą gałąź,która była wczepiona w ściany kanionu.Zaśmiała się.-I co,nic mi nie jest.Tylko szkoda,że zaczyna padać deszcz.
Krople deszczu uderzały o ziemię.Było ich coraz więcej.Koda zaśmiał się radośnie.
-Będzie błoto! Idealnie!
-No..-skinął głową Sawa
-W błocie jest najlepiej w piłkę grać,-rzuciła Ember,a później gdy wszyscy na nią spojrzeli,zmieszana zaczęła skrobać łapką ziemię,-ja..rozmawiałam z Mpirą.
Mpira była trenerką drużyny Kody.
Lewek więc podarował przyjaciółce pożądnego kuksańca w ramie.
-Zainteresowałaś się?!
Ember miała coś powiedzieć,kiedy głośny krzyk rozbił powietrze.Wszyscy natychmiast spojrzeli w miejsce krzyku.Iziaa chwiała się na gałęzi,zmoczona od deszczu.Biała lwiczka proszącym wzrokiem spojrzała na przyjaciół.
-No co się tak patrzycie! Pomóżcie!!
Sawa przełknął ślinę,ale podszedł bliżej.Wyciągnął w stronę lwiczki łapkę,ale nim zdążył zrobić co kolwiek,gałąź pękła.
Wszystko działo się szybko.Kora z przerażeniem obserwowała,jak złoty cień popycha Izięę ratując ją od upadku,a sam spada w przepaść.Rzuciła się by uratować przyjaciółkę,ale było za późno.Przestraszona Lea,spadała w ciemną przepaść.

-NIEEEE!!!!-krzyknęli w tym samym czasie Sawa i Kora.Iziaa przyłączyła się do nich dodatkowo zanosząc płaczem.
-NIEEEE!!!!
Sawa także miał łzy w oczach.Kora nauczyła się,że łzy nic nie pomogą,tak więc odwróciła się w stronę Kody,do którego tuliła się płacząca Ember.
-Koda,leć po króla.Ember,pobiegniesz po mamę Lea,Nyote.
Ember i Koda skinęli głowami,odbiegając.Kora przytuliła do siebie Izięę.Biała płakała.Sawa oparł się głową o bok szarej lwiczki.Kora westchnęła ciężko.Nie sądziła,że straci przyjaciółkę.Rzuciła spojrzenie w głąb kanionu,ale nie widziała śladu Lea.Iziaa szepnęła:
-To wszystko moja wina
-Ciii,nie twoja wina.Nie twoja,-pocieszała Kora,-to niczyja wina,a ona żyje.Gwarantuje wam to.

Król Jua,Nyota szybko się pojawili,wraz z Mheetu i matkami pozostałych lwiątek.Król rzadządził poszukiwania.Całe stado szukało zaginionej Lea,ale niestety się nie udało odnaleźć lwiczki.Nyota zalewała się łzami.Sawa cały czas był przy matce,sam ciężko przeżywając utratę siostry.Iziaa została zabrana przez matkę,także w ciężkim stanie.Tej nocy,medyczy musieli pomagać wielu osobom w uspokojeniu się.Jua obiecał,że odnajdą lwiczkę,jednak z nadejściem kolejnych dni,dalej nie odnaleziono po niej żadniego śladu.Król wkońcu odwołał poszukiwania.Nyota nie czuła do niego o to żalu,sama traciła nadzieje i obiecała sobie,że zostanie przy synu.

Kora cały ten czas,starała się powstrzymywać na duchu tych,co przeżywali stratę Lea,a także stado które jej poszukiwało,by nikt nie tracił nadziei.
-Co kolwiek się stanie,nie można porzucać nadziei,-mówiła wtedy.
Shani zabierała ją dalej na lekcję,wraz z siostrą i Iziąą.Kora nauczyła się więc wkońcu polować.Dobrze szła jej też walka,której nauczył ją Mheetu.Kora także zaczęła wcześniej wstawać i kłaść się spać,by oglądać wschód i zachód słońca,czasami wraz z Juą.
Jednak paczka przyjaciół nie bawiła się już razem..
Nie potrafili zapomnieć o Lea,a nawet nie chcieli.
Kora bawiła się często z Ember,Sawą lub Iziąą.Ember jednak później,zaczęła tranować z nową drużyną,zwłaszcza Kodą i żadziej bawiła się z siostrą.Kora nie miała o to do niej żalu.Domyśliła się,że i tak by to robiła.Sawa też zaczął żadziej przychodzić,wolał opiekować się matką i czasem pomagać szamaną.
Iziaa i Kora zbliżyły się więc do siebie i nawet biała ją polubiła.
Tego wieczoru,Kora wracała z przyjaciółką u boku na Rajską Skałę.Wówczas,usłyszała odgłosy.Ciche,ale jednak były.Pożegnała więc przyjaciółkę,by cichaczej dokraść się zza ciemne skały.Widziała sylwetki Mheetu i Shani.Rozmawiali.Chciała do nich podejść,kiedy usłyszała te feralne słowa.
-Kora powinna wiedzieć,napewno zrozumie,-mówił spokojnie Mheetu,-Z Juą jest lepiej,chce ją tranować na przyszłą królową.
Shani spojrzała na własne łapy.
-Jest adoptowana,ale czuję się jej matką i...
-Adoptowana? Królowa?-Kora wyskoczyła za kamienia.W oczach miała łzy pierwszy raz od dawna.Wszystko ją nagle dopadło,same nieszczęścia.Dalej warczała.Shani i Mheetu zdziwieni jej obecnością,chcieli podejść do niej i przytulić.Kora się odsunęła.
-Okłamywaliście mnie,-warknęła,-okłamywaliście mnie wszyscy!
-Kora,czekaj!-krzyknęła ze łzami w oczach Shani,ale było za późno.Kora biegła daleko,byle dalej od Rajskiej Skały.Nie obchodziło jej to,że będą jej szukać.Nic jej nie obchodziło.Chciała być sama.Nigdy nie wolno ci się poddawać,-powtarzała sobie,biegnąc dalej.

piątek, 16 marca 2018

#3 Znaczenie

"Rodzina to nie krew. To ludzie, którzy cię kochają. Ludzie, którzy cię wspierają"

Kora otworzyła zaspane oczy.Domyśliła się,że jest jeszcze wcześnie.Nie rozumiała,dlaczego tak szybko się obudziła,przecież zwykle wstawała razem z lwicami polującymi.Wstała,po czym podeszła bliżej wyjścia,by wystawić przez nie głowę.Chłodny wiaterek musnął jej pyszczek,słoneczne promiennie spadały na zieloną trawę.Dopiero wtedy Korę olśniło.To dziś! To dziś!
Puściła się pędem,żeby wskoczyć na grzywę Mheetu.Lew otworzył jedno oko,kiedy lwiczka pociągnęła go za ucho.
-Co się stało,kochanie?
-Tatuś,to już dzisiaj.
-Co dzisiaj?-ziewnęła Shani.
-Dzisiaj..o chwileczkę!-Kora zeskoczyła  z ojca,żeby ugryźć w łapę siostrę.Ember szybko stanęła na równe łapy,wydając z siebie jęk.Kora spojrzała błagalnie na rodziców.
-Dzisiaj możemy wyjść z jaskini.Pamiętacie? Mamy sześć miesięcy!
Mheetu i Shani spojrzeli na siebie porozumiewawczo.W tym czasie,lwice zbudziły się i zaczęły szykować do wyjścia z jaskini,w celu ruszenia na polowanie.Mheetu dojrzał jak Jua rozmawia z jedną z nim,Namą,nim opuścił jaskinie.Lew spojrzał na Shani.
-Muszę iść na patrol,-po czym dodał,-myślę,że mogą pójść,ale tylko do wodopoju.
Mheetu pocałował córki po główkach,nim wyszedł z jaskini.Shani westchnęła:
-Jesteście takie małe...
-Mamo!-krzyknęły oburzone.Prawda  była taka,że lwiczki urosły znacząco.Poprostu Shani bała się,że coś się im stanie,lub znów się zagubią.Skinęła jednak głową. Nie mogła wiecznie trzymać ich zamkniętych na Rajskiej Skale.Ember przytuliła się do łap matki.W ślad za nią poszła Kora.Następnie obie pobiegły obudzić przyjaciół.Iziaa zwróciła na nie uwage pierwsza i od razu prychnęła ,czym zaalarmowała Lea.Lwiczka wskoczyła na Ember i obie że śmiechem potażały się po podłożu.Kora przywitała się skinieniem głowy z Iziąą.Wypatrzyła Sawę,jeszcze smacznie śpiącego.Przygotowała się więc,by na niego wskoczyć.Wtedy właśnie,Iziaa pchnęła ją w jego stronę.Kora spadła na lewka,ale nie tak jak tego chciała.Sawa obudził się gwałtownie.Spojrzał na sprawczynię zdarzenia i zaśmiał się głośno.Kora także wybuchnęła śmiechem.
-Dzisiaj wasze pierwsze wyjście,co?
-Drugie Sawuś,-dalej się śmiała.

Sawa i Kora ostatni dołączyli do grupy przyjaciół nad wodopojem.Wszystko przez ich poranną "głupawkę".Iziaa wylegiwała się na skałkach,Lea bawiła się z Ember w wodopoju.Sawa także wskoczył do chłodnej wody,by pochlapać lwiczki.Ale one były szybsze.Rzuciły się na lewka,sprawiając,że szybko zmukł.Kora zaśmiała się radośnie.

Kiedy lwiątka skączyły się kąpać,cała piątka bawiła się długo w berka.Wprawdzie wcześniej także sie w to bawili,ale żadko.Starsze lwiątka nie potrafiły usiedzieć długo w jaskini i żadko się widywali,podczas gdy Ember i Kora musiały zostawać w domu.
Brązowy lewek,o czerwonej grzywie i zielonych oczach,biegł w ich strone.Kora zjeżyła sierść na grzbiecie.Kolejny obcy o nieznanych zamiarach.Jednak Sawa,Iziaa i Lea powitali go radośnie.Kora rzuciła więc spojrzenie na siostrę.Ember jednak,podeszła do nieznajomego pewnie.Kora wzruszyła tylko ramionami.Czekała,aż sam się przedstawi.
Lwiak jakby czytał jej myśli.Podszedł do niej bliżej,więc cofnęła się o dwa kroki.
-Siemka,jestem Koda.
-Kora,-odpowiedziała zmieszana.Podali sobie łapki.
-Słyszałem o tobie,Sawa to mój kumpel.Heh..-zmarszczył brwi,-ale wydaje mi się ,że znam skąś twoje imie.
-Może jest popularne,-podpowiedziała Lea
-Nie sądze.
-Dobra stary,jak sobie przypomnisz,to daj znać.A narazie..musimy się czymś zająć,-Sawa puścił oczko w stronę Kory.-Jakieś pomyśły?
-Może chowanego?-zaproponowała Ember
-Nie.Lepiej zapasy!-podskoczyła Iziaa
-A może..-zamyślił się Koda,-czekajcie! 
Lwiak odbiegł od grupki.Wbiegł w wysoką trawę.Po chwili wrócił z owocem w pysku.Rzucił go na ziemię.
-Co powiecie na mały meczyk?
-Podoba mi się!-powiedział Sawa.Iziaa udała że warczy dla zabawy.Przybiła piątkę z Sawą.-My gramy razem.
-W takim razie..Ember,co powiesz na piłkę?-zaproponował Koda
Ember podniosła jedną łapkę wyżej.
-A..o co w tym chodzi?
-Wszystko ci wytłumacze,-uśmiechnął się Sawa,-ale najpierw skład.Idziesz do nas Kora?
-Pewnie!-także warknęła dla zabawy lwiczka
-W takim razie,ja idę do Kody i Ember,-powiedziała Lea
Kiedy składy zostały wybrane,a zasady wytłumaczone-gra się rozpoczęła.Koda podał piłkę Ember.Lwiczka od razu ją przejęła i zaczęła biec w stronę dwóch drzew oznaczonych jako bramka.Przeszkodziła jej jednak Iziaa,przejmując owoc.Biała zdobyła pierwszego gola,kiedy wycelowała trafnie w bramkę przeciwnika.Ember z przejęciem grała dalej.Kora podała piłke Izii.Lwiczka biegła w stronę bramki,ale tym razem próbowały przeszkodzić jej Lea i Ember.Córka Shani przejęła piłkę i wykonała zwyciężki gol.
Był remis.
Koda podbiegł do Ember i przybili sobie piątki.Podobnie zrobił z Leą.
-Zapraszam cię do mojej drużyny.
-Drużyny?-zdziwiła się Ember
-Tak.Należę do niej między innymi ja i jeszcze trzy lwiczki.Chcesz dołączyć?
-Z chęcią,-uśmiechnęła się Ember.

-Kora,twoja łapa,-zwróciła uwagę Iziaa
Szara lwiczka spojrzała na łapkę.Lekko krwawiła.Westchnęła.
-Przewróciłam się.
-Lepiej niech to zobaczy Baobab,-powiedział Sawa z upartością.
Kora machnęła ogonem.
-Kto to "Baobab" ,chodzi o drzewo?
Iziaa,Lea,Koda i Sawa spojrzeli na siebie porozumiewawczo,przy tym wybuchając śmiechem.Ember i Kora stały sparalizowane.Kora zaczęła więc wylizywać swoją łapę.Wkońcu Sawa udzielił jej odpowiedzi.
-Baobabem nazywamy Babu.Wiesz,tą starą małpę.Nie lubimy go.
-Chyba jednak się do niego przejdę po jakieś mazidło,-wzruszyła ramionami Kora.Pożegnała się z przyjaciółmi.
Droga do baobabu była długa,ale lwice to nie przeszkadzało.Mogła oglądać Rajską Ziemię.Kochała ją,była jej dumą.Zastanawiała się nawet,kto po śmierci Juy przejmie nad nią władzę i czy wszystko się zmieni.Oby nie-pomyślała.
Doszła wkońcu do wysokiego i grubego drzewa.Wystawiła pazurki,by móc się lepiej wspinać.Nie szło jej to jednak najlepiej i dopiero Babu i jakiś inny mandryl pomogli jej się wdrapać.Babu wydał się zaskoczony jej widokiem,a jego uczeń,Moto,pragnął coś powiedzieć,ale nie mógł.Ukłonił się tylko,co zdziwiło szarą lwiczkę.
Babu w końcu "odzyskał mowe"
-Co cię do nas sprowadza ksi..Koro.
-Wszystko gra,tylko potknęłam się i..no..-pokazała łapkę.Babu skinął głową.
-Moto,weź fiolkę A5 i A4.
-Dobrze,-odparł młodszy mandryl.Jeszcze raz zwrócił spojrzenie na lwiczke,nim wykonał polecenie.Kora tym czasem oglądała wszystkie obrazki.Było ich dużo.Z większości farba pomału odchodziła.Widać było,że są coraz starsze.
Babu widząc jej wzrok ,powiedział:
-Wszyscy szamani z Rajskiej Ziemi,malowali władców.
-Władców?-zdziwiła się Kora,-czyli to są przodkowie?
-Oczywiście.Są tutaj nawet król Jua,jego brat Mheetu i siostra Lenna.
Kora skrzywiła się troche.Nie przepadała za ciotką Lenną.Oglądała dalej w milczeniu obrazy.Starała się rozpoznać ich daną historie i postać,ale nie była w tym najlepsza.Wkońcu dostrzegła szarą lwicę.

Ominęła szamana,by podejść bliżej.Stanęła na tylnych łapkach,by dotknąć rysunku.Niemal odrazu poczuła energię która przez niego płynęła.Uczucie ulgi i radości przemierzyło ją jak iskra od końca ogona po czubek nosa.Kora się zaśmiała.
-To ja?
-Oczywiście.
-Więc..-Kora rozejrzała się po jaskini,-Gdzie jest Ember?
-Tutaj,-wskazał na jeden z obrazków,-jeszcze jej nie skączyłem.
Wziął maś niebieską ,z skorupki owocu,po czym przejechał nią nad obrazem Kory.Teraz nad nią widnaiła niebieska pręga.Kora lekko się uśmiechnęła.
-Teraz wygląda lepiej.
Moto wrócił wraz z dwiema fiolkami w rękach.Podał je Babu,która namaścił każdą z nich łapkę kory.Chciał zawiązać ją liściem,ale Kora się cofnęła.
-Nie dziekuje,Babu.Mama by się za bardzo martwiła
-Mama?-zdziwił się Moto i już miał coś dodać,ale przerwał mu ostry wzrok Babu.

Kora nie rozumiała,jak jej przyjaciele mogli nie lubić szamana.Według niej był przyjazny.Kora puściła się biegiem w stronę Rajskiej Skały,teraz już znała drogę.Tym czasem Babu tłumaczył Moto przeszłość Kory.Zawiał mocny wiatr noszący liście.Można było się domyślić,że była to Maisha.

Kiedy Kora dotarła do wejścia do Rajskiej Skały,w której zapewne zjadali już kolacje,zauważyła Jue siedzącego na dachu szarej jaskini.Zdziwiła się tym.Postanowiła odpuścić sobie dzisiaj kolacje i wykonała skok,by znaleźć się na "dachu".
Król zwrócił na nią spojrzenie.
-O,witaj Koro.
-Dzień dobry wasza wysokość,-pokłoniła się
-Nie musisz się kłaniać.Nawet ci zabraniam,-odparł.Dalej siedział,wpatrując się w horyzont.Kora usiadła u jego boku i z zachwytem obserwowała zachód słońca.Wydała z siebie ciche "łoł!".Jua się uśmiechnął.
-Też lubie obserwować zachód słońca
-Marze by obejrzeć gwiazdy,-westchnęła Kora,-to też byłoby piękne
Jua skinął głową.Zmienił temat.
-Masz przyjaciół?
Kory ,o dziwo,nie zdziwiło to pytanie.
-Ember,Sawa,Iziaa,Lea i Koda-to moi przyjaciele,-powiedziała z dumą.
-Zawsze warto mieć u swojego boku przyjaciół,-spojrzał na lwiczke.-Idź już spać,malutka.Jutro kolejny wschód i kolejny zachód.
Kora skinęła głową.Zeskoczyła ze skały,od razu wchodząc do głównej części.Zostawiono dla niej niewielki kawałek zebry,który pochłonęła z zachwytem.Następnie położyła się obok mamy,którą ją umyła.Kora starała się,by nie zauważyła zadrapania.Nie udało się jednak.Shani upomniała tylko,by następnym razem bardziej uważała.Kora,Ember,Shani położyły się spać i szybko zasnęły.Mheetu i Jua musieli porozmawiać.

#2 Przyjaciele

„Nie idź za mną – mogę cię nie poprowadzić. Nie idź także przede mną – mogę za tobą nie podążyć. 

Po prostu idź obok mnie jako przyjaciel.” Albert Camus

-Kora! Ember!-krzyknęła Shani,by przywołać lwiczki.Dwie małe kuleczki,zdążyły urosnąć przez trzy miesiące.Obie bardzo się kochały,odczuwając z sobą wielką więź.Oczywiście Kora nie wiedziała,że została tylko adoptowana przez Mheetu i Shani.Lwy nie chciały jej tego wszystkiego tłumaczyć.
Stado także milczało.Była to odznaka szacunku dla sprawiedliwej królowej.Po śmierci Maishy,rajskoziemcy potwornie posmutnieli przez bliższe tygodnie,puki szał pracy nie przywrócił im nikłej radości.Tylko Jua wciąż wypatrywał ukochanej...Siedział dniami przed jaskinią,spoglądając na horyzont,jakby liczył,że lwica lada chwila do niego podejdzie.
Ale Jua mimo wszystko dobrze rządził.Był mądrym i walecznym lwem i nie można było zarzucić mu,że nie troszczy się o stado.

Kora i Ember podbiegły do czarnej lwicy tak jak sama kazała.Shani przytuliła obie wielką czarną łapą.Kora była większa od Ember,chodź była młodsza.Możliwe,że szara lwiczka była większa od wszystkich lwiątek w wieku minus sześć miesięcy.Babu wyjaśnił,że będzie wysoką lwicą,co nie zawsze wchodzi w parze z polowaniem.Shani więc postawiła sobie za cel,że nauczy ją polować.Chodź nie ona jedyna miała taki zamiar...Siostra Mheetu i Juy,lwica Lenna,potrafiła nieźle się rządzić jeśli chodziło o wychowanie lwiątek.Sama nie chciała posiadać lwiątek,ale lubiła narzucać zdanie innym.Może właśnie dlatego,król Mfalme i królowa Libreel,nie pasowali najstarszego dziecka na władce..?
Tak więc,Lenna także chciała nauczyć bratanice polowania.Tylko z tą różnicą,że chciała to robić już teraz,kiedy Kora ledwo nauczyła się mówić i chodzić.

Ember odsunęła się od mamy,by spojrzeć w jasne oczy z nadzieją.
-Mamusiu,możemy już wyjść?
Shani zakłopotana machnęła ogonem.
-Chodziło mi o to,żebyście przyszły dokończyć posiłek.Jest antylopa.
Shani opiekowała się jeszcze lwiątkami,tak więc była jedną z nielicznych lwic,które opuszczały jaskinię.Nie musiała polować,ani wychodzić na patrole-chodź bardzo to lubiła.
Ember spojrzała porozumiewawczo na Korę.W naturze córki Mheetu leżało to,że nie mówiła wiele.Każde słowo uważnie przemyślała i nie mówiła tylko po to,by usłyszeć swój głos.Tak więc pałeczkę przejęła Kora..
Szara zrobiła obrażoną minę.
-Mamo! Dlaczego nie możemy już wyjść? Chcemy poznać inne lwiątka
-Kiedy wrócą wieczorem,to was zapoznam.Zwłaszcza z córką mojej przyjaciółki Gai.Jest tylko o dwa miesiące starsza.Na pewno się zakolegujecie.Poza tym są jeszcze inne lwiątka.Naprzykład Lea..
Kora przerabiała łapą po ziemi,nim znowu zwróciła wzrok na Shani.Mama lwiątek nigdy nie była sztanowcza,uparta,więc może udałoby się ją przekonać?
Chciała podjąć próbe,kiedy do jaskini wszedł brązowy lew z białą grzywą.Mheetu.Lew podszedł do Shani i ją przytulił.Podobnie zrobił z córkami.
-Wróciłem już z patrolu.Nic złego nie dzieję się na obrzeżach.Żadne stado nie zagraża,-rzucił okiem na dzieci,-a wy co takie strapione?
I koniec podejmowania prób.Mheetu kochał lwiczki nade wszystko,ale był stanowczy.Nie pozwoliłby im wyjść samym z Rajskiej Skały,kiedy były za małe.Tak więc odwróciła się i podreptała do legowiska.
Każdy lew miał własne legowisko,ona jednak puki nie zostanie nastolatką,spała w jednym z siostrą i przybranymi rodzicami.Ułożyła się wygodnie na dużej ilości żółtej trawy,po czym ziewnęła przeciągle.Mogłaby przespać kilka minut,a następnie działać.Nie była przecież głoda.
Kora oparła głowę na łapach,po czym szybko zasnęła.

Obudziła się niewiele czasu później,wypoczęta.Przeciągnęła się,mlaskając przy tym cichutko.U swojego boku ujrzała śpiącą przybraną siostrę.Ember cichutko pochrapywała,a z nią Shani.Mama zasneła-uświadomiła sobie szybko lwiczka.Dotychczas nie wiedziała,że wogóle śpi.Zawsze gdy kładła się spać nie spała,kiedy się budziła było tak samo.
Zdziwienie szybko minęło.Obudziła Ember,która niespecjalnie miała na to ochote.Stłumiła jednak jęk protestu i otworzyła zielone oczy.Kora wskazała jej ogonem na wyjście z Rajskiej Skały.Ember entuzjastycznie skinęła głową,nagle rozbudzona.
Lwiczki wybiegły z jaskini.

Kora czuła przepełniające ją uczucie szczęścia.Świat poza jaskinią zawsze był taki...odległy.Teraz stała wyprostowana,kiedy Ember radośnie biegała wokół niej.Wiatr muskał jej pyszczek.Kora przywołała do porządku przybraną siostrę,by razem spacerkiem pochodziły po ziemi rodowej.Kora była wręcz zachwycona.Rajska Ziemia jest pięknym miejscem.Szara lwiczka z zachwytem oglądała wodopoje,jeziora,zwierzyne przebiegającą im drogę,drzewa,ptactwo.Do tego nie było gorząco,więc mogły chodzić bez większego zmęczenia.
Lwiczki zatrzymały się dopiero przy zaciemnonych skałkach.Ember z radością wskoczyła na siostrę.
-Ale tu fajnie!
-No..-tylko tyle zdołała wydusić przez śmiech Kora.Ember wyszczerzyła się,co nie ułatwiało sprawy.Śmieły się obie długo,aż rozbowały ich brzuchy.Ember zeszła z siostry,po czym prędko dotknęła ją łapką w ramie.
-Gonisz!
Ember zaczęła uciekać.Kora oblizała pyszczek udając,że szykuję się na pogoń za ofiarą.Wzbiła się w niebo,by szybko dogonić siostrę.Ember biegła między drzewami,wskakiwała w krzaki (z których później wyskakiwała) i biegła dalej.Nie długo miała pokazać się dżungla,którą odzielała od Rajskiej Ziemi pustynia.
Korze wkońcu udało się dogonić siostry.
-Teraz ty gonisz!
Szara zaczęła uciekać.Ember podążyła w ślad za nią,machając ogonem z  emocji.Omal się nie przewróciła,ale biegła dalej.Kora była szybka.Bardzo szybka.Nie łatwo było więc ją dogonić,ale wkońcu się udało.Ember spoglądała chwile na siostrę,po czym się rozejrzała.Kora poszła w ślad za nią i od razu ciekawość przerodziła się w strach.Nie znały tego terenu! Zgubiły się..

-Może jednak w tamtą stronę?-zaproponowała po raz kolejny Kora,gdy wraz z Ember przedzierały się przez różne części Rajskiej Ziemi.
-Tam już byłyśmy
-Chyba z drugiej strony
Kora zmarszczyła brwi.Nie spodziewała się,że przyjemny spacerek zmieni się w coś takiego.Do tego czuła zmęczenie i chęć snu.Łapki bolały ją od długiego marszu.Ember też wyglądała na zmęczoną.Gdyby mi to,że Kora nie lubiła słabości,mogłaby położyć się i odpocząć.Nie miała jednak odwagi.a może i chęci.Ember więc pierwsza zarządziła odpoczynek.Usiadły,przytulone bokami do siebie.Kora poczuła,że robi się zimniej.Nic dziwnego,zachodziło w prawdzie słońce.
-Nigdy nie widziałam gwiazd,-powiedziała Kora
Ember już miała coś odpowiedzieć,kiedy lwiczki usłyszały kroki.Stanęły pewnie na łapkach,cofając się kilka kroków.
-Kto to?-szepnęła Ember,lecz nie uzyskała odpowiedzi.Kora odsłoniła zęby,jak radziła mama.Jednak zamiast hieny (której się spodziewała) zza drzew wyjrzała ruda głowa,na której widniała ciemnobrązowa grzywka.Kora zaciekawiona,przybliżyła się kilka kroków,a strach ulotnił się szybko,kiedy okazało się,że to lewek mniej więcej troszkę starszy od nich.Ember także się przybliżyła.Obie podeszły porozumiewawczo do lewka.Rudy lwiak powitał ich skinieniem głowy.Długo się w siebie wpatrywali,nim Ember spytała:
-A ty to kto?
-Jestem Sawa,-odpowiedział obojętnia lwiak,-a wy to..nigdy was nie widziałem.Jesteście z Lwiej Ziemi? 
-Nie.My także jesteśmy z Rajskiej Ziemi,-Ember zmarszczyła brwi,-O ile dalej to jest Rajska.
Sawa zaśmiał się krótko.
-Tak,to dalej Rajska Ziemia.
Kolejny odgłos kroków.Kora zjeżyła futro.Co jeszcze?
Tym razem dwie lwiczki stanęły koło lewka.Jedna o ślicznych szmaragdowych oczach i białym futrze,druga o złotej sierści i fioletowych oczach.Sawa miał oczy zielone.Biała spoglądała na nich nieprzyjaźnie,co innego lwiczka z grzywką.
-Cześć,jestem Lea.To jest Iziaa.A wy?
Lea imie to zabrzmiało w głowie szarej lwiczki.Shani wspominała coś o lwice..No jasne! Lwiątka mieszkały także na Rajskiej Skale,ale były na tyle starsze od nich,że wybiegały na sawanne,kiedy ci jescze spali.Lea była mniejsza od lwiątek przy których stała,ale zdecydowanie była w tym samym wieku co Sawa i Iziaa.
-Jestem Kora.A to jest moja siostra Ember,-powiedziała bez zająknięcia,-Zgubiłyśmy drogę do Rajskiej Skały.To nasze pierwsze wyjście.
-I od razu się zgubiłyście.Śmieszne,-prychnęła biała lwiczka.
-Cicho,Iziaa.Widzisz ,że są mniejsze.Poza tym,my byliśmy we trójkę.
-No i?-znów prychnęła biała
Lea przejechała ogonem po jej pysku.
-Mój brat ma rację,-następnie zwróciła się do lwiątek,-jeszcze mamy czasu przed powrotem.Chcecie się w coś pobawić? Może naprzykład berka?
-Już w to grałyśmy,-odparła Kora,-ale na zapasy czy chowanego mam ochote.

Lwiątka bawiły się bardzo długo,a przynajmniej tak im się wydawało.Najpierw chowanego,później berek i na końcu zapasy.W ostatniej grze,każdy miał parę.Iziaa z Korą,Ember z Leą i Sawa z zwyciężcą.Ember wygrała z Leą,lecz w pojedynku z Sawą odpadła.Kora i Iziaa walczyły znacznie dłużej,chodź wtedy to Kora wygrała.Iziaa wściekła się,chodź nie dała tego po sobie poznać,kiedy odeszła na bok.Teraz Kora walczyła z Sawą.Mieli schowane pazury i atakowali się samymi łapkami,bez wystawiania kiełków w pysku.Wońcu wygrał Sawa.Kora zaśmiała się,kiedy pomógł jej wstać.
-Muszę jeszcze sporo poćwiczyć.Kiedyś cię pokonam
-Będę na to czekał,ale nie dam taryfy ulgowej,-mrugnął do niej okiem.

-Ember! Kora!-Shani podbiegła do córek,z równą prędkością gepardowi,kiedy piątka lwiątek wracała na Rajską Skałę.Kora starała się wraz z przybraną siostrą,zapamiętać każdy centymetr na przyszłość.Czarna lwica wylizywała długo futra córek.Sawa,Lea i Iziaa zostawili ich samych ,wybierając się do swoich rodziców.
Mheetu zdążył już stanąć u boku Shani.Wpatrywał się w córki zawiedzionym wzrokiem.
-Wiecie,że całe stado was szukało,-powiedział zły,-Bardzo się martwiliśmy o was,dziewczynki.Bardzo!
-Gdzie byłyście?-w oczach Shani unosiły się łzy szczęścia,-szukałyśmy was wszędzie
-Nie znałyśmy tamtej części,-speszyła się Ember
-Sawa,Iziaa i Lea nas odprowadzili.Pobawiliśmy się,zwiedziliśmy Rajską Ziemię i..i..
-I macie szlaban.Przez kolejne tygodnie ani myślcie o wychodzeniu z jaskini.Poczekacie do sześciu miesięcy,-odparł surowo Mheetu,lecz widać było,że cieszy się z odnalezienia córek.Nawet jeśli jedna była przybrana,obie liczyły się dla niego tak samo.
-Możecie się bawić w jaskini z kolegami,-uśmiechnęła się Shani,-cieszę się,że zawarłyście znajomości.A teraz powrót do jaskini i spać.
-Dobrze mamo! tato!-krzyknęły lwiczki,-I przepraszamy..bardzo przepraszamy.
Shani polizała je za uszami,każdą po trzy razy.Weszli do jaskini.
Jua leżący na podwyższeniu,spojrzał uważnie kiedy wchodziły.W jego oczach kryło się coś,lecz szybko znikło,kiedy lew z Mheetu wybrał się na wieczorny patrol.
Kora i Ember zasnęły szybko u boku Shani.Wykończone dzisiejszym dniem i wrażeniemi.W myślach Kory jednak długo tkwiło pytanie:czy poznała wkońcu prawdziwych przyjaciół?

#1 Życie za życie

"Drzewo, którego nie możesz objąć ramionami, było kiedyś małym nasionkiem. Stumilowa podróż zaczyna się od jednego małego kroku. "- Lao-Tse

Stłumiony jęk rozdarł się po pustym,zimnym terenie.Wiatr zdał się na to mocniej zawiać,a burza przybrać na sile.Rozpadało się na dobre.Wiedziała,że nikt jej nie usłyszy i że wkrótce dołączy do brata.Lwica wydała z siebie kolejny jęk,tym razem głośniejszy,bardziej przepełniony bólem.Szara głowa opadła jej na łapy.Nie miała siły jej podnieść i spojrzeć na własne dziecko.Lwiątko tym czasem nie płakało,co zaniepokoiło matke.Czyżby urodziła martwe młode? 

Nie.To nie mogła być prawda.Przecież Babu mówił,że jej pierwsze młode będzie zdrowe.
Ostatkami sił podniosła się,żeby przyciągnąć bliżej siebie lwiątko.Była to lwiczka.Nosząca takie samo futro matki,piękne szare mieniące się w świetle księżyca.Lwica przyłożyła ucho bliżej pyszczka córki.Lekko oddychała...ale żyła.Lwica chciała odetchnąć z ulgą.Zaczęła wylizywać dziecko,gdy do jej nożdzy dotarł jeszcze świeży zapach krwi.Własnej krwi.
Czerwona krew lała się wielkim strumyczkiem z brzucha lwicy.Szara zacisnęła zęby,kiedy kolejna fala bólu ogarnęła jej ciało.Dreszcze od ogona po czubek nosa.Oczy lwicy zaszkliły się,a po policzkach pociekło kilka pojedyńczych łez.
Położyła głowe na łapach,by być bliżej córki.Czuła jej mleczny zapach,zmieszany z krwią.Słyszała cichutki oddech,a miękie futerko lwiczki sprawiało,że nawet jak zamknęła oczy,mogła czuć jej obecność.
Szara lwica opadała z sił.
Zamknęła oczy.
Znalazła się w ciemności,którą dopiero po chwili rozświetliło światło.Ujrzała w nim lwa.Znajomego lwa.Miała ochote podbiec i go przytulić.To on pierwszy wykonał ten gest.Przytulił ją mocno i z czułością.Następnie spojrzeli sobie głęboko w fioletowe oczy.
-Tęskniłam.-powiedziała szeptem lwica.Rozejrzała się dookoła.Wszystko co widziała to jasna pustka.Czasem pojedyńcze mieniące gwiazdy.Lwica spojrzała znów na lwa.-Gdzie ja jestem?
-W Niebie,droga siostro
Łzy w jej oczach znów były widoczne.Wydała z siebie jęk.
-Dlaczego? Dlaczego teraz?
-Jeszcze nie umarłaś,-podniosła głowę ,która wcześnie opadła na pierś.Przestała wpatrywać się w łapy.Lew kontynuował:-Spójrz,Maisha.Urodziłaś zdrową córkę,ale jest słaba.Może umrzeć.Damy ci wybór.My wszyscy...przodkowie przodków.Możemy odebrać jej tą małą nadzieje,a ocalić ciebie.Lub na odwrót.
Lwica nie zawahała się nawet przez chwile.
-Jicho,nigdy nie zaznam ponownie szczęścia.Każdy kiedyś odejdzie,mój czas już nadszedł.Słońce zaszło,-westchnęła,nim lekko się uśmiechnęła,-daj życie mej córeczce.Mojej małej nadziei.
Jicho skinął głową,nim odwrócił się plecami do lwicy.Zaczął iść w kierunku mgły światła.Płomienie spadły na chmurną trawę.Lew odwrócił się do lwicy.
-Idziesz? 
-Jeszcze tylko..chce na nią spojrzeć.
Szara lwica nachyliła się,by dojrzeć coś za chmurami.Daleko,daleko na ziemi.W lwim królestwie,na Rajskiej Ziemi.
Dojrzała ją.
Małą,szarą kuleczkę,pijącą mleko z jej brzucha.Maisha zalała się łzami.Wiedziała,że dobrze zrobiła i wiedziała,że nie przestanie kochać tej małej istotki,a nawet będzie jej pomagać.
-Życie za życie
Czuła,jak nabiera energi.Łagodne powietrze,miły dotyk pod poduszkami łap.Maisha zmarła.
***
Król Jua,wspioł się na baobab,szybciej niż możnaby przypuszczać.Szary pawian,przywitał go od razu smutnym uśmiechem.
-Witaj,Juo.
Jua skrzywił się.Nie przepadał za Babu od zawsze,ale dziś nie chciał się wykłucać.Otrzepał się z wody,nim przystąpił kilka kroków do przodu.
-Co z Maishą? Co z moją żoną!?
Jua czuł,jak targają nim coraz to nowe emocje.Pchają,wyrywają,tortulują.Czuł smutek,gniew,żal.Maisha była dla niego wszystkim,od kiedy spotkał ją tego dnia na granicy.Szare futro błyszczące w blasku słońca,ciepły uśmiech.Była wspaniałą żoną,sprawiedliwą królową.
Lew poczuł,że oczy zachodzą mu mgłą,a po policzkach zaczynają płynąć łzy.Długo przyglądał się ciału swojej żony.Zakrwawionemu,mokremu,bez życia.Przysiadł i zaczął je wylizywać,kiedy na baobabie ktoś jeszcze się zjawił.Mheetu,jedyny lew któremu pozwolił zostać na Rajskiej Ziemi,po tym jak został władcą.Prawo mówiło,że samce opuszczały swe ziemie,kiedy dojrzały odpowiednio.Jednak więź między braćmi była tak wielka,że Jua i Mheetu zostali razem.Brat nie wykazywał też nigdy zazdrości o tron,co więcej cieszył się z funkcji doradcy.
Jua z jednej strony ucieszył się na jego widok,z drugiej nie chciał by mu przerywano.Mheetu usiadł obok jego,po lewej stronie i także zaczął wylizywać ciało Maishy.Pozwolił mu na to,sam powracając do swoich obowiązków.
Wtedy odezwał się szaman:
-Królu...co mam zrobić z lwiczką?
-Jaką lwiczką?-dopiero teraz lew spojrzał na szamana.Mandryl miał dalej zatroskany wyraz pyska,co dodatkowo nie ułatwiało sprawy.Jua powtórzył pytanie.Babu skłonił się z szacunkiem.
-Królowa Maisha nim..
-Nie kończ!-syknął,-Maisha żyje.Jest moim życiem,żyje we mnie!
Jua nie mógł się pogodzić ze śmiercią ukochanej,za bardzo ją kochał.Mandryl westchnął,a Mheetu położył łapę na ramieniu brata.Szepnął:"Spokojnie,niech wszystko wyjaśni."
-Królowa urodziła córkę.Waszą córkę,-mówił spokojnie szaman,-chwilowo ułożyłem ją w liściach.Jest głodna i słaba,potrzebuje..
-Mheetu!-syknął Jua,odwracając się do lwa,-zabierzesz małą do Shani.Niech się nią zajmie.Ma dość pokarmu by ją wykarmić.
Mheetu tylko skinął głową i bez słowa poczekał na Babu,który wrócił po chwili z szarym lwiątkiem.Położył je przed królem.Jua rzucił okiem na córke.Miała futro matki,wogóle była do niej bardzo podobna.Zacisnął powieki.
-Bierz ją już.Nie chce by moja córka umarła.
Odwrócił się znów do ciała.Przycisnął pysk do sierści lwicy.Mheetu spojrzał na szamana.
-Dziękuje Babu.
Chwycił lwiczkę za skórę na karku ,po czym delikatnie podniusł.Najpierw opuścił baobab,nim zaczął kierować się w stronę Rajskiej Skały.Deszcze nie ułatwiał mu nic-zakrywał widoczność.Mimo to urodzony tu Mheetu,doskonale orientował się w terenie.Po jakimś czasie dotarł więc do głównej jaskini stada.
Lwice zwróciły na niego uwagę błyskawicznie.Zaciekawione,zaczęły szeptać między sobą.Mheetu zignorował je.Krok za krokiem doszedł do samego końca wielkiej jaskini,znajdującej się pod ziemią.Jaskinia stada,czyli Rajska Skała znajdowała się pod ziemią i tylko wąskim przejściem można było się wydostać co utrudniało obcoziemcą atak na ich rodową ziemię.A tą krainą rządził obecnie Jua.
Mheetu odszukał ukochanej sobie lwicy.
Piękna czarna lwica,z białym brzuchem i łapami,leżała w ciemności,lecz doskonale rozpoznał,że tam jest.Wpatrywała się w ich córke.Mała Ember,urodziła się zaledwie dzień wcześniej i oboje ją bardzo pokochali i chcieli chronić.Mheetu pomyślał,że miło będzie jej mieć towarzystwo.Domyślał się,że wiele czasu minie,nim Jua spojrzy na lwiczke,swoją córkę,z troską i miłością rodzica.
Położył szarą obok brzucha Shani.Lwica wzdygnęła się od razu,ale nic nie powiedziała,kiedy lwiątko zaczęło pić mleko.Shani skupiła mądre fioletowe oczy na mężu.
-Co to ma znaczyć,Mheetu? Co to za lwiątko?
-Nie poznajesz po sierści.To córka samej królowej Maishy,-następnie schylił się by wyszeptać tylko do ucha lwicy,-Nie żyje.Odeszła dzisiaj w deszcz,zapewne wtedy,kiedy wybrała się popołudniem na spacer i nie zdążyła wrócić przed burzą.Widać zaczął się zbyt bolesny poród.
Shani pociągnęła nosem.Z Maishą były sobie bardzo bliskie.Mheetu położył się koło niej,mogąc równocześnie obserwować lwiątko.Shani westchnęła.
-Jua czuwa przy żonie,prawda? Nie zajmie się chwilowo małą?
-Niestety nie,-pokręcił głową brązowy lew.
Ember wydała z siebie radosny chichot,przy tym ruszając łapkami.Mheetu uśmiechnął się.Polizał lwiątko po głowie.Spojrzał znów na Shani.Lwica nad czymś myślała.Lew zaczekał,aż "wróci na ziemie",wówczas dopiero dodał:
-Kazał ci się nią zająć,wykarmić.
-Z chęcią to zrobie to oczywiste!-chwyciła delikatnie szarą kulke,wkładając ją w łapy.Mała lwiczka idealnie zgrała się z biologiczną córką lwicy.Shani uśmiechnęła się.
-Jak się zwie ta mała?
-Maisha chciała imie Hope..
-Hope nie pasuje,-burknęła Shani,nim cichutko się zaśmiała,by nie zbudzić lwiątek.Lwiczki mlaskały,a brzmiało to jak rozmowa.Znów cicho się zaśmiała.
-Ma charakterek.Niech to będzie nasza mała Kora.

czwartek, 15 marca 2018

Wstęp

Hejo,hejo! Ktoś to wogóle przeczyta?
Nieliczni zapewne pamiętają bloga"Historia lwicy Kory"-którego dawno usunęłam i jest dostępny do przeczytania tylko na moim Wattpadzie.Ale do rzeczy...Postanowiłam wznowić bloga,ale..z nową odsłoną.Nową historią Kory.Bo czemu by nie? Może doda to troche barwności.Tak czy siak,wiele rozdziałów już opublikowałam,gdyż blog powstał (15.03.2018).
To..chyba tyle.Kolejny blog (to już 9),ale mam nadzieję,że chętnie przeczytacie,zaobserwujecie i ocenicie.
Pozdrawiam
~Emilka Uru.