Kora wybiegła z jaskini.Od razu jednak lwiczka poczuła,że ktoś chwytą ją w tali i unosi do góry.Zaśmiała się,gdy zdała sobie sprawę,kto to taki.Mheetu uśmiechnął się szeroko do przybranej córki.
-Do kąt się panienka wybiera?
-Mama ma nauczyć mnie,Ember,Leę i Izięę polowania.-lwiczka wygramoliła się spod łapy ojca.Szybko go przytuliła,bo Shani zaczęła już prowadzić trójkę jej przyjaciółek w stronę pastwisk.Kora ruszyła za nimi,mając takie szczęście,że szły dość wolno,by mogła je dogonić.Shani była dumna z lwiczek.Cieszyła się także bardzo,że to ona może je nauczyć umiejętności łowieckich.Niestety,ktoś zniszczył jej życiowy plan.A konkretnie dawna księżniczka..Lenna.Lwica podeszła do nich spokojnym krokiem,a Shani stłumiła warkot ,na arogancką lwicę.Lenna spojrzała na lwiczki.
-Polowanie,co maluchy?
-Nie maluchy!-syknęła oburzona Iziaa
-Małe obywatelki stada,-poprawiła Lenna,dalej z powagą na pysku,-naucze was polo..
-Chwila,ja je będę uczyć,Lenna.Dobrze to wiesz.
Lenna przewróciła oczami
-Przecież możemy się podzielić
-Nigdy nie szanujesz zdania innych
-Nie uność się,-machnęła ogonem Lenna.Spojrzała znów na lwiczki,-wezmę tą białą i złotą,pasuje?!
-Iziaa,Lea,co powiecie?-zadała pytanie Shani.Lwiczki skinęły głowami na tak,po czym podreptały za dorosłą lwicą.Kora żałowała,że nie będą polować razem,ale lepsze to niż nic.Shani pchnęła ją nosem,by szła dalej.Ona i Ember podczas wędrówki,wolały biegająć między Shani.Gdy jednak dostrzegły polankę sawanny,na której pasły się różnorodne zwierzęta,zaniemówiły i przystanęły.Shani uśmiechnęła się z triumfem.
-Witajcie na pastwiskach łowieckich
-To tutaj polujecie?-spytała Ember
-Oczywiście,-skinęła głową jej matka,-teraz także wasza kolej.Troszkę dalej żyje stado góralków.Nauczę was podstaw i coś upolujecie,dobrze?
-Jak w antylopę!-rzuciły lwiczki zgodnie.
Shani skinęła głową,po czym cała trójka zeszła wdół zbocza.Kora uznała,że trawy jest tutaj więcej i jest miększa.Pewnie to przyciągało zdobyć.Shani ustawiła się w odpowiedniej pozycji.
-Łapy muszą przylegać do ziemi.Pamiętajcie,żeby nigdy nie polować pod wiatr.To w musicie czuć zwierzyne,nie ona was! Musicie być cicho,skradać się bez szmeru.Rozumiecie?-spojrzała na córki,prostując się.
-Chyba tak,-zamyśliła się Kora.
Ember tym czasem nie zamierzała zostawać w tyle.Puściła się biegiem w strone,którą wskazała im czarno-biała lwica.Był to niewielki pas bez trawy,blisko skał,gdzie biegało dużo góralków.Ember przystąpiła do ataku.Najpierw pozycja,następnie cicho bez szmeru i wkońcu..bingio! pod łapami leżał martwy góralek.Zadowolona złapała go w pysk i podeszła z powrotem do matki.Kora wiedziała,że góralki uciekły i będzie miała trudniejsze zadanie.Wykazała się dużą cierpliwością,kiedy przyczupnięta oczekiwała.Wiatr wiał w odpowiednią stronę,więc wkońcu wyczuła słaby zapach góralka.Zwierzak ostrożnie zwiedzał teren,za nim nadchodziły kolejne.Ember skradła się koło niej,gotowa na kolejne łowy.Kora oblizała pysk-była gotowa!
Odbiła się od ziemi,z zamiarem wylądowania na góralku.Niestety nie udało jej się,w przeciwięstwie do brązowej lwiczki,która złapała już swój drugi łup.Kora postanowiła spróbować jeszcze raz.Wkońcu do drugiego razu sztuka!
Przystąpiła do oczekiwania,a kiedy kolejny góralek się zbliżył,skoczyła na niego.Zwierzak ugryzł ją,uciekając.Kora warknęła głośno ,puszczając się za nim biegiem.Góralek wykonał wzrot i czmychnął do kopca.Szara lwiczka,zaczęła go wykopywać ,ale się nie udało.Do tego,wszystkie już nie wyjdą!
Shani podbiegła do niej i odciągnęła.Kora spojrzała na nią.
-Nie udało się.
-Głowa do góry,-ogonem przejechała po jej nosie,-następnym razem się uda.Jutro wybierzemy się na drugie,dobrze?
-A narazie możesz zjeść moje,-Ember położyła pod jej łapkami jednego góralka
-Nie dzięki,to twój łup
-Obraże się,-odparła na to Ember,popychając w jej stronę zwierzę,-no jedz!
Ember zaczęła jeść pierwszego,a Kora drugiego góralka.Wkońcu najedzone,pozwoliły by Shani je umyła,nim wrócili do Szarej Skały
Lenna oczywiście przechwalała się tym,że jej lwiczki upolowały coś,a później obiecała,że to ona zabierze Korę na następne polowanie.Kora naturalnie,nie zamierzała z nią iść.Wolała lekcję Shani,a nie długo także z Mheetu.Lew nauczy ją i Ember walczyć.
Kora,Iziaa,Ember i Lea,biegły w stronę wodopoju,gdzie oczekiwał już na nie Sawa.Lwiak udawał obrażonego,czym zarobił wrzuceniem do wody.Cała gromada lwiątek urządziła sobie zawody w pływaniu.Iziaa spojrzała na niebo i zmarszczyła brwi.
-Będzie padać.
-Hej!!-Koda biegł w ich stronę,jak zawsze szybko,więc nic dziwnego,że wpadł na Izięę.Zaskoczona i zdenerwowana lwiczka,syknęła na niego.
-Przepraszam,Iziaa,-zmieszał się Koda,-ale znalazłem ekstra miejsce! chodźcie!
-Jakie miejsce?-spytali zaciekawienie Sawa i Kora.
Od razu uzyskali odpowiedź.
-Kanion.
-Więc na co czekamy,chodźmy!-rzuciła Lea.
Lwiczka pierwsza rzuciła się biegiem przed siebie.Biegła nawet nie zwracając uwagi,czy inni podążają za nią.Koda,Sawa,Kora,Iziaa i Ember-biegli za nią.Koda wyścignął lwiczkę,żeby prowadzić.Wkońcu więc cała paczka przyjaciół dotarła do kanionu,o którym mówił Koda.Był wielki.Kora uznała więc,że nie miałaby ochoty tam wpaść.Zwłaszcza,że płynęła tędy duża rzeka.Cofnęła się kilka kroków od krawędzi.
-Boi się,-zadrwiła Iziaa
-Nie boje się,-sykneła Kora,-ale uważam,że ostrożność powiniśmy zachować
-Tja!-prychnęła Iziaa.Żeby pokazać,że nie słucha szarej lwiczki,wskoczyła na pobliską grubą gałąź,która była wczepiona w ściany kanionu.Zaśmiała się.-I co,nic mi nie jest.Tylko szkoda,że zaczyna padać deszcz.
Krople deszczu uderzały o ziemię.Było ich coraz więcej.Koda zaśmiał się radośnie.
-Będzie błoto! Idealnie!
-No..-skinął głową Sawa
-W błocie jest najlepiej w piłkę grać,-rzuciła Ember,a później gdy wszyscy na nią spojrzeli,zmieszana zaczęła skrobać łapką ziemię,-ja..rozmawiałam z Mpirą.
Mpira była trenerką drużyny Kody.
Lewek więc podarował przyjaciółce pożądnego kuksańca w ramie.
-Zainteresowałaś się?!
Ember miała coś powiedzieć,kiedy głośny krzyk rozbił powietrze.Wszyscy natychmiast spojrzeli w miejsce krzyku.Iziaa chwiała się na gałęzi,zmoczona od deszczu.Biała lwiczka proszącym wzrokiem spojrzała na przyjaciół.
-No co się tak patrzycie! Pomóżcie!!
Sawa przełknął ślinę,ale podszedł bliżej.Wyciągnął w stronę lwiczki łapkę,ale nim zdążył zrobić co kolwiek,gałąź pękła.
Wszystko działo się szybko.Kora z przerażeniem obserwowała,jak złoty cień popycha Izięę ratując ją od upadku,a sam spada w przepaść.Rzuciła się by uratować przyjaciółkę,ale było za późno.Przestraszona Lea,spadała w ciemną przepaść.
-NIEEEE!!!!-krzyknęli w tym samym czasie Sawa i Kora.Iziaa przyłączyła się do nich dodatkowo zanosząc płaczem.
-NIEEEE!!!!
Sawa także miał łzy w oczach.Kora nauczyła się,że łzy nic nie pomogą,tak więc odwróciła się w stronę Kody,do którego tuliła się płacząca Ember.
-Koda,leć po króla.Ember,pobiegniesz po mamę Lea,Nyote.
Ember i Koda skinęli głowami,odbiegając.Kora przytuliła do siebie Izięę.Biała płakała.Sawa oparł się głową o bok szarej lwiczki.Kora westchnęła ciężko.Nie sądziła,że straci przyjaciółkę.Rzuciła spojrzenie w głąb kanionu,ale nie widziała śladu Lea.Iziaa szepnęła:
-To wszystko moja wina
-Ciii,nie twoja wina.Nie twoja,-pocieszała Kora,-to niczyja wina,a ona żyje.Gwarantuje wam to.
Król Jua,Nyota szybko się pojawili,wraz z Mheetu i matkami pozostałych lwiątek.Król rzadządził poszukiwania.Całe stado szukało zaginionej Lea,ale niestety się nie udało odnaleźć lwiczki.Nyota zalewała się łzami.Sawa cały czas był przy matce,sam ciężko przeżywając utratę siostry.Iziaa została zabrana przez matkę,także w ciężkim stanie.Tej nocy,medyczy musieli pomagać wielu osobom w uspokojeniu się.Jua obiecał,że odnajdą lwiczkę,jednak z nadejściem kolejnych dni,dalej nie odnaleziono po niej żadniego śladu.Król wkońcu odwołał poszukiwania.Nyota nie czuła do niego o to żalu,sama traciła nadzieje i obiecała sobie,że zostanie przy synu.
Kora cały ten czas,starała się powstrzymywać na duchu tych,co przeżywali stratę Lea,a także stado które jej poszukiwało,by nikt nie tracił nadziei.
-Co kolwiek się stanie,nie można porzucać nadziei,-mówiła wtedy.
Shani zabierała ją dalej na lekcję,wraz z siostrą i Iziąą.Kora nauczyła się więc wkońcu polować.Dobrze szła jej też walka,której nauczył ją Mheetu.Kora także zaczęła wcześniej wstawać i kłaść się spać,by oglądać wschód i zachód słońca,czasami wraz z Juą.
Jednak paczka przyjaciół nie bawiła się już razem..
Nie potrafili zapomnieć o Lea,a nawet nie chcieli.
Kora bawiła się często z Ember,Sawą lub Iziąą.Ember jednak później,zaczęła tranować z nową drużyną,zwłaszcza Kodą i żadziej bawiła się z siostrą.Kora nie miała o to do niej żalu.Domyśliła się,że i tak by to robiła.Sawa też zaczął żadziej przychodzić,wolał opiekować się matką i czasem pomagać szamaną.
Iziaa i Kora zbliżyły się więc do siebie i nawet biała ją polubiła.
Tego wieczoru,Kora wracała z przyjaciółką u boku na Rajską Skałę.Wówczas,usłyszała odgłosy.Ciche,ale jednak były.Pożegnała więc przyjaciółkę,by cichaczej dokraść się zza ciemne skały.Widziała sylwetki Mheetu i Shani.Rozmawiali.Chciała do nich podejść,kiedy usłyszała te feralne słowa.
-Kora powinna wiedzieć,napewno zrozumie,-mówił spokojnie Mheetu,-Z Juą jest lepiej,chce ją tranować na przyszłą królową.
Shani spojrzała na własne łapy.
-Jest adoptowana,ale czuję się jej matką i...
-Adoptowana? Królowa?-Kora wyskoczyła za kamienia.W oczach miała łzy pierwszy raz od dawna.Wszystko ją nagle dopadło,same nieszczęścia.Dalej warczała.Shani i Mheetu zdziwieni jej obecnością,chcieli podejść do niej i przytulić.Kora się odsunęła.
-Okłamywaliście mnie,-warknęła,-okłamywaliście mnie wszyscy!
-Kora,czekaj!-krzyknęła ze łzami w oczach Shani,ale było za późno.Kora biegła daleko,byle dalej od Rajskiej Skały.Nie obchodziło jej to,że będą jej szukać.Nic jej nie obchodziło.Chciała być sama.Nigdy nie wolno ci się poddawać,-powtarzała sobie,biegnąc dalej.
-Do kąt się panienka wybiera?
-Mama ma nauczyć mnie,Ember,Leę i Izięę polowania.-lwiczka wygramoliła się spod łapy ojca.Szybko go przytuliła,bo Shani zaczęła już prowadzić trójkę jej przyjaciółek w stronę pastwisk.Kora ruszyła za nimi,mając takie szczęście,że szły dość wolno,by mogła je dogonić.Shani była dumna z lwiczek.Cieszyła się także bardzo,że to ona może je nauczyć umiejętności łowieckich.Niestety,ktoś zniszczył jej życiowy plan.A konkretnie dawna księżniczka..Lenna.Lwica podeszła do nich spokojnym krokiem,a Shani stłumiła warkot ,na arogancką lwicę.Lenna spojrzała na lwiczki.
-Polowanie,co maluchy?
-Nie maluchy!-syknęła oburzona Iziaa
-Małe obywatelki stada,-poprawiła Lenna,dalej z powagą na pysku,-naucze was polo..
-Chwila,ja je będę uczyć,Lenna.Dobrze to wiesz.
Lenna przewróciła oczami
-Przecież możemy się podzielić
-Nigdy nie szanujesz zdania innych
-Nie uność się,-machnęła ogonem Lenna.Spojrzała znów na lwiczki,-wezmę tą białą i złotą,pasuje?!
-Iziaa,Lea,co powiecie?-zadała pytanie Shani.Lwiczki skinęły głowami na tak,po czym podreptały za dorosłą lwicą.Kora żałowała,że nie będą polować razem,ale lepsze to niż nic.Shani pchnęła ją nosem,by szła dalej.Ona i Ember podczas wędrówki,wolały biegająć między Shani.Gdy jednak dostrzegły polankę sawanny,na której pasły się różnorodne zwierzęta,zaniemówiły i przystanęły.Shani uśmiechnęła się z triumfem.
-Witajcie na pastwiskach łowieckich
-To tutaj polujecie?-spytała Ember
-Oczywiście,-skinęła głową jej matka,-teraz także wasza kolej.Troszkę dalej żyje stado góralków.Nauczę was podstaw i coś upolujecie,dobrze?
-Jak w antylopę!-rzuciły lwiczki zgodnie.
Shani skinęła głową,po czym cała trójka zeszła wdół zbocza.Kora uznała,że trawy jest tutaj więcej i jest miększa.Pewnie to przyciągało zdobyć.Shani ustawiła się w odpowiedniej pozycji.
-Łapy muszą przylegać do ziemi.Pamiętajcie,żeby nigdy nie polować pod wiatr.To w musicie czuć zwierzyne,nie ona was! Musicie być cicho,skradać się bez szmeru.Rozumiecie?-spojrzała na córki,prostując się.
-Chyba tak,-zamyśliła się Kora.
Ember tym czasem nie zamierzała zostawać w tyle.Puściła się biegiem w strone,którą wskazała im czarno-biała lwica.Był to niewielki pas bez trawy,blisko skał,gdzie biegało dużo góralków.Ember przystąpiła do ataku.Najpierw pozycja,następnie cicho bez szmeru i wkońcu..bingio! pod łapami leżał martwy góralek.Zadowolona złapała go w pysk i podeszła z powrotem do matki.Kora wiedziała,że góralki uciekły i będzie miała trudniejsze zadanie.Wykazała się dużą cierpliwością,kiedy przyczupnięta oczekiwała.Wiatr wiał w odpowiednią stronę,więc wkońcu wyczuła słaby zapach góralka.Zwierzak ostrożnie zwiedzał teren,za nim nadchodziły kolejne.Ember skradła się koło niej,gotowa na kolejne łowy.Kora oblizała pysk-była gotowa!
Odbiła się od ziemi,z zamiarem wylądowania na góralku.Niestety nie udało jej się,w przeciwięstwie do brązowej lwiczki,która złapała już swój drugi łup.Kora postanowiła spróbować jeszcze raz.Wkońcu do drugiego razu sztuka!
Przystąpiła do oczekiwania,a kiedy kolejny góralek się zbliżył,skoczyła na niego.Zwierzak ugryzł ją,uciekając.Kora warknęła głośno ,puszczając się za nim biegiem.Góralek wykonał wzrot i czmychnął do kopca.Szara lwiczka,zaczęła go wykopywać ,ale się nie udało.Do tego,wszystkie już nie wyjdą!
Shani podbiegła do niej i odciągnęła.Kora spojrzała na nią.
-Nie udało się.
-Głowa do góry,-ogonem przejechała po jej nosie,-następnym razem się uda.Jutro wybierzemy się na drugie,dobrze?
-A narazie możesz zjeść moje,-Ember położyła pod jej łapkami jednego góralka
-Nie dzięki,to twój łup
-Obraże się,-odparła na to Ember,popychając w jej stronę zwierzę,-no jedz!
Ember zaczęła jeść pierwszego,a Kora drugiego góralka.Wkońcu najedzone,pozwoliły by Shani je umyła,nim wrócili do Szarej Skały
Lenna oczywiście przechwalała się tym,że jej lwiczki upolowały coś,a później obiecała,że to ona zabierze Korę na następne polowanie.Kora naturalnie,nie zamierzała z nią iść.Wolała lekcję Shani,a nie długo także z Mheetu.Lew nauczy ją i Ember walczyć.
Kora,Iziaa,Ember i Lea,biegły w stronę wodopoju,gdzie oczekiwał już na nie Sawa.Lwiak udawał obrażonego,czym zarobił wrzuceniem do wody.Cała gromada lwiątek urządziła sobie zawody w pływaniu.Iziaa spojrzała na niebo i zmarszczyła brwi.
-Będzie padać.
-Hej!!-Koda biegł w ich stronę,jak zawsze szybko,więc nic dziwnego,że wpadł na Izięę.Zaskoczona i zdenerwowana lwiczka,syknęła na niego.
-Przepraszam,Iziaa,-zmieszał się Koda,-ale znalazłem ekstra miejsce! chodźcie!
-Jakie miejsce?-spytali zaciekawienie Sawa i Kora.
Od razu uzyskali odpowiedź.
-Kanion.
-Więc na co czekamy,chodźmy!-rzuciła Lea.
Lwiczka pierwsza rzuciła się biegiem przed siebie.Biegła nawet nie zwracając uwagi,czy inni podążają za nią.Koda,Sawa,Kora,Iziaa i Ember-biegli za nią.Koda wyścignął lwiczkę,żeby prowadzić.Wkońcu więc cała paczka przyjaciół dotarła do kanionu,o którym mówił Koda.Był wielki.Kora uznała więc,że nie miałaby ochoty tam wpaść.Zwłaszcza,że płynęła tędy duża rzeka.Cofnęła się kilka kroków od krawędzi.
-Boi się,-zadrwiła Iziaa
-Nie boje się,-sykneła Kora,-ale uważam,że ostrożność powiniśmy zachować
-Tja!-prychnęła Iziaa.Żeby pokazać,że nie słucha szarej lwiczki,wskoczyła na pobliską grubą gałąź,która była wczepiona w ściany kanionu.Zaśmiała się.-I co,nic mi nie jest.Tylko szkoda,że zaczyna padać deszcz.
Krople deszczu uderzały o ziemię.Było ich coraz więcej.Koda zaśmiał się radośnie.
-Będzie błoto! Idealnie!
-No..-skinął głową Sawa
-W błocie jest najlepiej w piłkę grać,-rzuciła Ember,a później gdy wszyscy na nią spojrzeli,zmieszana zaczęła skrobać łapką ziemię,-ja..rozmawiałam z Mpirą.
Mpira była trenerką drużyny Kody.
Lewek więc podarował przyjaciółce pożądnego kuksańca w ramie.
-Zainteresowałaś się?!
Ember miała coś powiedzieć,kiedy głośny krzyk rozbił powietrze.Wszyscy natychmiast spojrzeli w miejsce krzyku.Iziaa chwiała się na gałęzi,zmoczona od deszczu.Biała lwiczka proszącym wzrokiem spojrzała na przyjaciół.
-No co się tak patrzycie! Pomóżcie!!
Sawa przełknął ślinę,ale podszedł bliżej.Wyciągnął w stronę lwiczki łapkę,ale nim zdążył zrobić co kolwiek,gałąź pękła.
Wszystko działo się szybko.Kora z przerażeniem obserwowała,jak złoty cień popycha Izięę ratując ją od upadku,a sam spada w przepaść.Rzuciła się by uratować przyjaciółkę,ale było za późno.Przestraszona Lea,spadała w ciemną przepaść.
-NIEEEE!!!!
Sawa także miał łzy w oczach.Kora nauczyła się,że łzy nic nie pomogą,tak więc odwróciła się w stronę Kody,do którego tuliła się płacząca Ember.
-Koda,leć po króla.Ember,pobiegniesz po mamę Lea,Nyote.
Ember i Koda skinęli głowami,odbiegając.Kora przytuliła do siebie Izięę.Biała płakała.Sawa oparł się głową o bok szarej lwiczki.Kora westchnęła ciężko.Nie sądziła,że straci przyjaciółkę.Rzuciła spojrzenie w głąb kanionu,ale nie widziała śladu Lea.Iziaa szepnęła:
-To wszystko moja wina
-Ciii,nie twoja wina.Nie twoja,-pocieszała Kora,-to niczyja wina,a ona żyje.Gwarantuje wam to.
Król Jua,Nyota szybko się pojawili,wraz z Mheetu i matkami pozostałych lwiątek.Król rzadządził poszukiwania.Całe stado szukało zaginionej Lea,ale niestety się nie udało odnaleźć lwiczki.Nyota zalewała się łzami.Sawa cały czas był przy matce,sam ciężko przeżywając utratę siostry.Iziaa została zabrana przez matkę,także w ciężkim stanie.Tej nocy,medyczy musieli pomagać wielu osobom w uspokojeniu się.Jua obiecał,że odnajdą lwiczkę,jednak z nadejściem kolejnych dni,dalej nie odnaleziono po niej żadniego śladu.Król wkońcu odwołał poszukiwania.Nyota nie czuła do niego o to żalu,sama traciła nadzieje i obiecała sobie,że zostanie przy synu.
Kora cały ten czas,starała się powstrzymywać na duchu tych,co przeżywali stratę Lea,a także stado które jej poszukiwało,by nikt nie tracił nadziei.
-Co kolwiek się stanie,nie można porzucać nadziei,-mówiła wtedy.
Shani zabierała ją dalej na lekcję,wraz z siostrą i Iziąą.Kora nauczyła się więc wkońcu polować.Dobrze szła jej też walka,której nauczył ją Mheetu.Kora także zaczęła wcześniej wstawać i kłaść się spać,by oglądać wschód i zachód słońca,czasami wraz z Juą.
Jednak paczka przyjaciół nie bawiła się już razem..
Nie potrafili zapomnieć o Lea,a nawet nie chcieli.
Kora bawiła się często z Ember,Sawą lub Iziąą.Ember jednak później,zaczęła tranować z nową drużyną,zwłaszcza Kodą i żadziej bawiła się z siostrą.Kora nie miała o to do niej żalu.Domyśliła się,że i tak by to robiła.Sawa też zaczął żadziej przychodzić,wolał opiekować się matką i czasem pomagać szamaną.
Iziaa i Kora zbliżyły się więc do siebie i nawet biała ją polubiła.
Tego wieczoru,Kora wracała z przyjaciółką u boku na Rajską Skałę.Wówczas,usłyszała odgłosy.Ciche,ale jednak były.Pożegnała więc przyjaciółkę,by cichaczej dokraść się zza ciemne skały.Widziała sylwetki Mheetu i Shani.Rozmawiali.Chciała do nich podejść,kiedy usłyszała te feralne słowa.
-Kora powinna wiedzieć,napewno zrozumie,-mówił spokojnie Mheetu,-Z Juą jest lepiej,chce ją tranować na przyszłą królową.
Shani spojrzała na własne łapy.
-Jest adoptowana,ale czuję się jej matką i...
-Adoptowana? Królowa?-Kora wyskoczyła za kamienia.W oczach miała łzy pierwszy raz od dawna.Wszystko ją nagle dopadło,same nieszczęścia.Dalej warczała.Shani i Mheetu zdziwieni jej obecnością,chcieli podejść do niej i przytulić.Kora się odsunęła.
-Okłamywaliście mnie,-warknęła,-okłamywaliście mnie wszyscy!
-Kora,czekaj!-krzyknęła ze łzami w oczach Shani,ale było za późno.Kora biegła daleko,byle dalej od Rajskiej Skały.Nie obchodziło jej to,że będą jej szukać.Nic jej nie obchodziło.Chciała być sama.Nigdy nie wolno ci się poddawać,-powtarzała sobie,biegnąc dalej.





