piątek, 16 marca 2018

#3 Znaczenie

"Rodzina to nie krew. To ludzie, którzy cię kochają. Ludzie, którzy cię wspierają"

Kora otworzyła zaspane oczy.Domyśliła się,że jest jeszcze wcześnie.Nie rozumiała,dlaczego tak szybko się obudziła,przecież zwykle wstawała razem z lwicami polującymi.Wstała,po czym podeszła bliżej wyjścia,by wystawić przez nie głowę.Chłodny wiaterek musnął jej pyszczek,słoneczne promiennie spadały na zieloną trawę.Dopiero wtedy Korę olśniło.To dziś! To dziś!
Puściła się pędem,żeby wskoczyć na grzywę Mheetu.Lew otworzył jedno oko,kiedy lwiczka pociągnęła go za ucho.
-Co się stało,kochanie?
-Tatuś,to już dzisiaj.
-Co dzisiaj?-ziewnęła Shani.
-Dzisiaj..o chwileczkę!-Kora zeskoczyła  z ojca,żeby ugryźć w łapę siostrę.Ember szybko stanęła na równe łapy,wydając z siebie jęk.Kora spojrzała błagalnie na rodziców.
-Dzisiaj możemy wyjść z jaskini.Pamiętacie? Mamy sześć miesięcy!
Mheetu i Shani spojrzeli na siebie porozumiewawczo.W tym czasie,lwice zbudziły się i zaczęły szykować do wyjścia z jaskini,w celu ruszenia na polowanie.Mheetu dojrzał jak Jua rozmawia z jedną z nim,Namą,nim opuścił jaskinie.Lew spojrzał na Shani.
-Muszę iść na patrol,-po czym dodał,-myślę,że mogą pójść,ale tylko do wodopoju.
Mheetu pocałował córki po główkach,nim wyszedł z jaskini.Shani westchnęła:
-Jesteście takie małe...
-Mamo!-krzyknęły oburzone.Prawda  była taka,że lwiczki urosły znacząco.Poprostu Shani bała się,że coś się im stanie,lub znów się zagubią.Skinęła jednak głową. Nie mogła wiecznie trzymać ich zamkniętych na Rajskiej Skale.Ember przytuliła się do łap matki.W ślad za nią poszła Kora.Następnie obie pobiegły obudzić przyjaciół.Iziaa zwróciła na nie uwage pierwsza i od razu prychnęła ,czym zaalarmowała Lea.Lwiczka wskoczyła na Ember i obie że śmiechem potażały się po podłożu.Kora przywitała się skinieniem głowy z Iziąą.Wypatrzyła Sawę,jeszcze smacznie śpiącego.Przygotowała się więc,by na niego wskoczyć.Wtedy właśnie,Iziaa pchnęła ją w jego stronę.Kora spadła na lewka,ale nie tak jak tego chciała.Sawa obudził się gwałtownie.Spojrzał na sprawczynię zdarzenia i zaśmiał się głośno.Kora także wybuchnęła śmiechem.
-Dzisiaj wasze pierwsze wyjście,co?
-Drugie Sawuś,-dalej się śmiała.

Sawa i Kora ostatni dołączyli do grupy przyjaciół nad wodopojem.Wszystko przez ich poranną "głupawkę".Iziaa wylegiwała się na skałkach,Lea bawiła się z Ember w wodopoju.Sawa także wskoczył do chłodnej wody,by pochlapać lwiczki.Ale one były szybsze.Rzuciły się na lewka,sprawiając,że szybko zmukł.Kora zaśmiała się radośnie.

Kiedy lwiątka skączyły się kąpać,cała piątka bawiła się długo w berka.Wprawdzie wcześniej także sie w to bawili,ale żadko.Starsze lwiątka nie potrafiły usiedzieć długo w jaskini i żadko się widywali,podczas gdy Ember i Kora musiały zostawać w domu.
Brązowy lewek,o czerwonej grzywie i zielonych oczach,biegł w ich strone.Kora zjeżyła sierść na grzbiecie.Kolejny obcy o nieznanych zamiarach.Jednak Sawa,Iziaa i Lea powitali go radośnie.Kora rzuciła więc spojrzenie na siostrę.Ember jednak,podeszła do nieznajomego pewnie.Kora wzruszyła tylko ramionami.Czekała,aż sam się przedstawi.
Lwiak jakby czytał jej myśli.Podszedł do niej bliżej,więc cofnęła się o dwa kroki.
-Siemka,jestem Koda.
-Kora,-odpowiedziała zmieszana.Podali sobie łapki.
-Słyszałem o tobie,Sawa to mój kumpel.Heh..-zmarszczył brwi,-ale wydaje mi się ,że znam skąś twoje imie.
-Może jest popularne,-podpowiedziała Lea
-Nie sądze.
-Dobra stary,jak sobie przypomnisz,to daj znać.A narazie..musimy się czymś zająć,-Sawa puścił oczko w stronę Kory.-Jakieś pomyśły?
-Może chowanego?-zaproponowała Ember
-Nie.Lepiej zapasy!-podskoczyła Iziaa
-A może..-zamyślił się Koda,-czekajcie! 
Lwiak odbiegł od grupki.Wbiegł w wysoką trawę.Po chwili wrócił z owocem w pysku.Rzucił go na ziemię.
-Co powiecie na mały meczyk?
-Podoba mi się!-powiedział Sawa.Iziaa udała że warczy dla zabawy.Przybiła piątkę z Sawą.-My gramy razem.
-W takim razie..Ember,co powiesz na piłkę?-zaproponował Koda
Ember podniosła jedną łapkę wyżej.
-A..o co w tym chodzi?
-Wszystko ci wytłumacze,-uśmiechnął się Sawa,-ale najpierw skład.Idziesz do nas Kora?
-Pewnie!-także warknęła dla zabawy lwiczka
-W takim razie,ja idę do Kody i Ember,-powiedziała Lea
Kiedy składy zostały wybrane,a zasady wytłumaczone-gra się rozpoczęła.Koda podał piłkę Ember.Lwiczka od razu ją przejęła i zaczęła biec w stronę dwóch drzew oznaczonych jako bramka.Przeszkodziła jej jednak Iziaa,przejmując owoc.Biała zdobyła pierwszego gola,kiedy wycelowała trafnie w bramkę przeciwnika.Ember z przejęciem grała dalej.Kora podała piłke Izii.Lwiczka biegła w stronę bramki,ale tym razem próbowały przeszkodzić jej Lea i Ember.Córka Shani przejęła piłkę i wykonała zwyciężki gol.
Był remis.
Koda podbiegł do Ember i przybili sobie piątki.Podobnie zrobił z Leą.
-Zapraszam cię do mojej drużyny.
-Drużyny?-zdziwiła się Ember
-Tak.Należę do niej między innymi ja i jeszcze trzy lwiczki.Chcesz dołączyć?
-Z chęcią,-uśmiechnęła się Ember.

-Kora,twoja łapa,-zwróciła uwagę Iziaa
Szara lwiczka spojrzała na łapkę.Lekko krwawiła.Westchnęła.
-Przewróciłam się.
-Lepiej niech to zobaczy Baobab,-powiedział Sawa z upartością.
Kora machnęła ogonem.
-Kto to "Baobab" ,chodzi o drzewo?
Iziaa,Lea,Koda i Sawa spojrzeli na siebie porozumiewawczo,przy tym wybuchając śmiechem.Ember i Kora stały sparalizowane.Kora zaczęła więc wylizywać swoją łapę.Wkońcu Sawa udzielił jej odpowiedzi.
-Baobabem nazywamy Babu.Wiesz,tą starą małpę.Nie lubimy go.
-Chyba jednak się do niego przejdę po jakieś mazidło,-wzruszyła ramionami Kora.Pożegnała się z przyjaciółmi.
Droga do baobabu była długa,ale lwice to nie przeszkadzało.Mogła oglądać Rajską Ziemię.Kochała ją,była jej dumą.Zastanawiała się nawet,kto po śmierci Juy przejmie nad nią władzę i czy wszystko się zmieni.Oby nie-pomyślała.
Doszła wkońcu do wysokiego i grubego drzewa.Wystawiła pazurki,by móc się lepiej wspinać.Nie szło jej to jednak najlepiej i dopiero Babu i jakiś inny mandryl pomogli jej się wdrapać.Babu wydał się zaskoczony jej widokiem,a jego uczeń,Moto,pragnął coś powiedzieć,ale nie mógł.Ukłonił się tylko,co zdziwiło szarą lwiczkę.
Babu w końcu "odzyskał mowe"
-Co cię do nas sprowadza ksi..Koro.
-Wszystko gra,tylko potknęłam się i..no..-pokazała łapkę.Babu skinął głową.
-Moto,weź fiolkę A5 i A4.
-Dobrze,-odparł młodszy mandryl.Jeszcze raz zwrócił spojrzenie na lwiczke,nim wykonał polecenie.Kora tym czasem oglądała wszystkie obrazki.Było ich dużo.Z większości farba pomału odchodziła.Widać było,że są coraz starsze.
Babu widząc jej wzrok ,powiedział:
-Wszyscy szamani z Rajskiej Ziemi,malowali władców.
-Władców?-zdziwiła się Kora,-czyli to są przodkowie?
-Oczywiście.Są tutaj nawet król Jua,jego brat Mheetu i siostra Lenna.
Kora skrzywiła się troche.Nie przepadała za ciotką Lenną.Oglądała dalej w milczeniu obrazy.Starała się rozpoznać ich daną historie i postać,ale nie była w tym najlepsza.Wkońcu dostrzegła szarą lwicę.

Ominęła szamana,by podejść bliżej.Stanęła na tylnych łapkach,by dotknąć rysunku.Niemal odrazu poczuła energię która przez niego płynęła.Uczucie ulgi i radości przemierzyło ją jak iskra od końca ogona po czubek nosa.Kora się zaśmiała.
-To ja?
-Oczywiście.
-Więc..-Kora rozejrzała się po jaskini,-Gdzie jest Ember?
-Tutaj,-wskazał na jeden z obrazków,-jeszcze jej nie skączyłem.
Wziął maś niebieską ,z skorupki owocu,po czym przejechał nią nad obrazem Kory.Teraz nad nią widnaiła niebieska pręga.Kora lekko się uśmiechnęła.
-Teraz wygląda lepiej.
Moto wrócił wraz z dwiema fiolkami w rękach.Podał je Babu,która namaścił każdą z nich łapkę kory.Chciał zawiązać ją liściem,ale Kora się cofnęła.
-Nie dziekuje,Babu.Mama by się za bardzo martwiła
-Mama?-zdziwił się Moto i już miał coś dodać,ale przerwał mu ostry wzrok Babu.

Kora nie rozumiała,jak jej przyjaciele mogli nie lubić szamana.Według niej był przyjazny.Kora puściła się biegiem w stronę Rajskiej Skały,teraz już znała drogę.Tym czasem Babu tłumaczył Moto przeszłość Kory.Zawiał mocny wiatr noszący liście.Można było się domyślić,że była to Maisha.

Kiedy Kora dotarła do wejścia do Rajskiej Skały,w której zapewne zjadali już kolacje,zauważyła Jue siedzącego na dachu szarej jaskini.Zdziwiła się tym.Postanowiła odpuścić sobie dzisiaj kolacje i wykonała skok,by znaleźć się na "dachu".
Król zwrócił na nią spojrzenie.
-O,witaj Koro.
-Dzień dobry wasza wysokość,-pokłoniła się
-Nie musisz się kłaniać.Nawet ci zabraniam,-odparł.Dalej siedział,wpatrując się w horyzont.Kora usiadła u jego boku i z zachwytem obserwowała zachód słońca.Wydała z siebie ciche "łoł!".Jua się uśmiechnął.
-Też lubie obserwować zachód słońca
-Marze by obejrzeć gwiazdy,-westchnęła Kora,-to też byłoby piękne
Jua skinął głową.Zmienił temat.
-Masz przyjaciół?
Kory ,o dziwo,nie zdziwiło to pytanie.
-Ember,Sawa,Iziaa,Lea i Koda-to moi przyjaciele,-powiedziała z dumą.
-Zawsze warto mieć u swojego boku przyjaciół,-spojrzał na lwiczke.-Idź już spać,malutka.Jutro kolejny wschód i kolejny zachód.
Kora skinęła głową.Zeskoczyła ze skały,od razu wchodząc do głównej części.Zostawiono dla niej niewielki kawałek zebry,który pochłonęła z zachwytem.Następnie położyła się obok mamy,którą ją umyła.Kora starała się,by nie zauważyła zadrapania.Nie udało się jednak.Shani upomniała tylko,by następnym razem bardziej uważała.Kora,Ember,Shani położyły się spać i szybko zasnęły.Mheetu i Jua musieli porozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz