piątek, 16 marca 2018

#2 Przyjaciele

„Nie idź za mną – mogę cię nie poprowadzić. Nie idź także przede mną – mogę za tobą nie podążyć. 

Po prostu idź obok mnie jako przyjaciel.” Albert Camus

-Kora! Ember!-krzyknęła Shani,by przywołać lwiczki.Dwie małe kuleczki,zdążyły urosnąć przez trzy miesiące.Obie bardzo się kochały,odczuwając z sobą wielką więź.Oczywiście Kora nie wiedziała,że została tylko adoptowana przez Mheetu i Shani.Lwy nie chciały jej tego wszystkiego tłumaczyć.
Stado także milczało.Była to odznaka szacunku dla sprawiedliwej królowej.Po śmierci Maishy,rajskoziemcy potwornie posmutnieli przez bliższe tygodnie,puki szał pracy nie przywrócił im nikłej radości.Tylko Jua wciąż wypatrywał ukochanej...Siedział dniami przed jaskinią,spoglądając na horyzont,jakby liczył,że lwica lada chwila do niego podejdzie.
Ale Jua mimo wszystko dobrze rządził.Był mądrym i walecznym lwem i nie można było zarzucić mu,że nie troszczy się o stado.

Kora i Ember podbiegły do czarnej lwicy tak jak sama kazała.Shani przytuliła obie wielką czarną łapą.Kora była większa od Ember,chodź była młodsza.Możliwe,że szara lwiczka była większa od wszystkich lwiątek w wieku minus sześć miesięcy.Babu wyjaśnił,że będzie wysoką lwicą,co nie zawsze wchodzi w parze z polowaniem.Shani więc postawiła sobie za cel,że nauczy ją polować.Chodź nie ona jedyna miała taki zamiar...Siostra Mheetu i Juy,lwica Lenna,potrafiła nieźle się rządzić jeśli chodziło o wychowanie lwiątek.Sama nie chciała posiadać lwiątek,ale lubiła narzucać zdanie innym.Może właśnie dlatego,król Mfalme i królowa Libreel,nie pasowali najstarszego dziecka na władce..?
Tak więc,Lenna także chciała nauczyć bratanice polowania.Tylko z tą różnicą,że chciała to robić już teraz,kiedy Kora ledwo nauczyła się mówić i chodzić.

Ember odsunęła się od mamy,by spojrzeć w jasne oczy z nadzieją.
-Mamusiu,możemy już wyjść?
Shani zakłopotana machnęła ogonem.
-Chodziło mi o to,żebyście przyszły dokończyć posiłek.Jest antylopa.
Shani opiekowała się jeszcze lwiątkami,tak więc była jedną z nielicznych lwic,które opuszczały jaskinię.Nie musiała polować,ani wychodzić na patrole-chodź bardzo to lubiła.
Ember spojrzała porozumiewawczo na Korę.W naturze córki Mheetu leżało to,że nie mówiła wiele.Każde słowo uważnie przemyślała i nie mówiła tylko po to,by usłyszeć swój głos.Tak więc pałeczkę przejęła Kora..
Szara zrobiła obrażoną minę.
-Mamo! Dlaczego nie możemy już wyjść? Chcemy poznać inne lwiątka
-Kiedy wrócą wieczorem,to was zapoznam.Zwłaszcza z córką mojej przyjaciółki Gai.Jest tylko o dwa miesiące starsza.Na pewno się zakolegujecie.Poza tym są jeszcze inne lwiątka.Naprzykład Lea..
Kora przerabiała łapą po ziemi,nim znowu zwróciła wzrok na Shani.Mama lwiątek nigdy nie była sztanowcza,uparta,więc może udałoby się ją przekonać?
Chciała podjąć próbe,kiedy do jaskini wszedł brązowy lew z białą grzywą.Mheetu.Lew podszedł do Shani i ją przytulił.Podobnie zrobił z córkami.
-Wróciłem już z patrolu.Nic złego nie dzieję się na obrzeżach.Żadne stado nie zagraża,-rzucił okiem na dzieci,-a wy co takie strapione?
I koniec podejmowania prób.Mheetu kochał lwiczki nade wszystko,ale był stanowczy.Nie pozwoliłby im wyjść samym z Rajskiej Skały,kiedy były za małe.Tak więc odwróciła się i podreptała do legowiska.
Każdy lew miał własne legowisko,ona jednak puki nie zostanie nastolatką,spała w jednym z siostrą i przybranymi rodzicami.Ułożyła się wygodnie na dużej ilości żółtej trawy,po czym ziewnęła przeciągle.Mogłaby przespać kilka minut,a następnie działać.Nie była przecież głoda.
Kora oparła głowę na łapach,po czym szybko zasnęła.

Obudziła się niewiele czasu później,wypoczęta.Przeciągnęła się,mlaskając przy tym cichutko.U swojego boku ujrzała śpiącą przybraną siostrę.Ember cichutko pochrapywała,a z nią Shani.Mama zasneła-uświadomiła sobie szybko lwiczka.Dotychczas nie wiedziała,że wogóle śpi.Zawsze gdy kładła się spać nie spała,kiedy się budziła było tak samo.
Zdziwienie szybko minęło.Obudziła Ember,która niespecjalnie miała na to ochote.Stłumiła jednak jęk protestu i otworzyła zielone oczy.Kora wskazała jej ogonem na wyjście z Rajskiej Skały.Ember entuzjastycznie skinęła głową,nagle rozbudzona.
Lwiczki wybiegły z jaskini.

Kora czuła przepełniające ją uczucie szczęścia.Świat poza jaskinią zawsze był taki...odległy.Teraz stała wyprostowana,kiedy Ember radośnie biegała wokół niej.Wiatr muskał jej pyszczek.Kora przywołała do porządku przybraną siostrę,by razem spacerkiem pochodziły po ziemi rodowej.Kora była wręcz zachwycona.Rajska Ziemia jest pięknym miejscem.Szara lwiczka z zachwytem oglądała wodopoje,jeziora,zwierzyne przebiegającą im drogę,drzewa,ptactwo.Do tego nie było gorząco,więc mogły chodzić bez większego zmęczenia.
Lwiczki zatrzymały się dopiero przy zaciemnonych skałkach.Ember z radością wskoczyła na siostrę.
-Ale tu fajnie!
-No..-tylko tyle zdołała wydusić przez śmiech Kora.Ember wyszczerzyła się,co nie ułatwiało sprawy.Śmieły się obie długo,aż rozbowały ich brzuchy.Ember zeszła z siostry,po czym prędko dotknęła ją łapką w ramie.
-Gonisz!
Ember zaczęła uciekać.Kora oblizała pyszczek udając,że szykuję się na pogoń za ofiarą.Wzbiła się w niebo,by szybko dogonić siostrę.Ember biegła między drzewami,wskakiwała w krzaki (z których później wyskakiwała) i biegła dalej.Nie długo miała pokazać się dżungla,którą odzielała od Rajskiej Ziemi pustynia.
Korze wkońcu udało się dogonić siostry.
-Teraz ty gonisz!
Szara zaczęła uciekać.Ember podążyła w ślad za nią,machając ogonem z  emocji.Omal się nie przewróciła,ale biegła dalej.Kora była szybka.Bardzo szybka.Nie łatwo było więc ją dogonić,ale wkońcu się udało.Ember spoglądała chwile na siostrę,po czym się rozejrzała.Kora poszła w ślad za nią i od razu ciekawość przerodziła się w strach.Nie znały tego terenu! Zgubiły się..

-Może jednak w tamtą stronę?-zaproponowała po raz kolejny Kora,gdy wraz z Ember przedzierały się przez różne części Rajskiej Ziemi.
-Tam już byłyśmy
-Chyba z drugiej strony
Kora zmarszczyła brwi.Nie spodziewała się,że przyjemny spacerek zmieni się w coś takiego.Do tego czuła zmęczenie i chęć snu.Łapki bolały ją od długiego marszu.Ember też wyglądała na zmęczoną.Gdyby mi to,że Kora nie lubiła słabości,mogłaby położyć się i odpocząć.Nie miała jednak odwagi.a może i chęci.Ember więc pierwsza zarządziła odpoczynek.Usiadły,przytulone bokami do siebie.Kora poczuła,że robi się zimniej.Nic dziwnego,zachodziło w prawdzie słońce.
-Nigdy nie widziałam gwiazd,-powiedziała Kora
Ember już miała coś odpowiedzieć,kiedy lwiczki usłyszały kroki.Stanęły pewnie na łapkach,cofając się kilka kroków.
-Kto to?-szepnęła Ember,lecz nie uzyskała odpowiedzi.Kora odsłoniła zęby,jak radziła mama.Jednak zamiast hieny (której się spodziewała) zza drzew wyjrzała ruda głowa,na której widniała ciemnobrązowa grzywka.Kora zaciekawiona,przybliżyła się kilka kroków,a strach ulotnił się szybko,kiedy okazało się,że to lewek mniej więcej troszkę starszy od nich.Ember także się przybliżyła.Obie podeszły porozumiewawczo do lewka.Rudy lwiak powitał ich skinieniem głowy.Długo się w siebie wpatrywali,nim Ember spytała:
-A ty to kto?
-Jestem Sawa,-odpowiedział obojętnia lwiak,-a wy to..nigdy was nie widziałem.Jesteście z Lwiej Ziemi? 
-Nie.My także jesteśmy z Rajskiej Ziemi,-Ember zmarszczyła brwi,-O ile dalej to jest Rajska.
Sawa zaśmiał się krótko.
-Tak,to dalej Rajska Ziemia.
Kolejny odgłos kroków.Kora zjeżyła futro.Co jeszcze?
Tym razem dwie lwiczki stanęły koło lewka.Jedna o ślicznych szmaragdowych oczach i białym futrze,druga o złotej sierści i fioletowych oczach.Sawa miał oczy zielone.Biała spoglądała na nich nieprzyjaźnie,co innego lwiczka z grzywką.
-Cześć,jestem Lea.To jest Iziaa.A wy?
Lea imie to zabrzmiało w głowie szarej lwiczki.Shani wspominała coś o lwice..No jasne! Lwiątka mieszkały także na Rajskiej Skale,ale były na tyle starsze od nich,że wybiegały na sawanne,kiedy ci jescze spali.Lea była mniejsza od lwiątek przy których stała,ale zdecydowanie była w tym samym wieku co Sawa i Iziaa.
-Jestem Kora.A to jest moja siostra Ember,-powiedziała bez zająknięcia,-Zgubiłyśmy drogę do Rajskiej Skały.To nasze pierwsze wyjście.
-I od razu się zgubiłyście.Śmieszne,-prychnęła biała lwiczka.
-Cicho,Iziaa.Widzisz ,że są mniejsze.Poza tym,my byliśmy we trójkę.
-No i?-znów prychnęła biała
Lea przejechała ogonem po jej pysku.
-Mój brat ma rację,-następnie zwróciła się do lwiątek,-jeszcze mamy czasu przed powrotem.Chcecie się w coś pobawić? Może naprzykład berka?
-Już w to grałyśmy,-odparła Kora,-ale na zapasy czy chowanego mam ochote.

Lwiątka bawiły się bardzo długo,a przynajmniej tak im się wydawało.Najpierw chowanego,później berek i na końcu zapasy.W ostatniej grze,każdy miał parę.Iziaa z Korą,Ember z Leą i Sawa z zwyciężcą.Ember wygrała z Leą,lecz w pojedynku z Sawą odpadła.Kora i Iziaa walczyły znacznie dłużej,chodź wtedy to Kora wygrała.Iziaa wściekła się,chodź nie dała tego po sobie poznać,kiedy odeszła na bok.Teraz Kora walczyła z Sawą.Mieli schowane pazury i atakowali się samymi łapkami,bez wystawiania kiełków w pysku.Wońcu wygrał Sawa.Kora zaśmiała się,kiedy pomógł jej wstać.
-Muszę jeszcze sporo poćwiczyć.Kiedyś cię pokonam
-Będę na to czekał,ale nie dam taryfy ulgowej,-mrugnął do niej okiem.

-Ember! Kora!-Shani podbiegła do córek,z równą prędkością gepardowi,kiedy piątka lwiątek wracała na Rajską Skałę.Kora starała się wraz z przybraną siostrą,zapamiętać każdy centymetr na przyszłość.Czarna lwica wylizywała długo futra córek.Sawa,Lea i Iziaa zostawili ich samych ,wybierając się do swoich rodziców.
Mheetu zdążył już stanąć u boku Shani.Wpatrywał się w córki zawiedzionym wzrokiem.
-Wiecie,że całe stado was szukało,-powiedział zły,-Bardzo się martwiliśmy o was,dziewczynki.Bardzo!
-Gdzie byłyście?-w oczach Shani unosiły się łzy szczęścia,-szukałyśmy was wszędzie
-Nie znałyśmy tamtej części,-speszyła się Ember
-Sawa,Iziaa i Lea nas odprowadzili.Pobawiliśmy się,zwiedziliśmy Rajską Ziemię i..i..
-I macie szlaban.Przez kolejne tygodnie ani myślcie o wychodzeniu z jaskini.Poczekacie do sześciu miesięcy,-odparł surowo Mheetu,lecz widać było,że cieszy się z odnalezienia córek.Nawet jeśli jedna była przybrana,obie liczyły się dla niego tak samo.
-Możecie się bawić w jaskini z kolegami,-uśmiechnęła się Shani,-cieszę się,że zawarłyście znajomości.A teraz powrót do jaskini i spać.
-Dobrze mamo! tato!-krzyknęły lwiczki,-I przepraszamy..bardzo przepraszamy.
Shani polizała je za uszami,każdą po trzy razy.Weszli do jaskini.
Jua leżący na podwyższeniu,spojrzał uważnie kiedy wchodziły.W jego oczach kryło się coś,lecz szybko znikło,kiedy lew z Mheetu wybrał się na wieczorny patrol.
Kora i Ember zasnęły szybko u boku Shani.Wykończone dzisiejszym dniem i wrażeniemi.W myślach Kory jednak długo tkwiło pytanie:czy poznała wkońcu prawdziwych przyjaciół?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz