sobota, 4 sierpnia 2018

Blog..uznaje za zakończony!

Blog o Historii lwicy Kory,uznaje za zakończony.

Chciałabym jednak jeszcze powiedzieć,że zakończyłam go tak szybko,bo nikt nie komentował.To nie dawało mi inspiracji.

Jeśli chodzi o samą fabułę,starałam się,ale cóż..widocznie nie zawsze wychodzi.Kora jest dobrą królową w moich oczach,ale niestety nie przepadam za tym blogiem,ani pierwszą ani drugą wersją.Jakoś nigdy nie podbił mojego serca.Może jeszcze w przyszłości,ktoś tu zawędruję i zakocha się w historii tej walecznej rajskoziemki?

Obserwatorzy:1
Rozdziałów:18
Sezon 1 ,ale dwie wersje

Ostatni raz się z wami żegnam na tym blogu.
Pa c:

#18 Nadzieja umiera ostatnia ~epilog

"I wszyscy powtarzają: "takie jest życie", a nikt nie pamieta, że życie jest takie, jakie sami sobie zbudujemy." -  Will Smith

Kora ,była wielką królową .Chciała pomagać i być wierna do końca Rajskiej Ziemi.Zapadła w sercach wielu lwów na długo,a jej ród żył dalej.

Otóż..Asali tak jak obiecał,wyprowadził wszystki na polanę w kanionie.Było tam idealnie.Niedaleko były strumienie,żywność ,a w kanionie byli niewidoczni.Do tego na polanie rosła trawa,miękka.

Rajskoziemcy długo nie mogli się jednak pogodzić z tym,że opuścili swój ukochany dom,a Asali i Aja,że ich matka zginęła z łap wrogów.

Kiedy już jednak doszli do siebie,Asali zalecił treningi,polowania i wkrótce stadko znów wróciło do formy i się rozwinęło.Mieli nawet szpiegów,co donosili im co się dzieję na ich dawnych terenach.O dom przecież trzeba walczyć,kiedy się go kocha!

Asali czekał tylko na idealny moment by zawalczyć o dom,wraz z całym stadem.
Aja,jego siostra chodź nie chciała być medyczką,postanowiła pomóc Moto.Asali by jej się zrewanżować ,pozwolił medykom zakładać rodziny.
Aja więc mogła wraz z lwem swojego serca doczekać trójki lwiątek.Do tego samych dziewczynek! Kory,Maishy i Malki.

Gaja także doczekała narodzin synka.Odważnego lewka Hofu,który zapałał miłością i sympatią do Kory II, która imię odziedziczyła po babci.
Adele urodziła córkę,której nadała imię Nala,co znaczyło podarunek.

Nadzieja zaczęła wygasać jednak z każdym dniem milczenia i tylko trójka lwów wciąż wierzyła w hope.
Tego dnia,kiedy stado znalazło się po długiej wędrówce  w kanionie,było załamane i zmęczone.Idia jednak wzięła swoich synów i położyła się na polanie.Oczy wpatrzyła w daleki horyzont i wschodzące słońce.
-Nie martwię cię,wierzę,że to wy zwyciężycie.Nadzieja umiera ostatnia.


Dlatego więc nic dziwnego,że Kume i jego brat ciężko trenowali by kiedy tylko sami zostali ojcami,zmierzyć się wraz  z rajskoziemcami z wrogami i przywrócić stadu pokój.Niestety zakończyło się to śmiertelnie dla jednego z braci i to właśnie Kume przejął władzę,adoptując córkę ukochanego brata,której także chciał w przyszłości przekazać tron.Lwiczka była otóż sprawiedliwa,mądra,piękna i odważna,a czego więcej można było oczekiwać od idealnej królowej?

Koniec.

#17 Nigdy się nie poddawaj!

"Nigdy nie zapomnij najpiękniejszych dni swojego życia! Wracaj do nich, ilekroć w twoim życiu wszystko zaczyna się walić" - Jim Rohn

Aja miała rację.Wkrótce na Rajskiej Ziemi zaczęło się naprawdę źle dziać.

Kora z przerażeniem obserwowała,jak wybuchające pożary zniszczyły ziemię,było mniej zwierzyny i większość mieszkańców umierała.Biedna Lenna ,majordamuska,Shani nie przeżyli.Kora starała się w tamtej chwili nie płakać,musiała być siłą stada.
Była królową,przyjaciółką,matką i partnerką.

Koda długo chorował i Ember obawiała się jego śmierci.Lwu udało się jednak wyjść z choroby.

Tego dnia,słońce wolno sunęło ku czubku.Wiatr muskał pyski i futra zwierząt.Ptaki ćwierkały mimo niechęci.Mogło by się wydawać,że będzie idealnie.A tak naprawdę było to...radosne! Wszystko zostało przygotowane przez Krąg Życia,specjalnie na narodziny dzieci Idii i Asali'ego.
Babu nie przeżył tej chwili,ale zostawił godnego następcę.Moto namaścił książąt,ciesząc się z ich narodzin.
-Są dobrą wiadomością dla Rajskiej Ziemi
Aja polizała brata za uchem.
-Gratuluję.Macie może imiona dla maluchów?
-Myślałem o Kume..-wyjąkał Asali.
Idia urodziła dwóch synów.Oba szare,chodź jeden ciemniejszy.Oczy ich połyskiwały w zieleni,lewki miały nawet małe grzywki koloru grzywy ojca.Idia z uśmiechem wpatrywała się w swoje dzieci.Wskazała ogonem jaśniejszego lewka.
-Właśnie to jest Kume.Ten ciemniejszy będzie się nazywałam..Zambezji*.Zawsze mi się podobało.
-Ich życie będzie odważne,-szepnęła Aja,dotykając nosem noska Kume i później Zambezji'ego.Podobnie uczyniła Gaja.


Kora cieszyła się z wnuków,ale teraz..teraz martwiła się.Wpatrywała się w horyzont,na którym zaczynała się burza.Asali usiadł obok niej.
-Mamo,o co chodzi?
-Asali,-spojrzała na syna,-nadchodzą ciężkie czasy,kochanie.Dziś..dziś mianuję cię królem.
-Ale ..ja nie jestem gotowy
-Wiem to,ale Aja zdradziła mi,że nadchodzi wojna.Twoi synowie muszą mieć ceromonię..synu,pomogę ci,nie obawiaj się.
Sawa usiadł po jego drugiej stronie,razem z Ają.
Asili westchnął.Musiał to zrobić dla stada i rodziny.

Ceremonia cieszyła się popularnością całej sawanny,a jeszcze bardziej koronacja Asili'ego i Idii na władców.Iziaa była dumna z córki,a Kora z syna.

*


Wojna nadeszła dwa dni później.Nocne Stado sprzymierzyło się z czwórką innych stad,a u Boku Rajskiej Ziemi stanęły Gepardzia,Lwia i Ptasia Ziemia.Szanse były wyrównane.

Aja z przerażeniem,uświadomiła sobie,że jest ciężko.Pilnowała lwiątek i Moto,podczas kiedy tam rozgrywała się wojna.
Rajska Ziemia toczyła spór przez cały tydzień,bez przerwy walcząc,czekając,atakując ponownie.W między czasie,inne ziemię musiały się wycofać.Zostało tylko Nocne Stado przeciw Rajskiej Ziemi.

Rajskoziemcy walczyli zacięcie o swój dom.Gryźli,drapali ,robili różne zwroty i ataki.Nocne Stado było jednak silne.Nie mieli aż takiej ciężkiej sytuacji przez jaką przechodziła wcześniej Rajska Ziemia.

-Nigdy się nie poddawajcie!-królowa Kora starała się dodać otuchy swoim wojowniką,w między czasie walcząc z resztą.
Wkońcu stanęła ona i król nocnego stada,naprzeciw siebie.Kora warknęła.
-Wynoś się z mojej ziemi!!
-Kora..he,poddaj się normalnie.Rozejrzyj się i tak wygramy,-uśmiechnął się szyderczo lew.Kora wskoczyła na niego,przewracając i wbijając mu pazury w brzuch.Uznała,że ten król jest gorszy od poprzedniego.
Lew zaczął się wykrwawiać.Kora dodała stanowczości i wkrótce lew zmarł.

Szara lwica rozejrzała się po polu bitwy.Nocne Stado wciąż walczyło,pomimo śmierci króla! Kora ociekała krwią i czuła się słaba.Zmarszczyła brwi wykończona.To już za długo trwało.Straciła Sawę,Lea,Izięę..nie mogła stracić nikogo więcej.

-Nigdy się nie poddawaj,-szepnęła sama do siebie.

Odwróciła się,wskoczyła na kamień i chodź było to trudne...musiała to zrobić.Zaryczała.Stada na chwile przerwały walkę.Nocne stado miało jednak ochotę na atak nagły i brutalny,a rajskoziemcy by wygrać.
Kora uniosła do góry głowę.
-Rajskoziemcy pamiętajcie by nigdy się nie poddawać,by zawsze walczyć o swój dom! Ale teraz...teraz rozkazuję wam jako dawna królowa byście wycofali się.
Wszyscy byli zdziwienie.Rajskoziemcy znów zaczęli walkę.Chodź szanowali córkę Maishy,nie zamierzali przestać bronić swojego domu.

Kora westchnęła więc i jak najszybciej odnalazła w tłumie Asaliego.Pokonała lwa z którym walczył i wyciągnęła syna z walki.Asali spojrzał na nią zaciekawiony.
-Asali,bierz stado i uciekajcie.Daleko jest pewna dolina,ukryta w kanionie.Osiedlijcie się tam,a kiedy..
-Matko,nie mówisz poważnie! Nie możemy się poddać!
Kora wiedziała jednak,że Asali już ledwo co walczy.Westchnęła:
-Nie mogę pozwolić,by ktoś jeszcze umarł.Oni będą walczyć do ostatniego,ja nie pozwolę na straty.Asali..-wyprostowała się,-pewnego dnia,kiedy wrócicie do sił,wrócicie na Rajską Ziemię,odbijecie ją i znów zapanuję tu harmonia i Krąg Życia.
Asali dodał ze smutkiem.Kora ucieszyła się,że jej syn zgodził się z jej decyzją.Przytuliła ją,a szary lew wyszeptał jej do ucha.
-A co z tobą?
-Ja tu zostanę..ale ty musisz bronić stada,kochanie.

Asali po wielu minutach,odkleił się wkońcu od matki.Wraz z Ają,zabrali całe stado i uciekli.Nocne Stado wygrało,ale nie na długo tu zamieszkają i Asili to wiedział.Aja nie sądziła,że jej matka zostaje,tak więc biegła i tylko Asali miał łzy w oczach po jej stranie.

Kora,była królową,przyjaciółką,partnerką,matką i księżniczką Rajskiej Ziemi.Córką Jua,Maishy,Shani,Mheetu.Siostrą żyjącej Ember,chodź i ona straciła ukochanego sobie lwa.Matką Asaliego,Kamy i Ajabu.Babcia Kume i Zambezji.

Kora spojrzała z wrogością na nocne stado.Teraz! Nigdy się nie poddawaj! Skoczyła ku nim i zacięcie zabiła około dziesięciu napastników,nim padła na ziemię.Ostatnie co widziała,to zachodzące słońce.

Dzielna królowa przeżyła już swój Krąg Życia,teraz musiała odejść by chronić najbliższych z resztą swojej rodziny,wysoko w lwiej krainie,do której trafić mogą tylko ci,którzy naprawdę uwierzą.



*sprawdź

#16 Poszukiwania przeznaczenia cz.2

"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia"

Kama kochała swoich rodziców,mimo iż wiedziała,że jest adoptowana.Kora nie musiała tego przed nią zatajać.
Kama była lubiana i sprawiedliwa,lwiczka chciała jednak czegoś więcej.

Wimbo także marzył o czymś innych.O władzy i o samodzielności!

 
Minęło wiele  miesięcy.
Z lwiątek,stali się nastolatkami.Aji,Kamie,Amarze,Adele,Zawadi,Idii i Gai świetnie poszło na polowaniu.A Asaliemu i Wakatiemu na walce.
 
 
Jednak skoro tyle miesięcy minęło,to było jasne,że wkrótce nastolatkowie mieli wkroczyć w dorosłość.Przez ten czas,Asali i Idia zostali parą ku uciesze wszystkich.Wakati i Kivulia także zostali parą.Co do Aji,dalej brała udział w lekcjach Babu i dzięki temu,mogła kiedy chciała zaglądać w przyszłość.Aja jednak nie pragnęła bycia szamanką,jak mogłoby się teraz wydawać.Swoją wiedzę starała się wykorzystać dla dobra stada.Była lwicą i chciała mieć lwiątko i partnera,to było naturalne.Amara marzyła o podróżach,Adele o polowaniach,Zawadi o tym by jej drużyna wystartowała w zawodach,a Kama? Kama wciąż marzyła o wycieczce na Lwią Ziemię.
 
 
Wszystkie przeznaczenia,musiały się wkońcu zgrać.
 
Zawadi z radością przyjęła wiadomość od królowej Kory,kiedy ta i Ember zaproponowali  Zawadi i jej drużynie udział w zawodach na Ptasiej Ziemi.Dla córki Kody,była to wielka radość. Ciężko trenowali,by wkońcy wygrać zawody, a za nimi kolejne i jeszcze kolejne.Marzenia się spełniają!
 
 
Aja ułożyła się na niskiej skale,wpatrzona w wodę wodopoju.Westchnęła.Była zmęczona.Nie zmrużyła jednak oczu,bo Kama usiadła obok niej.Miała zatroskany wzrok.Aja jednak nic nie powiedziała,a jedynie zmrużyła oczy.Westchnęła.
-Chcesz odejść
-Skąd.....a no tak,-przewróciła oczami Kama,-ten dar,-następnie westchnęła,-masz rację,odchodzę.Chce coś zobaczyć,nie zostawać w jednym miejscu.
-Mama wie?
-Jeszcze nie...ale załatwię to z nią,-Kama wstała i pewnym krokiem ruszyła ku Rajskiej Skale,na którym była akurat jej przybrana matka.
 
Aja śledziła ją wzrokiem,nim westchnęła,odwróciła się.Miała złe przeczucia.Potrzebowała kilku dni na medytacje,by zajrzeć w daleką przyszłość.
Musiała jednak wcześniej poprosić Asiliego,by pomógł jej na polowaniu.Nie było łatwo upolować bawoła,który był jej potrzebny.
 
Na szczęśćie mieli przyjaciół.Gaja,Idia i córki Ember pomogły i wkrótce,Aja siedziała już we wnętrze drzewa,umazana krwią bawoła.Połączyła się z przyszłością..
 
Gaja uśmiechnęła się do siostry.
-To ja was zostawię gołąbeczki
Idia przewróciła oczami.Asali przytulił lwicę z czułością.
 
 
W tym czasie,Kama i Kora kłóciły się.Szara starsza lwica nie mogła sobie wyobrazić,żeby puścić nastolatkę w podróż.
-Ale jestem już prawie dorosła!
-Prawie!
-Różnica dwóch miesięcy! Mamo...ja i tak odejdę,-szepnęła z determinacją Kama
Kora pochyliła głowę.
Kama i tak odejdzie..niech chociaż nie zna wrogości matki.Kora przytuliła córkę.Świetnie ją wychowała i teraz zgodziła się,mimo iż z bólem serca.
 
***
Kto by pomyślał,że przez dwa miesiące wiele się zmieniło.
Zawadi wygrywała kolejne zawody,tak jak jej rodzice.
 
Kama natomiast,która wyruszyła z Amarą,zaszła na Lwią Ziemię.Zakochała się tam wprawdziwie w synu Kesho i jego partnerki, Mwanie.
Była to wielka miłość,prawdziwa i trwała.Kama postanowiła zostać przy Mwanie.Nie spodziewała się widziać,że zostanie wielką królową (była przecież dobrze nauczona) i że doczeka się wspaniałej córki o równie dobrym błysku w oczach,której imię będzie nadzieją dla Lwiej Ziemi.
 
Amara co innego.Nie zamierzała zostawać w jednym miejscu na stałe.Całe życie poświęciła wędrówką.Była przecież bardzo ciekawska.
 
Dorosłość przyniosła też coś Wimbo.Lew postanowił odejść z Rajskiej Ziemi i założyć własne stado.Nie planował lwiątek wraz z Kivulią,która ruszyła z nim .I chodź Izii było ciężko,pozwoliła synowi odejść.Miała jeszcze kochane córeczki.
 
Adele,córka Lea, miała inną przyszłość.Skupiła się na polowaniach,które świetnie umiała.Nic więc dziwnego,że Kora ustaliła ją główną lwicą polującą.Aja otóż nie chciała tej pozycji.
 
 
Aja,przeczuwała wielką wojnę i zły czas dla Rajskiej Ziemi.Skupiła się więc na pomocy rodzinnie.By być doradczynią i przyjaciółką Asaliego,pomagać matce i ojcu,być nadzieją dla stada i ciężarner Idii.
Aja,dziękowała za swój dar,który teraz był jej największym skarbem,a nie przekleństwem.

#15 Poszukiwania przeznaczenia cz.1

"Nie możesz być silniejszy od przeznaczenie"
 
 
Aja spojrzała na matkę błagalnym wzrokiem.
Kora zamyśliła się,aż wkońcu uśmiechnęła się.
-No dobrze.Możecie dzisiaj nocować na dworze
-Dziękuję mamuś!-Aja podskoczyła i ucałowała Korę w policzek.Następnie wybiegła z jaskini,musiała o tym porozmawiać z przyjaciółmi.
 

Iziaa podeszła do Kory zmęczona.Ziewnęła.
-Nie znoszę wstawać.
-Śpisz pół dnia.Idź na polowanie,może?
Iziaa wzruszyła ramionami.Lwica dołączyła do stada,kiedy zerwała z Jicho,po tym jak przestało się między nimi układać.Iziaa cieszyła się że wróciła na Rajską Ziemię,a jej córki Idia i Gaja,od razu zdobyły więź z innymi lwiątkami.
Wimbo co innego.Pomimo przyjaźni z czarną lwiczką Kivulią,miał drażliwy charakter i wolał przebywać w samotności.
 
Kora uznała,że na razie wszystko idzie dobrze.Oczywiście,nie podobało jej się to,że musiała wraz z Sawą ruszyć na Lwią Ziemię załatwić kolejne sprawy.Iziaa nie miała ochoty z nimi ruszyć,Lea więc weszła na jej miejsce.Drużyna Ember też miała ruszyć na turniej.
 
Kora westchnęła,gdy Sawa wszedł do jaskini.Pożegnała się z Iziąą i powolnym krokiem ruszyła z przyjaciółmi w stronę granicy.
 
Bycie Królową było naprawdę trudne,ale i wesołe.
 
Iziaa tym czasem,wybrała się na polowanie.
 
*
Aja wskoczyła na brata,od razu go powalając.Asali zaśmiał się.
-Możesz ze mnie zejść,księżniczko?
Aja skinęła głową.Następnie wyszukała wzrokiem przybranej siostry.Kama spoglądała za odchodzącą matką ze smutkiem.Aja podbiegła do niej i usiadła obok niej na płaskim kamieniu.Kama westchnęła:
-Pytałam mamy,ale powiedziała,że na razie nie może zabrać mnie na Lwią Ziemię.A ja tak bardzo bym chciała!
-Rozumiem cię,-przytaknęła Aja i polizała siostrę za uchem,-ale może pocieszy cię to,że spędzimy całą noc pod gwiezdnym niebem
-Wkońcu odpowiedzialni!-krzyknął szczęśliwy Asali,siadając obok dwóch sióstr.Ochroni je,co kolwiek się wydarzy.
 
Aja,Kama i Asali,czyli królewskie dzieci ,zwykle pełniły dużo obowiązków.Asali uczęszczał na lekcję z rządzenia przez Korę prowadzone,lekcje walki z Sawą i obchody,które lubiał.Aja natomiast chodziła na lekcje polowania z Kamą ,oraz do Babu.Kama uczyła się nie tylko polowania ,ale i walki.Zachęciła do tego Aję.Czasem także,Kora uczyła je czegoś z rządzenia,ale szara lwica zwykle była bardzo zapracowana.
 
Zawadi trenowała niedaleko ze swoimi przyjaciółmi.Grali doskonale w piłkę.Córki Lea ganiały się przy wodopoju z córkami Izii.Jak zawsze Wimbo strzelił focha i z Kivulią odszedł.
 
Gdy lwiątka dojrzały królewskie rodzeństwo,podbiegły do nich,od razu zaciągając do zabawy.Amara w połowie zabawy w chowanego,wymknęła się jednak by samotnie pozwiedzać trochę okolicy,co kochała.Chciała być samodzielna.
 
Następną zabawą był berek ,a potem zapasy.Asali najbardziej zwracał uwagę na Idię,oczywiście z wzajemnością.Gaja skupiła się na Kamie i Adele,więc wkrótce nie zauważyli,kiedy Aja się wymknęła.
 
Wiedziała,że nie powinna się oddalać,ale ciekawość zwyciężyła.Księżniczka ruszyła by poobserwować polowanie lwic.Usiadła na skałce.Rajskoziemki z Iziąą wytropiły stado zebr i już zaczęły się do nich skradać.
Aja poczuła zawroty głowy.Strasznie zaczęły boleć ją oczy,zaczęła się dusić.Wkrótce jednak wszystko ustało,oprócz tego,że przed Ają pojawił się obraz.
Zebry pędziły w stronę lwic polujących,zabijając wszystkie na miejscu.
 
Aja wystraszona odskoczyła wtył.To nie była prawda...lwice nawet nie zaatakowały.Aja skupiła się jednak na zebrach.Pasiaste dziwnie się kręciły i Aję dopadło przeczucie,że to się wydarzy naprawdę.
 
Od lwiątka malutkiego miała dziwne wizje,krótkie i prawdziwe.Zaufała więc sobie.
 
Podniosła się na tylnych łapach,by najgłośniej jak mogła,krzyknął:
-Uciekajcie!!
Krzyk spłoszył antylopy ,które uciekły,ale lwice spojrzały wściekłe na księżniczkę.
-Co ty wyrabiasz!-warknęła czarna lwica
-To księżniczka,uważaj na słowa,-syknęła brązowa lwica,-chodź teraz i ja miałabym ochotę jej przeszkodzić w tym wszystkim.
 
Aja odwróciła się napięcie i hamując łzy odbiegła.Chciała tylko pomóc!
 
Wszystko to widział Wimbo i aż zaśmiał się pod nosem na widok strachu lwiczki.To ja powinienem być królem,na szczęście,Aja nie zdąbędzie tronu-pomyślał z sadysfakcją.
 
*
Tym czasem lwiątka dalej bawiły się razem.Amara i Aja wróciły już do grupy.Amara była zachwycona swoją podróżą i już uknuła,że jak dorośnie ruszy w podróż.Aja była natomiast smutna.
 
Kiedy nadeszła noc,lwiątka położyły się na miękkiej trawie.Zajęły się poszukiwaniem różnych kombinacji w gwiazdach.Zjadły góralki ,pobawiły się i nim się obejrzały,zasnęły.
 
Aja obudziła się jednak.Znów udręczyła ją wizja.Słoni,które depczą po nich w czasie ich snu.Aja wstała na równe łapki.Weszła do jaskini i poprosiła kilka lwic,by przeniosły jej śpiących towarzyszy do jaskini.Oczywiście to zrobiły,to był rozkaz.
Kiedy już wszystko było dobrze,Aja wpatrywała się w lśniącą jasno gwiazdę.Co ona robiła? Co potrafiła?
Kilka łez spadło na ziemię.Lwiczka odwróciła się i nim się obejrzała, wtulona w brata i przyjaciół zasnęła.
 
*
Przeznaczenie Aji dopełniło się jednak szybko i ku niezadowoleniu Wimbo,Kora zaprowadziła swoją córkę do Babu.
 
A było to tak..
Kora wróciła już z drużyną na Rajską Ziemię.Ember zdobyła puchar i Zawadi była z niej bardzo dumna.
Asali i Kama przywitali czule matkę i ojca.
-Jak wam minęła noc?-spytał lew
-Bardzo dobrze,-zmieszał się Asali
Kora zmrużyła oczy.
-A gdzie Aja?
-Nad wodopojem.Jest smutna,-mruknęła Kama
 
Kora rzuciła spojrzenie na partnera i nie czekając,ruszyła w tamto miejsce.Rzeczywiście,brązowo-pomarańczowa lwiczka była smutna.Kora otuliła ją ogonem.
-Mama!-ucieszyła się lwiczka
-Co się dzieję ,kochanie?
-A nie będziesz się śmiała,jak ci powiem?
Kora pokręciła głową na "nie".
Aja westchnęła i ...opowiedziała wszystko.
O dziwo,Kora ją zrozumiała i uśmiechnęła się lekko.Zaprowadziła córkę do Babu,który ucieszył się od razu ,kiedy Aja przekroczyła próg jaskini.
-Czyli jest już gotowa?
-Na co gotowa?-spytała Aja.
Kora też nie wiedziała,ale słuchała cierpliwie.
Moto powiedział:
-Przodkowie nam zdradzili,że potrafisz przewidywać przyszłość.Gotowa na lekcję?
Aja zaskoczona,nie wiedziała co odpowiedzieć.Wkońcu się jednak zgodziła.
 
Jako lwiątka c:



#14 Legenda o Siwych,Czarnych i Białych

"Przyjaciele są jak ciche anioły,które podnoszą cię,kiedy twoje skrzydła zapomną jak latać"

Kora była dumna z dzieci.Lwiątka pomimo bycia wcześniakami,były duże i sporo jadły.Wkrótce więc były na tyle duże,miały otóż już pięć miesięcy!

Ember i Koda mogli poświęcić się znów swojej pasji i zawodach.Zawadi także pokochała grę w piłkę.Była w nich prawdziwym mistrzem.Często kradła owoce baobabu i grała nimi do później nocy.Założyła nawet własną drużynę,składającą się z jej przyjaciółek,Nali i Vity,bliźniaczek.Przyjaciółki Sarah,oraz lewka Kifo,który podkochiwał się skrycie w Zawadi.
Zawadi była optymistyczna i odważna.

Co innego Amara.Była gadułą.Odważna i ciekawska.Adele,jej ukochana siostra,była bardziej spokojna i pomocna.Lea bardzo kochała swoje córki.

Asili zapowiadał się na dobrego władcę.Odważny,pomocny i sprawiedliwy lwiak,stał się zaciętym kompanem zabaw sióstr.Aja, stała się natomiast ulubienicą stada.Lwiczka o charakterku.Miała odwagę,determinację i grację.Lwiczka była jednak nieśmiała.

Kama,która dzięki chrztu została uznana za córkę władców,była odważna,pomocna i miła.Lubiła słuchać opowieści.

Sawa ,Lea czuli do swoich młodych dumę.
***
Lwiątka wybiegły z jaskini i od razu pognały nad wodopój.Łapki bolały ich,ale nie zwolnili.Pierwsza dotarła Amara i od razu zatopiła różowy języczek w chłodnej wodzie.Jej koledzy zrobili to samo.
-W co się bawimy?-wysapał Asali,jedyny lewek w gromadzie.
-Może w ..berka?-zaproponowała Adele
-Wolę chowanego,-powiedziała Kama
-Ja berka,-poparła siostrę Amara
-A może zapasy?-zaproponował Asali
-Lepiej popływać,jest gorąco,-mówiła Aja,po czym dodała,-mamy cały dzień,by pobawić się we wszystko!
-Tak!-zgodziły się lwiątka i zaczęła się zabawa.
 
W środku zabawy,dołączyła nawet Zawadi z przyjaciółmi,by zaproponować mecz.
 
***
Kora leżała na skałkach i obserwowała swoje lwiątka.
Później zajęła się sprawami królestwa
A jeszcze później poszła na spacer.
Na jej nieszczęście akurat wtedy rozpoczął się deszcz.Nie przejęła się jednak i szła dalej.
 
Deszcz rozpętał się na dobre i było ślisko,kiedy królowa zawróciła.Na jej nieszczęście,przechodziła koło kanionu.Potknęła się,wbijając mocno pazury w kamienną ściankę.
-Pomocy!-nie mogła spaść...po prostu nie mogła!
 
***
-I po co ten deszcz!-warknęła Amara,siedząc w suchej jaskini stada.Zaczęło się jej nudzić.
Asali,Kama i Aja,którzy mieli lekcję z Korą,a zwłaszcza Asali,który miał je częściej jako następca tronu,chrząknął:
-Bo to potrzebne Kręgowi Życia.
-Może opowiem wam bajkę?-zaproponowała Shani,-przynajmniej nie będziecie się nudzić.
Lwiątka spojrzały na nią z błyskiem w oczach i jak jeden mąż,usiadły obok starszej lwicy,która zaczęła swoją opowieść.
Zawadi także się przyłączyła do opowieści.
 
-Dawno temu,jeszcze zanim Lwia Ziemia stała się legendą,nie było Rajskiej Ziemi.Zamiast niej,na wielkim terenie istniały trzy wrogie do siebie plemienia.Siwe,czarne i białe. Przywódcą Siwych,czyli szarych i tylko takiej barwy futra lwów był Asali Zdobywca..
 
-Asali?-zdziwił się syn Kory,-to po nim mam imię?
-Tak mój dzielny,-szepnęła Shani i ponownie pojęła historię.
 
-Nad czarnymi lwami władał Kifo Próżny ,natomiast nad białymi lwami Sarah Piękna.
Trójka władców nie znosiła się.Asali chciał by jego ród żył sprawiedliwie,jego lwice świetnie polowały i dlatego mieli pełno jedzenia.
Dla Kifo liczyła się tylko walka,dlatego wypowiedział wojnę siwym,kiedy jego ród zaczął cierpieć głód.Lecz mimo świetnych zdolności walecznych,jego lwy były tak zmęczone że poległy.Wściekły Kifo,zaczął prosić o pomoc Sarah,niezbyt mądrą lwicę,zapatrzoną tylko w siebie.
Sarah i Kifo wzięli ślub,który połączył wrogie stada.Wkrótce przyłączyli się do nich także brązowi.Kifo jednak chciał tylko wykorzystać Sarah.Kiedy wygrał nad Siwymi,zamknął Asali'ego i Sarah w lochu i przejął władzę nad wszystkimi stadami.
Stado Siwych,nie chciało jednak go słuchać,stado białe się go obawiało,a czarne szanowało,mimo iż ich denerwował.
Asali knuł plan ucieczki,wraz z Sarah postanowili że zbiorą siły,pokonają Kifo i razem będą rządzić.Sarah otóż może i nie była mądra,ale miłość robi wielkie rzeczy.
Udało im się potajemnie porozumieć ze swoimi stadami i wspólnie,bo uwolnieniu przywódców,stanęli do walki.
Kifo poległ martwy,czarne lwy-przynajmniej niektóre przyłączyły się do Stada Rajskiego,jak nazwali je Asali i Sarah.
Reszta utworzyła własne-Nocne Stado.Naszych wrogów.
 
-To to z którym walczyliśmy?-spytała zaciekawiona księżniczka Aja
Shani skinęła głową na "tak".
 
-Król Asili i Królowa Sarah wzięli ślub.I zdziwieniem było,kiedy królowa Sarah przybrała mądrością i łagodnością.
Asili był sprawiedliwym władcą.
Ich pierwszy syn został nazwany Kume.Także wyrósł na sprawiedliwego lwa.
Władcy mieli otóż liczne potomstwo.
Kiedy minęły lata i to król Kume zasiadł na tronie,wraz ze swoją partnerką Renną,nazwali rajskie stado-Rajską Ziemią.
I tak z trzech stad,a nawet czterech powstało Zjednoczone Królestwo Rajskiej Ziemi.
Zakończyła opowieść Shani.
 
Lwiątka zasnęły przy lwicy po cudownej opowieści.
 
***
Tym czasem Kora dalej siłowała się ze skałami.Czuła,że łapy jej się ześlizgują.Krzyknęła bezgłośnie,kiedy puściła i zaczęła lecieć w dół.Na szczęście,w porę złapał ją Sawa i podciągnął do góry.Obok niego stała Lea ,która od razu przytuliła przyjaciółkę.
-Co ty wyrabiasz?
-Dobrze ,że nic ci nie jest,-szepnął Sawa,-nie mógłbym cię stracić.
-Ja ciebie także.Dziękuję wam.-przytuliła przyjaciół szara lwica.
Dobrze,że ich miała.


Nikt nie spodziewał się,że przez granicę przeszedł jeszcze ktoś.A konkretnie lwica z trójką lwiątek,ociekających deszczem.

 
 
Kolejny rozdział za nami :)
Pozdrawiam!

#13 Narodziny

"Dzieci nie liczą czasu,to też wystarcza go na gruntowne obserwacje"

Lwiąta Lea i Ember zbudziły w stadzie miłe uczucia.Wesołe lwiątka szybko zostały zaakceptowane.Koda zakochał się w córce i starał się zawsze pomagać Zawadi.Ember i Koda,kiedy tylko mała nauczyła się chodzić,zaczęli uczyć ją gry w piłkę,co lwiczka bardzo polubiła!

Lea i Sawa skupili się natomiast przy Amarze i Adele.Lwiczki były słodkie i miłe,miały także optymizm,podobnie jak Zawadi.

Kora uznała,że wszystko idzie w należytym składzie i nawet nie pomyślała,co się wkrótce wydarzy.

***
 
Dwa miesiące później..
 
Ten czas mijał tak szybko,że nim Kora się zorientowała,jej brzuch był wyraźnie zaokrąglony.Całe stado cieszyła się z przyszłych książąt.Już obstawiali płeć i ilość dzieci.Niektóre nawet myślały nad imionami.Najczęściej występował syn  o imieniu Jua.
 
Shani bawiła się z lwiątkami,ale także przekazywała czas szarej lwicy.
 

Sawa,Lea także nie opuszczali Kory na krok i to już zaczęło denerwować młodą królową.Nie mogła przebywać sama.
 
Sawa zaczął wyręczać ją także w obowiązkach królestwa.To on łagodził spory i wszelkie sprawy raportów majordamuski.
 
Kora zaczęła więc zazdrościć Ember.Jej córka miała dwa miesiące i Ember mogła brać udział i w zawodach i spędzać czas z córeczką.Była świetną matką i Kora zastanawiała się,czy też taką będzie.
 
 
Ten dzień wstał słoneczny.Kora przeciągnęła się,pomlaskała.. Miała ochotę się czegoś napić.Nie chciała jednak budzić Sawy.Ruszyła więc sama do wodopoju.Napiła się od razu chłodnej wody.Wtem poczuła straszny ból.Naszczęście minął jednak szybko.
 
Kora chciała już  zawrócić,kiedy w oddali dojrzała kształt.Zatrzymała się więc i poczekała,aż lwica o kasztanowym futrze podbiegnie do niej.
-Szukam Królowej Kory
-To ja
Lwica skłoniła głowę.
-Jestem Maisha,posłanka z Lwiej Ziemi.Król Lwiej Ziemi,Kovu pragnie zaprosić na chrzest swoich pierwszych wnucząt.
-Od księcia Kesho?-spytała zaciekawiona szara
-Od księcia Jicho i jego partnerki,Izii.
Kora wybałuszyła oczy,chodź było to oczywiste.Iziaa doczekała kociąt! Była to tak radosna wiadomość,że Kora uśmiechnęła się szeroko.
-Na pewno będziemy.A powiedz,ile kociąt się urodziło?
-Trzy.Dwie dziewczynki i chłopczyk.
 
 
Sawa i Lea także ucieszyli się z wiadomości.Od razu chcieli ruszyć.Kora wiedziała jednak,że muszą minąć jeszcze dwa dni.
 
Przez dwa wschody słońca,szara lwica leniła się.Nie polowała..nie zajmowała się Rajską Ziemią.Czuła się otóż słabo,ale nie chciała tym nikogo martwić.W przerwie między snem a posiłkiem,bawiła się także z trójką maleńkich lwiątek.Były takie ciekawskie!
 
 
Kiedy według wiadomości trzeba było ruszać w drogę, Kora ukryła ból.Umyła futro i szybkim krokiem,wraz z Sawą i Leą ruszyła na Lwią Ziemię,a Shani zajęła się w tym czasie lwiątkami.
 
Droga minęła im szybko,więc wkrótce byli na Lwiej Ziemi.Jicho powitał ich radośnie,zapraszając do głównej jaskini.Właśnie tam w koncie leżała biała lwica,która jak tylko weszli,podniosła wzrok.Lwiątka w jej łapach pisnęły z radości.Kora rozczuliła się.
-Są śliczne.Jak je naz..-nie dokończyła,bo uważnie przyjrzała się synowi Izii.Lwiak miał oczy ojca,przednią łapę koloru futra Izii i ...brązowe futro! Co innego córki,wyglądające jak kopie matki.
 
-Jest brązowy po moim ojcu,-wyjaśniła spokojnie Iziaa,-matka mówiła mi,że był brązowy.Też mnie zdziwił,ale ma prawdziwe oczy Jicho.
Jicho skinął głową
-Szkoda,że nie będą książętami
Sawa zmienił temat.
-Będą wielkimi lwami.Iziaa,chce ci kogoś przedstawić.Pamiętasz moją siostrę?
Lea wyszła na przód.Iziaa zaniemówiła,wybałuszając oczy.Zamruczała:
-Lea! Cieszę się,że żyjesz!
Lea przytuliła młodą matkę
-Ja też mam dwójkę dzieci,Adele i Amarę.Tęskniłam za tobą,mruczku.
-Teraz pora na Korę,-odparliła Iziaa,unosząc jedną brew do góry.
 
Rafiki namaścił czoła lwiątek farbą i szybko odszedł.Rajskoziemcy zostali na Lwiej Ziemi jeszcze kilka dni i Kora wpadła na pomysł,że kiedyś,jeśli jej dzieci będą chciały,mogą zaręczyć swoje lwiątka.Iziaa ucieszyła się z pomysłu.Kora chciała by jej dzieci miały przy sobie miłość życia.Ale do ich narodzin i tak jeszcze sporo czasu,było za wcześnie..
Iziaa obiecała,że będzie podróżować z lwiątkami na Rajską Ziemię.
 
***
 
Tym razem powrót na Rajską Ziemię był smutny.Kora już tęskniła za swoją przyjaciółką.Sawa wybrał się od razu na patrol,Lea do swoich lwiątek a Kora...na spacer.Szła spokojnie,wdychając świeże powietrze.
 
Kiedy jednak wróciła na Rajską Skałę,poczuła dziwne ukucie w brzuchu.Delikatnie się położyła,sycząc z bólu.TO nie mogło być teraz,prawda? przecież jest za wcześnie! Lea widząc przyjaciółkę w bólu,od razu pobiegła po szamana.Ember wyprowadziła z jaskini lwiątka,a Shani wolała pozostać blisko córki.
Kora poczuła strasznie przecinający ból.Szaman w porę się jednak pojawił.Zaczął odbierać poród królowej.
Kora jednak nie wytrzymała i zemdlała.
 
-Mamo?-zdziwiła się Kora widząc przed sobą Maishe.
-Maisha ni nzuri ,Koro.Życie jest piękne,-szepnęła Maisha dotykając nosa córki,-zostaniesz za chwile mamą.Pragnę przekazać ci,że twoja córka będzie posiadać niezwykły dar.Pamiętaj także,by wypatrywać lwiątka,które jest do ciebie podobne.
-Co to wszystko znaczy? Jaki dar,mamo?
Maisha polizała córkę w policzek.
-Już wszystko dobrze.
Kora zaczęła się budzić.
 
-Całe szczęście królowo,-szepnął Babu,kiedy Kora otworzyła oczy.Szara lwica skinęła mu głową i znów zaczęła przeć .Czuła ból,ale wkrótce o nim zapomniała,kiedy szare lwiątko miauknęło.Kora uśmiechnęła się.
-To córka?
-Nie,królowo.To syn!-ucieszył się szaman.Była otóż tradycja,że to syn zajmował tron.Inny przypadek Kory,która była pierwszą lwicą na tronie,ale i jedną z wielkich królowych sprawiedliwości.Kora polizała lwiątko,gdy to zaczęło łapczywie pić mleko.
 
Królowa poczuła się jednak dziwnie.
-Oho,kolejne?-Babu zdziwił się
Kora znów zaczęła rodzić.Tym razem jednak nie było bólu,czuła się spokojnie i delikatnie.Brązowe lwiątko także zaczęło pić mleko.Kora położyła głowę na łapach.
-To córka?
-Tak.Gratuluję ,królowo.Ich chrzest odbędzie się za dwa dni.Musimy przedstawić książąt.
 
Shani pogratulowała czule córce narodzin dzieci.
-Będziesz świetną mamą!
Sawa wbiegł do jaskini i od razu przytulił Korę.Następnie spojrzał na dzieci z miłością.
-To synowie czy córki?
-Syn ten szary i brązowa córka.Taka do ciebie podobna.
-A on do ciebie,-szepnął Sawa i polizał partnerkę po policzku.
 
Lea następna ,wraz z Ember zobaczyły lwiątka.
-Gratuluję braciszku i Koro,-ucieszyła się Lea
-Gratki sis!-miauknęła Ember
 
Stado miało wejść następne,ale Kora zaleciła,by jeszcze zostali.Pozostała inna kwestia.Wiedziała,że syn zostanie królem,ale kim miała być córka? Może powinna ją ożenić z kimś z innej ziemi,by była także królową? A może podzielić Rajską Ziemię na dwie części,czy mianować ją główną lwicą polującą?
 
-Jak nazwiemy maluchy?-ukryła na chwile swoje myśli
Sawa zamyślił się.
Lea polizała ich córkę po główce.
-Na pewno nadacie godne imiona.To wkońcu książęta.Tylko proszę nie żadne Uzuri czy Maishy! Bo to trzy czwarte imię w naszym stadzie!
Kora zaśmiała się cicho.
-Właściwie już mam imię dla synka,-spojrzała na szare lwiątko i wzięła swoje dzieci w łapy.Spojrzały na nią z radością i ciekawością.-Podoba mi się imię Asili*.
 
 
Asili miał oczy zielone,córka oczy niebieskie.
-Imię mi się bardzo podoba,-szepnął Sawa,-a ja mam imię dla córki!-dodał z triumfem.-Chce ją nazwać Ajabu*,bo jest taka niezwykła..
Kora uśmiechnęła się lekko.
-Podoba mi się znaczenie,ale może nadamy jej inne imię?
-A może skrót..Aja?
-Idealne,-zachwyciła się młoda matka i polizała oba lwiątka w dowód miłości.
 
Stado także zachwyciło się książętami.Długo się w ne wpatrywało,puki nie nadeszła noc.
 
Kora spałaby smacznie,gdyby nie obudziły jej jej lwiątka.Zachowywały się niespokojnie i Kora mimo wszystko,postanowiła wyjść z nimi na podwrórko.
Asali się uspokoił,ale Aja płakała dalej.Kora zdziwiła się.Ułożyła się na miękkiej trawie i kołysała lwiątka.
-No już,ciii córeczko.Co się dzieję?
 
Był to cichy dźwięk,ale Kora zdołała go usłyszeć.Odwróciła głowę i nie dowierzała.Aja przestała płakać i zadowolona zasnęła.Kora wstała delikatnie i podeszła do skały.Mała lwiczka o szarym futrze,czarnych łapkach,wpatrywała się w nią zielonymi oczami.Kora złapała lwiątko.Było zmarznięte  i wyglądało na świeżo urodzone.Nigdy jednak nie widziała jej matki.Postanowiła chwile zaczekać,ale kiedy ona nie wróciła,Kora złapała trzy lwiątka w pysk i pobiegła do Babu.
 
-Mała miała duże szczęście,że ją znalazłaś.Tyle godzin na mrozie mogło jej zaszkodzić,-szepnął Babu.Moto skinął głową.
Kora spojrzała na trzy lwiątka,smacznie śpiące.
Moto spytał:
-Znajdziesz jej królowo dom?
-Już znalazłam,-szepnęła królowa Kora,-zamierzam adoptować lwiczkę.Nazwę ją Kama*,-dodała z pewnością.
 
 
*tła
*niezwykłość
*jeśli

piątek, 3 sierpnia 2018

#12 Lea

"Dobrych przyjaciół trudno znaleźć ,a jeszcze trudniej zapomnieć"

Kora usiadła obok swojej przybranej siostry.Ember promieniała,z resztą można było to samo powiedzieć o Kodzie.Lew jednak musiał dzisiaj ruszyć na zawody.Pierwsze bez ukochanej.Wzięli kogoś na rezerwę.
Nie chciał zostawiać partnerki,ale Ember nigdy by się nie zgodziła, by zaniedbali zawody.

Shani siedziała obok i z niepokojem wąchała lwiątko w łapach córki.Minęły dwa miesiące i Ember urodziła za wcześnie,wczoraj wieczorem.Jej lwiątko było jednak silne i Kora uznała,że to chyba rodzinna cecha.
Polizała po główce córkę Ember.
-Gratuluję ci jeszcze raz,mała jest taka śliczna
-I zdrowa,-westchnęła z ulgą Shani
Ember skinęła głową.

Jej córka kolor  futra odziedziczyła po ojcu.Tak jak Koda było ono ciemno brązowe i miało jego czarny nos.Natomiast oczy,zielone,odziedzyczała po matce,podobnie jak biały brzuch i łapy.
Mała lwiczka była radosna.Od razu spoglądała na otaczający ją świat.Ember była dumna z córki.Lwica postanowiła już,że kiedy tylko ona dorośnie,nauczy ją grać w piłkę.

Zawadi
 
Kora musiała przyznać,że zazdrości siostrze.Ember i Koda sami uznali,że gdyby nie zaszła w ciążę tak wcześnie i tak by się postarali o lwiątko.Chcieli jednak tylko jedno.Mała była spełnieniem ich marzeń.
Kora także chciała lwiątko,ale wiedziała,że musi jeszcze poczekać.Chodź jako królowa,powinna się postarać.
 
-Jak ją nazwaliście?-spytała Kora,by dać nowy temat.
Ember uśmiechnęła się pogodnie.
-Długo myśleliśmy nad imieniem,ale zdecydowaliśmy się wkońcu na Zawadi.Piękne ,prawda?
Kora i Shani skinęły głowami.
-Śliczne.Nasza mała Zawadi,-szepnęła Kora,dotykając nosem malutkiej.Zawadzi pisnęła ze szczęścia ,a Ember jeszcze bardziej rozczuliła się nad córeczką.
 
***
 
Kora postanowiła wybrać się na krótkie polowanie.Zabrała ze sobą lwice polujące.Młoda królowa zaczaiła się na antylopę.Skradała się wolno i pewnie.Łapa za łapą,aż ją upolowała.Od razu zjadła.Spojrzała na lwice.
-Świetna robota!
 
Kora dalej musiała zająć się obowiązkami.Czyli rozmówił się z majordamuską ,niebieskopiórą Umą.Długi raport nie zanudził jednak królowej.Musiała później zająć się konfliktami i dopiero pod górowanie słońca,mogła w spokoju napić się wody.Jednak do nocy niewiele brakowało.
 
 
Kora położyła się ,wpatrzona w błękitną wodę wodopoju.Zdała sobie sprawę,że cały dzień nie widziała Sawy i pewnie by się nie zdziwiła,gdyby nie to,że kiedy się obudziła,już go nie było.Zmarszczyła brwi.Co on też kombinował?
 
Odpowiedź przyszła sama,kiedy Kora zauważyła w oddali jego sylwetkę ,jak dźwigał coś na grzbiecie ,a resztę w pysku.Zaciekawiona szara lwica od razu do niego przybiegła.Sawa nie wydał się jej obecnością zawstydzony,czy zdziwiony .Bardziej szczęśliwy. Położył dwa małe lwiątka na ziemi przed lwicą.
-Zajmij się nimi,proszę.Znalazłem tę lwicę na granicy,podczas porannego obchodu.Wiesz,spałaś,więc ruszyłem sam.Chciałem wrócić na odejście drużyny i by zobaczyć córeczkę Ember,ale ją atakowali..trochę to zajęło,bo zaczęła uciekać.Miała dużo ran,musiałem jej pomóc.
-Dobrze zrobiłeś.Leć do szamana,-napomniałam,-Ember zajmie się maluchami,pewnie są głodne.Wyglądają na bardzo młode.
Sawie nie trzeba było powtarzać,od razu zabrał złotą lwicę.
 
Kora tym czasem,złapała oba lwiątka w pysk i się oddaliła.Jedno z nich było złote,drugie brązowe.Obie miały fioletowe oczy i jasny nos.
 
Kora położyła je,przy Ember ,a małe od razu zaczęły pić mleko.Ember spojrzała na nią zdziwiona.Kora westchnęła.
-Nie pytaj.Sawa znalazł lwicę ranną z młodymi.Biegnę się dowiedzieć,co u nich.Proszę..zajmiesz się nimi?
-Dobrze.Widzisz,jak polubiły Zawadi,-uśmiechnęła się Ember.
 
 
Kora skinęła głową siostrze i przybranej matce,która ciągle przebywała u córki.Kora pomyślała,że uczyni Shani lwią opiekunką.
 
Wybiegła z jaskini,pędząc od razu w stronę domu szamana.Droga nie była aż taka długa,po drodze zdążyła nawet się napić wody.Kora czuła ból brzucha,ale na to nie zważała.
 
Kora zdecydowanie była dobrą królową.
 
Wskoczyła na baobab,należący do szarego szamana.Babu przywitał ją miło,u jego boku stał jego uczeń-Moto.
-Witaj Babu..Moto...co z lwicą?
-Wszystko dobrze.Już się obudziła.To były niegroźne rany.
-Przynieś nam później jej lwiątka,zobaczymy czy są zdrowę,-odezwał się Moto,z szacunkiem skłaniając głowę.
Kora skinęła głową.
Następnie Moto zaprowadził ją tam,gdzie miała leżeć lwica.Zamiast tego,lwica tuliła się do Sawy!
Kora była wściekła.
Syknęła:
-Sawa,co ty wyprawiasz?!
Sawa odwrócił się w jej stronę,a iskierki w jego oczach symbolizowały szczęście.Lwica uważnie przyjrzała się Korze,ale zanim coś powiedziała,Kora mruknęła:
-Kim jest ta lwica? A jeśli to wróg!
Lwica się zaśmiała.Wdzięcznie i miło.Miała grzywkę,fiołkowę oczy i jasny nos i sierść.Uśmiechnęła się.
-Pamiętasz może imię Lea?
Przed szarą lwicą,ukazał się obraz lwiątka spadającego do przepaści.Na jej pysku pojawił się uśmiech,kiedy dowiedziała się,że siostra jej męża,przyjaciółka i powierniczka jednak żyję.Nigdy nie straciła nadziei! Przytuliła ją.
 
 
-Lea,tęskniłam..mamy ci tyle do opowiedzenia!
-Ja,wam też
Kiedy się od siebie odkleiły.Usiedli w kółku.Sawa i Kora,pierwsi opowiedzieli co się wydarzyło.Najbardziej złotą,ucieszyła myśl że są razem.Kiedy doszła kolej Lea,lwica wyprostowała się .
-To wszystko jest ciężkie.Wiecie kiedy zaginęłam,tej strasznej nocy...Kiedy zdarzył się wypadek,rzeka porwała mnie daleko..poza tą ziemię.Kiedy się ocknęłam,nie pamiętałam skąd jestem.Wróciło to dopiero później.Znalazła mnie  pewna para lwów.Nie mieli dzieci.Zaopiekowali się mną i dzięki nim,wróciłam do zdrowia.Co prawda,tęskniłam za bratem i mamą,oraz przyjaciółmi,ale coś mnie tam trzymało-zostałam w tym miejscu.Nie mogłam ich zostawić i mojego nowego przyjaciela,lwa Sefu.Kiedy stałam się dorosła,rodzice zmarli-że starości,a ja,wyszłam za mojego przyjaciela.Nigdy mnie nie opuszczał,zawsze pocieszał.Był moją prawdziwą miłością.Razem wiele przeszliśmy.Wkrótce urodziłam córki.Wtedy zdecydowaliśmy,że powinnam wrócić do ojczyzny.Wiecie moje córki mają prawie miesiąc.Wraz z Sefu ruszyliśmy w podróż.Niestety,zmarł na jakąś chorobę.Resztę drogi przebyłam sama,ale na miejscu zaatakowały mnie jakieś lwy,samotnicy.Dzięki mojemu bratu żyję.
-Gdzie moje córki?
-Są bezpieczne z córką Ember,-uśmiechnęłam się
-Tak się cieszę ,że żyjesz.Szkoda,że mama już tego nie dożyła.
Przytuliliśmy się całą trójką.
 
Wkrótce wraz z Leą wróciły na Rajską Skałę.Kora nie mogła znieść tego,że tyle przeszła.Tęskniła za swoim partnerem,jej wielką miłością jej życia.Miała przynajmniej po nim lwiątka.
 
Amara i Adele-tylko mają zielone oczy
 
 
Wszyscy rajskoziemcy ucieszyli się z powrotu radosnej Lea.Kora namówiła ją,by została w stadzie.Lea ucieszyła się.Od razu poszła poszukać dzieci,przy okazji witając się z Ember.Wzięła dzieci w łapy.
-Dziękuję,Ember.
Sawa usiadł obok siostry.
-A jak nazwałaś młode?
-Oh,nie ja je nazwałam,-uśmiechnęła się lwica,-to znaczy ja jedno,mój partner drugię.Ta jasna to Amara, ta brązowa to Adele.
-Piękne imiona i piękne lwiczki,-szepnęła Kora
-A ty Ember,jak nazwałaś córkę?-spytał zaciekawiony Sawa
-Zawadi,-odpowiedziała siostra królowej.
 
Kora długo jeszcze rozmawiała z przyjaciółką,nim opuściła jaskinię.Musiała coś pilnie załatwić i tylko ona wiedziała co.Wróciła na baobab i nieśmiało podeszła do Babu.Jej ojciec nie lubił szamana,ona go szanowała.
-Babu..chciałabym mieć lwiątka,czy jest jakaś szansa,że zaszłam w ciążę?
Szaman skinął głową.Szybko przebadał szarą królową.
-Bolał cię ostatnio brzuch?
-Tak.Czy..czy jestem w ciąży?
Szaman skinął głową
-Gratuluję,królowo Koro
-Dziękuję,Babu,-powiedziała szybko szara lwica,po czym wybiegła z baobabu.Musiała szybko powiedzieć o tym Sawie!
 
Będą mieli lwiątka,Kora nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
 
Wyciągnęła partnera na łąkę i wspólnie oglądali gwiazdy,kiedy Kora mu to powiedziała.Oboje mieli co świętować.Ich własne,wymarzone młode!
 

 
Hej! I jak ,podobał się rozdział? Ale dzisiaj dużo napisałam! :)
Pozdrawiam!

#11 Sen,konflikty i rozwiązania

"Do­piero w snach ser­ce ot­wiera się przed rozumem"
 
 
Kora szybko zdała sobie sprawę z  tego,że śni.Ale i tak odczuwała strach.Biegła po zniszczonej całkowicie ziemi.Poznała w niej Rajską Ziemię.Ale jak to mogło być możliwę? To piękne,majestatyczne królestwo,zamieniło się teraz w coś takiego.
Kora zwolniła,kiedy dotarł ją śmiech.Odwróciwszy się,dojrzała czarną sylwetkę lwicy.Po chwili,Kora już nic nie widziała.
 
Przeniosła się do drugiej sceny.
 
Teraz widziała kilka lwiątek z radością biegających koło wodopoju.Kora poczuła ciarki.To nie była przeszłość,tylko przyszłość.Kora zauważyła niewielki mały płomyk,który wleciał wprost w jej sercę.Kora poczuła ból,mocny..skuliła się i zamarzyła się już obudzić.
 
 
Kora obudziła się ze krzykiem.Sawa od razu podniósł głowę i przytulił do siebie lwicę.
-Ciii...to tylko sen
-Taki..żywy,-Kora usiadła.Sawa także to uczynił,widząc zatroskany pysk partnerki,wstał i zaryczał.Lwice poderwały się do polowania.Shani spojrzała uważnie na Korę,ale także opuściła jaskinię.
-Co ci się śniło?
Kora opowiadziała partnerowi wszystko co jej się przyśniło.
Sawa także się przeraził.Pocieszył jednak Korę,mówiąc,że to może nic nie znaczyć i polecił,by zajęła się sprawami królestwa.
Kora była wdzięczna mu za wsparcie,więc go przytuliła.
 
Kiedy tylko lwice wróciły z polowania,królowa zjadła kawałek antylopy,nim ruszyła za Sawą.Po drodze widziała,że Ember,Koda zbierają swoją drużynę,Shani leżakuję na skałkach.Tak..obchód zawsze dostarczał jej wiele informacji i pozwalał się wyciszyć.
 
 
Spokój przerwała jednak kłótnia nosorożca ze słoniem.Kora zmarszczyła brwi i z rykiem stanęła przed ogromnymi zwierzętami.
-Co tu się dzieję!?
Nosorożec:To nie twoja sprawa!
-Raczej moja,bo jestem tutejszą królową!
Oboje zmieszali się.
-Powtórzę,co się tu dzieję?
-Bo on zabrał mi jedzenie..a tak długo je zbierałem!-poskarżył się nosorożec,-przez pożar trudno jest coś znaleźć w tej okolicy
-Musiałem mu zabrać,byłem głodny!
Kora zmarszczyła brwi
-Źle,że mu coś zabrałeś.Powinnieneś przeprosić.Zawsze trzeba pytać ,może by się zgodził
-Myślisz..
-Zgodziłbym się,ale teraz nie,- nosorożec oddalił się
Słoń także to uczynił
Sawa spojrzał na partnerkę z dumą.
-Jesteś świetna!
-Poczekaj,to jeszcze nie koniec,-mruknęła Kora
 
Rzeczywiście,przez cały dzień para królewska musiała zajmować się konfliktami swoich poddanych zwierząt.
 
Wrócili więc do jaskini stada dopiero późno w nocy.Kora zawahała się.Bała się ,że sny znowu powrócą.Sawa widząc jej zmieszanie,otarł się o nią bokiem.
-Na pewno dasz radę obronić Rajską Ziemię,również we śnie
Kora odpowiedziała mu lekkim uśmiechem.


Ten rozdział jest krótki


#10 Mecz

"Walka jest wychowawczynią wolności"
 
Dwa tygodnie później
 
-Nie mogę w to uwierzyć!-syknął Koda,zwracając się do strażniczki.Pomarańczowej,z fioletowymi oczami i małą grzywką.Strażniczka pochyliła głowę.
-Mówię prawdę,królu.Stado Nocy chce zaatakować Rajską Ziemię,wszyscy szpiedzy potwierdzili.
-Stado Nocy?-prychnęła Kora,-kim są by myśleć,że wygrają z Rajską Ziemię.Jest nas więcej.
-Tak Koro,ale wiesz..-Mheetu podszedł bliżej,-przez ostatnią chorobę,trochę upadliśmy w kondycji.Nocne stado chce nas zaatakować,żeby zgarnąć jedzenie.
-Nie działają w Kręgu Życia! Jako Królowa nie mogę na to pozwolić,-spojrzała na strażniczkę,-Yuki,przekaż Zawadi by trenowała częściej nasze lwy.Musimy wzmocnić treningi.
Yuki pochyliła głowę z szacunkiem,nim się wycofała.
Kora zwróciła się teraz do Sawy.
-Kochanie,dopilnuj by wszystko poszło dobrze,-a wbijając pazury w ziemię,dodała,-Stado Nocy pożałuję,że wypowiedziało nam wojnę.
 
 
Kora usiadła na niskiej skale i z zafascynowaniem przyglądała się meczowi.Dzisiaj były wielkie zawody i całe stado zebrało się,żeby je obserwować.Kora wiedziała,że Ember jest w ciąży.Brązowa lwica dowiedziała się tego kilka dni po własnym ślubie.Uznała jednak,że aż do końca miesiąca powinna rozgrywać mecze.Ten był przecież najważniejsi.Zawodnicy z Lwiej Ziemi ,Gepardziej i Ptasiej zebrali się,by kibicować swoim.Drużyna Ember była jednak silna i Kora dobrze o tym wiedziała.Koda,Ember i jeszcze trzy lwice.
Obok Kory usiadł Sawa.Lew spojrzał na swoje łapy.
-Szkoda,że Iziaa nie przyszła,stęskniłem się za nią.
Kora wtuliła się w grzywę partnera.Mecz się rozpoczął.
 
Sędzia ogłosił,że najpierw zacznie Ptasia Ziemia i gospodarze,Rajska Ziemia.Ember porozumiewawczo spojrzała na swoją drużynę.
-Damy radę!
 
Drużyna z rajskiej ziemi,zaczęła.Ember przejęła piłkę,po czym podała ją do Amy.Pomarańczowa,niestety straciła ją,kiedy przejął ją zawodnik z ptasiej ziemi.Na szczęście,Koda szybko odzyskał piłkę,podał ją Ember,a brązowa strafiła do bramki.
 
Następny mecz rozegrała gepardzia ziemia i lwia ziemia. Zawodnicy obu drużyn walczyły długo,puki nie wygrała gepardzia.Teraz Gepardzia Ziemia i zawodnicy z drużyny Ember,mieli rozegrać ostateczny pojedynek.
 
Kora obserwowała,z jaką współpracą i wolą walki gra Ember z drużyną.To właśnie spowodowało,że wygrali 3 na 1. Ember z uciechą,jako kapitan drużyny,przejęła puchar zrobiony z kamieni.Kora wstała.
-Dziękujemy wszystkim za udział w naszych zawodach gry w piłkę.Następne odbędą się na Gepardziej Ziemi.Zwyciężyła Rajska Ziemia!
wszyscy zaczęli krzyczeć z radością i gratulować drużynie Ember.
 
Tym czasem,nikt nie spodziewał się gości.Kiedy wszystkie ziemie wróciły do siebie,rajskoziemcy ułożyli się spać.
Zbudziły ich dopiero krzyki lwiątek.Kora od razu podniosła głowę,by wyjrzeć.Lwiątka miały rację.Pożar!
 
Kora uniosła głos,by wszystko ją usłyszeli:
-Biegnijcie do pierwszej rzeki! Pilnujcie lwiątek i starszych!
Jak królowa powiedziała,tak też zrobili.Kora nie prowadziła jednak,zleciła to Sawie.Sama wolała się rozejrzeć.Pożar na Rajskiej Ziemi był wręcz niemożliwy.Nawet Pory Suche im nie dokuczały,przez liczne jeziora,a co dopiero pożar.Jedyne co to burze,ale Kora widziała,że niebo jest idealnie czyste.
 
Nie szukała jednak długo,gdy zauważyła ciemne kształty.Warknęła:
-Król nocnego stada?!
Ciemno-brązowy lew o czarnej grzywie i połyskujących granatowych oczach skinął głową.
-Witaj królowo Koro.Pozwolimy wam się poddać.
-Spowodowaliście ten pożar?-warknęła Kora
-A czego się spodziewałaś? To co..gotowa do walki,królowo? Bo jakoś nie widzę twojego stada.
Miał rację,stado było daleko.Kora więc wycofała się.Ogień pomału się rozprzestrzeniał,musiała więc poprosić słonie,żeby im pomogły.Mogły go ugasić wodą i piaskiem.
 
Kora biegła,by jak najszybciej odnaleźć wielkie zwierzęta,musiała niestety wejść w ogień,który zaczął ją dusić.
Na szczęście dla królowej ,znalazła słonie,które zgodziły się pomóc w potrzebie.Od razu wzięły się do dzieła.Nie było jednak czasu ich nadzorować.Kora zabrała swoje lwy i wraz z Sawą na czele,rzucili się w stronę nocnoziemców.
 
Walka była zacięta i długa.Korze przybadła walka z kilkoma lwicami.Wskoczyła na jedną,wbijając kły w kark lwicy.Później na drugą,uderzając ją mocno łapą z wyciągniętymi pazurami.Trzecia lwica chciała na szara wskoczyć,ale Kora padła na plecy i ją odepchnęła.Kora rzuciła się w dalszy wir walki.
 
Sawa tym czasem walczył z przywódcą stada nocnego.Wiedział,że Mheetu leżący obok niego już nie wstanie,a Shani w furii potrafiła zabić każdego.Sawa rozumiał jednak,że ciężko będzie im wygrać,bo byli osłabieni przez dym.Przecież słoniom  nie uda się od razu powstrzymać ognia.
Sawa wskoczył na plecy lwa,wbiając kły w kark nocnoziemca,drapiąc zaciekle pazurami.Lew wił się pod jego ciężarem,później mocno uderzył łapą z pazurami.Sawa padł na ziemię,a król nocnego stada,wskoczył na jego brzuch,wbijając w nie pazury.Sawa syknął,ale znalazł w sobie tyle siły,żeby wbić się w szyję króla nocnego stada.
Lew zakołysał się i spadł na ziemię.
Wszyscy nocnoziemcy spojrzeli na siebie,na ich władce,po czym biegiem opuścili Rajską Ziemię.Sawa z radością uznał,że wygrali.
 
Shani podbiegła do ciała męża i wtuliła się w niego.Ostatni raz.Ember zrobiła podobnie.
 
Sawa wziął się za szukanie Kory.
 
 
Sama królowa Rajskiej Ziemi,wtrzymała się łapami krawędzi,by nie spaść,a nocnoziemka coraz bardziej wbiła pazury w jej łapy.Kiedy jednak inna lwica oznajmiła jej,że się poddają,puściła królową.Kora nie złapała jednak równowagi i kiedy Sawa ją znalazł,leżała na boku,krwawiąc.Sawa oczami pełnymi łez,podbiegł do ukochanej.
-Kora?!
 
Szara lwica otworzyła leciutko jedno oko.
-Nic mi nie jest..
-Na wszelki wypadek zabiorę cię do szamana,-Sawa polizał ją lekko,przełykając łzy,-cieszę się,że żyjesz.Nie wiem,co bym bez ciebie zrobił.
 
Przepraszam,że jest tak haotycznie,ale mam nadzieję,że mimo wszystko,wam się spodobał.Pozdrawiam! c:
Następny rozdział,może jeszcze dzisiaj..

#9 Nowi władcy


"Władcy są śmiertelni,państwo jest wieczne"
 
Słońce  wolno wschodziło na błękitne niebo.Najpierw pomarańczowe,zmieniło się w żółte,białe.Wkońcu zagórowało jako władca sawann.
 
Kora usiadła na szczycie Rajskiej Skały,wpatrzona nieobecnym wzrokiem w dal.Minął dopiero dzień po śmierci Jua,jej ojca i króla Rajskiej Ziemi. Król zmarł we śnie zaledwie dwa tygodnie po jej ślubie z Sawą.
W sercu Kory zapanowała wielka żałoba.Straciła teraz oboje biologicznych rodziców.Ale była szczęśliwa,że Jua może wkońcu być z ukochaną Maishą.Niemal zdawało jej się,że są widoczni w słońcu i obserwują swoje potomstwo.
 
Kora westchnęła,musiała odłożyć na chwile smutek.Akurat usłyszała kroki.Sawa usiadł obok niej,jak zawsze dumny i wesoły.Polizał ukochaną za uchem.
-To nasz wielki dzień,ale pękam ze strachu
-Nie dziwię się,w końcu będziemy władać całą Rajską Ziemią,-szepnęła Kora,wtulając się w lwa,-ale damy sobie radę,prawda? Sawa,musimy zmienić kilka praw..rządzić najlepiej jak potrafimy.
-Damy sobie radę,-powiedział Sawa,-Szaman zaraz przybędzie,zwierzyna też.Szkoda,że Iziaa nie będzie mogła tego zobaczyć.
-Racja.Jak myślisz,jak jej idzie na Lwiej Ziemi?  Musiała przecież odejść ze swoim ukochanym,może nawet mają już potomstwo.
-Kora,-Sawa wybuchł śmiechem,-minęły dopiero dwa miesiące.
-Może to dlatego że tęsknie? Za Ember też.Ciekawę co z nią.
 
Przerwali rozmowę,żeby się przygotować.Uważnie się umyli,po czym mieszkanki stada,włożyły za ucho Kory zielony kwiat.Kora jednak go zdjęła.Uznała,że powinna iść zwyczajnie,to wkońcu jej wielki dzień.
Od kiedy tydzień temu,nauczyła się polować,czuła się odpowiednia jako lwica.Oczywiście nie szło jej polować na zebry,ale było łatwiej na góralki czy antylopy-i tylko na tą dwójkę.
 
Kora,gdy tylko szaman wezwał ich na czubek skały,poderwała się z miejsca i powolnym krokiem,ruszyła w stronę ukochanego.Sawa czekał już przy szamanie,a zwierzęta przyglądały się im z zafascynowaniem.
Szaman namaścił im na czołach znak kręgu życia,czyli kółko,po czym z uśmiechem oznajmij.
-Na wszystko co dobre i złe.Musicie chronić krąg życia,tradycję i stado.Kwa upendo, matumaini, afya, maisha, kifo na furaha.Władcy Rajskiej Ziemi-Królowa Kora Hope i Król Sawa.
 
Szaman odsunął się,żeby Kora i Sawa spojrzeli na swoich poddanych.Kora niebieskimi oczami spojrzała na Sawę,on na nią zielonymi.Następnie oboje wspięli się na wyższą skałę,po czym podnieśli dumny ryk,godny władców.
 
Zaczęła Kora,następnie Sawa,ostatecznie oboje.Teraz to oni sprawowali władzę nad Rajską Ziemią.Kora wtuliła się w partnera.Wiatr zawiał i musnął sierść szarej lwicy.Liście zakręciły się wokół nich.Szare futro lekko się unosiło,podobnie brązowo-rude Sawy.
 
 
Kora odsunęła się od partnera i króla,by spojrzeć  na mieszkańców sawanny.
-Jako królowa Rajskiej Ziemi,chciałabym cos ogłosić.Moja siostra Ember,wraz ze swoim partnerem,Kodą,mogą zamieszkać na Rajskiej Ziemi,-nikogo to nie zdziwiło,znali przywiązanie Kory i chodź była lwicą tradycji,spodziewali się ze oszczędzi Kodę.
 
Sawa potwierdził jej słowa,a następnie oboje udali się do jaskini,gdzie dostali wiele gratulacji od stada,nim zaczęli ucztę.
 
*
Następnego dnia,Ember i Koda zostali odnalezienie pod wieczór przez jednego ze strażników.Tobyła prawdziwie wielka radość,kiedy dwie lwice się przytuliły.Shani także się w nie wtuliła.Odzyskała obie córki? Tak i dlatego była bardzo szczęśliwa.



#8 Ślub?

"Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie."
 
Shani obudziła Korę.Szara lwica spojrzała na nią,przecierając oczy.
-Mamo?
-Skarbie,musisz się umyć.Dziś...dziś jest twój ślub.
-Co?-Kora od razu się rozbudziła.Stanęła na łapy.Przypomniała sobie jednak,o co chodziło.Musiała wyjść za mąż za syna Kiary dla dobra Rajskiej Ziemi,by ich królestwa się połączyły.Nie mogła jednak zapomnieć o tym,że jej przyjaciele lwy odchodzą dzisiaj z Rajskiej Ziemi,podobnie jak przybrana siostra.
 
Kora od razu zabrała się za czyszczenie futra.Wkońcu szare futra lśniło.
Do jaskini weszło kilka lwic.Pomarańczowa,chwyciła w zęby kwiat,o barwie błękitu,po czym wpieła go za ucho młodej lwicy.Kora skinęła jej głową.Shani polizała córkę za uchem.
-Wyglądasz przepięknie.
Ember podeszła do przybranej siostry.
-To ma być twój dzień...najpiękniejszy ,pamiętaj,-następnie spojrzała na wyjście z jaskini,-ja także dzisiaj ożenię się z Kodą,nim odejdziemy.
-Będę tęsknić,siostrzyczko,-szepnęła Kora
 
Wzrok księżniczki przykuł Jua,czekający na dworze.No tak..wypatrywał nadejścia lwioziemców.Kora zmarszczyła brwi,podchodząc do lwa.Usiadła obok niego.Jua westchnął:
-Przykro mi Koro,ale jestem pewien,że pokochasz Jicho
-Nie wiem.Muszę jednak troszczyć się o królestwo.
-Taka podobna do matki,-szepnął
 
Właśnie w tym czasie,Kora dojrzała zmierzające ku nim kształty.Lwioziemcy.Kora westchnęła.Jaskinia była dobrze ozdobiona,a szaman już czekał na miejscu.Kora zjadła wcześniej dobre śniadanie i teraz była gotowa.
 
Niebieskie oczy skierowała na Sawę,nim przeniosła je na kroczących coraz bliżej gości.Kiara przywitała ją przytuleniem.Kora skinęła głową przybyłym,po czym zwróciła się do Jicho.
-Chyba się dogadamy,prawda?
-Dokładnie.Bardzo chce lwiątek,-szepnął
Kora wzruszyła ramionami.Zauważyła,że Iziaa podchodzi do lwioziemca i wita się z nim przytuleniem.Oni się znali? Kora wybałuszyła oczy.
Iziaa spojrzała na nią,po czym wpieła jej różowy kwiat obok niebieskiego.
-To na szczęście.
 
Niewiele czasu później,zaczęła się ceremonia.Jua,Shani,Mheetu siedzieli obok Kiary,Kovu,Simby i Nali.Reszta siedziała koło Rajskiej Skały,czy nawet zza władcami.
Kora wyprostowała się.To już.Iziaa i Ember obecne za nią,pchnęły ją,by ruszyła.
Kora skrzyżowała spojrzenie z Sawą,nim westchnęła.
Spokojnym krokiem podeszła do księcia Lwiej Ziemi.Jego brata nie było.No tak,musiał się zapewne zająć sprawami królestwa.
Kora usiadła obok Jicho.Szaman zaczął formułkę.
-Ważne jest w życiu to,by się kochać i założyć rodzinę.Żyć w zgodzie z Kręgiem Życia.Dzisiaj,odbywa się ślub księżniczki Kory Hope,córki króla Juy i nieżyjącej królowej Maishy,oraz ślub księcia Jicho,syna królowej Kiary,córki byłego króla Simby i jej męża,króla Kovu.Młode lwy ,czy chcecie żyć ze sobą mimo wszystkich trudności,puki śmierć was nie rozdzieli?
Kora zawahała się.
-Tak..
-T..-Jicho spojrzał w stronę Izii.Kora dopiero wtedy zrozumiała o co tutaj chodzi.Podczas pobytu na Lwiej Ziemi,Iziaa i Jicho musieli się pokochać!
Kora nagle odżyła.
-Nie powinniśmy wychodzić za tych których nie kochamy.Pokój nad naszymi krainami i tak zapanuję,-zwróciła się do tłumu,który był zdziwiony.I tylko Shani i Iziaa dziękowały duchą za tą decyzję.
-Ale to nieodne..-mruknął Kovu,nim przerwała mu Kiara
-Dobrze,jeśli dzisiaj w ogóle za kogoś wyjdziesz synku.Chciałam dla ciebie tronu i dobrej lwicy.
-Wolę miłość,-odparł Jicho.Podziękował Korze skinieniem głowy,po czym podszedł do Izii.Od razu złączyli się w długim pocałunku.
Kora uśmiechnęła się.
Tak,to była dobra decyzja,a będzie jeszcze lepsza.
-Sawa,-zwróciła się do brązowego lwa
Sawa podniósł na nią zaciekawiony wzrok.
-Kocham cię,-szepnęła Kora,a wszyscy od razu na nią spojrzeli,-chce byś pozostał u mojego boku
Sawa uśmiechnął się.Łapa za łapą podszedł do lwicy i zetknął się z nią nosem.
-Kocham cię,Kora
-Więc jednak ślub się dzisiaj odbędzie,-westchnął szaman
-Nawet trzy,-dodała radośnie Ember

I rzeczywiście,tak jak mówiła Ember,odbyły się trzy śluby.Na sam początek Kory i Sawy,później Izii i Jicho,a na samym końcu Ember i Kody.Przyjaciele urwali się później z gustownej uczty,na której podano między innymi antylopy,zebry,góralki...wszystko co najlepsze.

Przyjaciele ułożyli się na łące.
-Jest dobrze,-szepnęła Kora,-wszystko będzie już dobrze
-Masz rację,Kora-poparła Iziaa
-Chodź źle..że już musimy odchodzić,-Ember spojrzała na migocące gwiazdy.
Sawa mógł zostać,jako mąż księżniczki,ale Koda i Ember musieli odejść.Kora zmarszczyła brwi.Kiedy tylko zostanie królową,zmieni prawo.


Podobał się rozdział? 

#7 Noc pod gwiazdami

"Ci,których kochamy nigdy nie umierają,bo miłość jest nieśmiertelna"

Kora,przez całą wizytę na Lwiej Ziemi,nie miała ochoty z nikim rozmawiać.Nie odzywała się do syna Kiary, Juę czy Mheetu.
Dopiero kiedy wróciła na Rajską Ziemię, wrócił jej humor.Tu był jej dom i pomimo iż bolało ją to,że będzie musiała wyjść za kogoś,kogo nie kocha,musiała to zrobić dla Rajskiej Ziemi.

Szara lwica była bardzo głodna.Kora wybrała się na polanę.Szybko wytropiła antylopy,do których zaczęła się skradać.Cicho,bezszelestnie.Wystawiła pazury i łapa za łapą,zbliżała się w stronę zwierzęcia.Gdy była dość blisko,wzbiła się w powietrze i..znowu trafiła w glebę.Tym razem jednak szybko wstała,głód był zbyt mocny.Zabrała się do drugiej szansy i tym razem jej się udało.Kora wbiła kły w ciało antylopy i zjadła ją szybko.

Następnie lwica umyła szare futro,położyła się na płaskiej skale i zapadła w spokojny sen.

*
Dwa miesiące później
Ember kopnęła piłkę z owoca baobabu w stronę Kody.Lew odbił ją i zaczął pędzić w stronę bramki.Ember pozwoliła mu szczelić.
-Wygrałem!-krzyknął zadowolony lew,widząc jednak,że lwica ma smutny wzrok,opanował się.Spojrzał w zielone oczy Ember.
-Co się dzieję?
Ember pochyliła głowę.
-Po prostu nie mogę pogodzić się z tym,że odchodzisz
Nadszedł czas,kiedy lwy nastoletnie dorosły..a to oznaczało,że lwy musieli odejść,jak nakazywała tradycja.W stadzie mogą mieszkać tylko lwice i jeden lew,władca,oraz lwiątka.
 
 
Ember przytuliła się do grzywy Kody,a ten polizał ją za uchem.
-Będę bardzo tęsknił,Ember.
-Nie będziesz...bo ruszam z tobą
 
*
Iziaa postanowiła odwiedzić kuzynkę na Lwiej Ziemi,wraz z matką.Nie mogła także uwierzyć,że zakocha się w tutejszym lwie.
 
*

Kora wskoczyła w stronę Sawy,powalając go na ziemię.Sawa zaśmiał się.Korze nie było do śmiechu.Zeszła z lwa.
-Odchdzisz jutro,prawda?
-Niestety.Pozdrów odemnie proszę Izięę,słyszałem że wraca jutro wieczorem.
-To prawda,-skinęła głową Kora,- Ember też odchodzi jutro,wraz z Kodą
-Będę się nią opiekował,on też.
-Ale czemu musiecie odchodzić,-Kora zmrużyła oczy,-Jestem Księżniczką,zmienie prawo,obiecuję!
-Pewnego dnia,znów się spotkamy,-Kora wiedziała,że Sawa myśli teraz o swojej siostrze,Lea.Kora przytuliła się do jego boku i szybko liznęła go w policzek.
-Będę tęsknić.
-Chodź..-Sawa odkleił się od szarej lwicy,-chce cię gdzieś zaprowadzić

Poprowadził Korę w stronę łaką.Kora była zaciekawiona,o co chodziło.Szybko jednak odkryła,o co chodzi.Patrząc na niebo,ktore zaiskrzyło nad łąką z miękką trawą.Milion gwiazd iskrzyło  na niebie,jak maleńskie punkciki.
Kora wyszeptała:"Łał!",nim się położyła.Sawa ułożył się obok niej.Oboje wlepili oczy w gwieździste niebo.
 
-Zobacz,to lwy walczące o kawałek mięsa!-Sawa wskazał łapą gwiazdozbiór.
Kora zaśmiała się.
-A to motyl,-pokazała łapą.
-A to serce..
-To lwia głowa..
-To drzewo..
-To kwiatek..
Kora spojrzała na Sawę niebieskimi oczami.
-Przodkowie będę nad tobą czuwać.
-Lea także?-spytał smutno Sawa
Kora pokręciła głową
-Lea żyję i ty ją odnajdziesz,a gdy nadejdzie czas..wrócisz na Rajską Ziemię,-następnie dodała,-Dziękuję,że pokazałeś mi to miejsce,Sawa.
-Dla przyjaciółki zawsze,-szepnął lew
Jeszcze długo oglądali gwieździste niebo.
 
*
Shani i Mheetu siedzieli obok siebie na kamieniu.Shani spojrzała na partnera.Jej czarna sierść była niewidoczna w nocy.
-Kora nie powinna tego małżeństwa czyniś,-szepnęła,-kiedy się odbędzie?
-Jutro rano.I wiesz Shani,że to jej obowiązek jako księżniczki.
-Ona nie jest tylko księżniczką,-powiedziała lwica,marszcząc brwi.Wstała i nieczekając na lwa zaczęła odchodzić.Odwróciła się jeszcze,by powiedzieć,-Pamiętaj,że kiedy my się poznaliśmy,byłam zwykłą lwicą i to jeszcze pochodzącą od skłóconej z twoimi rodzicami rodzinny.Nigdy nie zapomnę jak o mnie walczyłeś.
Odeszła szybko.
Musiała jeszcze pożegnać się z Ember,przed jej odejściem.Wydawało jej się,że w tamtym momencie traci obie córki.