piątek, 3 sierpnia 2018

#12 Lea

"Dobrych przyjaciół trudno znaleźć ,a jeszcze trudniej zapomnieć"

Kora usiadła obok swojej przybranej siostry.Ember promieniała,z resztą można było to samo powiedzieć o Kodzie.Lew jednak musiał dzisiaj ruszyć na zawody.Pierwsze bez ukochanej.Wzięli kogoś na rezerwę.
Nie chciał zostawiać partnerki,ale Ember nigdy by się nie zgodziła, by zaniedbali zawody.

Shani siedziała obok i z niepokojem wąchała lwiątko w łapach córki.Minęły dwa miesiące i Ember urodziła za wcześnie,wczoraj wieczorem.Jej lwiątko było jednak silne i Kora uznała,że to chyba rodzinna cecha.
Polizała po główce córkę Ember.
-Gratuluję ci jeszcze raz,mała jest taka śliczna
-I zdrowa,-westchnęła z ulgą Shani
Ember skinęła głową.

Jej córka kolor  futra odziedziczyła po ojcu.Tak jak Koda było ono ciemno brązowe i miało jego czarny nos.Natomiast oczy,zielone,odziedzyczała po matce,podobnie jak biały brzuch i łapy.
Mała lwiczka była radosna.Od razu spoglądała na otaczający ją świat.Ember była dumna z córki.Lwica postanowiła już,że kiedy tylko ona dorośnie,nauczy ją grać w piłkę.

Zawadi
 
Kora musiała przyznać,że zazdrości siostrze.Ember i Koda sami uznali,że gdyby nie zaszła w ciążę tak wcześnie i tak by się postarali o lwiątko.Chcieli jednak tylko jedno.Mała była spełnieniem ich marzeń.
Kora także chciała lwiątko,ale wiedziała,że musi jeszcze poczekać.Chodź jako królowa,powinna się postarać.
 
-Jak ją nazwaliście?-spytała Kora,by dać nowy temat.
Ember uśmiechnęła się pogodnie.
-Długo myśleliśmy nad imieniem,ale zdecydowaliśmy się wkońcu na Zawadi.Piękne ,prawda?
Kora i Shani skinęły głowami.
-Śliczne.Nasza mała Zawadi,-szepnęła Kora,dotykając nosem malutkiej.Zawadzi pisnęła ze szczęścia ,a Ember jeszcze bardziej rozczuliła się nad córeczką.
 
***
 
Kora postanowiła wybrać się na krótkie polowanie.Zabrała ze sobą lwice polujące.Młoda królowa zaczaiła się na antylopę.Skradała się wolno i pewnie.Łapa za łapą,aż ją upolowała.Od razu zjadła.Spojrzała na lwice.
-Świetna robota!
 
Kora dalej musiała zająć się obowiązkami.Czyli rozmówił się z majordamuską ,niebieskopiórą Umą.Długi raport nie zanudził jednak królowej.Musiała później zająć się konfliktami i dopiero pod górowanie słońca,mogła w spokoju napić się wody.Jednak do nocy niewiele brakowało.
 
 
Kora położyła się ,wpatrzona w błękitną wodę wodopoju.Zdała sobie sprawę,że cały dzień nie widziała Sawy i pewnie by się nie zdziwiła,gdyby nie to,że kiedy się obudziła,już go nie było.Zmarszczyła brwi.Co on też kombinował?
 
Odpowiedź przyszła sama,kiedy Kora zauważyła w oddali jego sylwetkę ,jak dźwigał coś na grzbiecie ,a resztę w pysku.Zaciekawiona szara lwica od razu do niego przybiegła.Sawa nie wydał się jej obecnością zawstydzony,czy zdziwiony .Bardziej szczęśliwy. Położył dwa małe lwiątka na ziemi przed lwicą.
-Zajmij się nimi,proszę.Znalazłem tę lwicę na granicy,podczas porannego obchodu.Wiesz,spałaś,więc ruszyłem sam.Chciałem wrócić na odejście drużyny i by zobaczyć córeczkę Ember,ale ją atakowali..trochę to zajęło,bo zaczęła uciekać.Miała dużo ran,musiałem jej pomóc.
-Dobrze zrobiłeś.Leć do szamana,-napomniałam,-Ember zajmie się maluchami,pewnie są głodne.Wyglądają na bardzo młode.
Sawie nie trzeba było powtarzać,od razu zabrał złotą lwicę.
 
Kora tym czasem,złapała oba lwiątka w pysk i się oddaliła.Jedno z nich było złote,drugie brązowe.Obie miały fioletowe oczy i jasny nos.
 
Kora położyła je,przy Ember ,a małe od razu zaczęły pić mleko.Ember spojrzała na nią zdziwiona.Kora westchnęła.
-Nie pytaj.Sawa znalazł lwicę ranną z młodymi.Biegnę się dowiedzieć,co u nich.Proszę..zajmiesz się nimi?
-Dobrze.Widzisz,jak polubiły Zawadi,-uśmiechnęła się Ember.
 
 
Kora skinęła głową siostrze i przybranej matce,która ciągle przebywała u córki.Kora pomyślała,że uczyni Shani lwią opiekunką.
 
Wybiegła z jaskini,pędząc od razu w stronę domu szamana.Droga nie była aż taka długa,po drodze zdążyła nawet się napić wody.Kora czuła ból brzucha,ale na to nie zważała.
 
Kora zdecydowanie była dobrą królową.
 
Wskoczyła na baobab,należący do szarego szamana.Babu przywitał ją miło,u jego boku stał jego uczeń-Moto.
-Witaj Babu..Moto...co z lwicą?
-Wszystko dobrze.Już się obudziła.To były niegroźne rany.
-Przynieś nam później jej lwiątka,zobaczymy czy są zdrowę,-odezwał się Moto,z szacunkiem skłaniając głowę.
Kora skinęła głową.
Następnie Moto zaprowadził ją tam,gdzie miała leżeć lwica.Zamiast tego,lwica tuliła się do Sawy!
Kora była wściekła.
Syknęła:
-Sawa,co ty wyprawiasz?!
Sawa odwrócił się w jej stronę,a iskierki w jego oczach symbolizowały szczęście.Lwica uważnie przyjrzała się Korze,ale zanim coś powiedziała,Kora mruknęła:
-Kim jest ta lwica? A jeśli to wróg!
Lwica się zaśmiała.Wdzięcznie i miło.Miała grzywkę,fiołkowę oczy i jasny nos i sierść.Uśmiechnęła się.
-Pamiętasz może imię Lea?
Przed szarą lwicą,ukazał się obraz lwiątka spadającego do przepaści.Na jej pysku pojawił się uśmiech,kiedy dowiedziała się,że siostra jej męża,przyjaciółka i powierniczka jednak żyję.Nigdy nie straciła nadziei! Przytuliła ją.
 
 
-Lea,tęskniłam..mamy ci tyle do opowiedzenia!
-Ja,wam też
Kiedy się od siebie odkleiły.Usiedli w kółku.Sawa i Kora,pierwsi opowiedzieli co się wydarzyło.Najbardziej złotą,ucieszyła myśl że są razem.Kiedy doszła kolej Lea,lwica wyprostowała się .
-To wszystko jest ciężkie.Wiecie kiedy zaginęłam,tej strasznej nocy...Kiedy zdarzył się wypadek,rzeka porwała mnie daleko..poza tą ziemię.Kiedy się ocknęłam,nie pamiętałam skąd jestem.Wróciło to dopiero później.Znalazła mnie  pewna para lwów.Nie mieli dzieci.Zaopiekowali się mną i dzięki nim,wróciłam do zdrowia.Co prawda,tęskniłam za bratem i mamą,oraz przyjaciółmi,ale coś mnie tam trzymało-zostałam w tym miejscu.Nie mogłam ich zostawić i mojego nowego przyjaciela,lwa Sefu.Kiedy stałam się dorosła,rodzice zmarli-że starości,a ja,wyszłam za mojego przyjaciela.Nigdy mnie nie opuszczał,zawsze pocieszał.Był moją prawdziwą miłością.Razem wiele przeszliśmy.Wkrótce urodziłam córki.Wtedy zdecydowaliśmy,że powinnam wrócić do ojczyzny.Wiecie moje córki mają prawie miesiąc.Wraz z Sefu ruszyliśmy w podróż.Niestety,zmarł na jakąś chorobę.Resztę drogi przebyłam sama,ale na miejscu zaatakowały mnie jakieś lwy,samotnicy.Dzięki mojemu bratu żyję.
-Gdzie moje córki?
-Są bezpieczne z córką Ember,-uśmiechnęłam się
-Tak się cieszę ,że żyjesz.Szkoda,że mama już tego nie dożyła.
Przytuliliśmy się całą trójką.
 
Wkrótce wraz z Leą wróciły na Rajską Skałę.Kora nie mogła znieść tego,że tyle przeszła.Tęskniła za swoim partnerem,jej wielką miłością jej życia.Miała przynajmniej po nim lwiątka.
 
Amara i Adele-tylko mają zielone oczy
 
 
Wszyscy rajskoziemcy ucieszyli się z powrotu radosnej Lea.Kora namówiła ją,by została w stadzie.Lea ucieszyła się.Od razu poszła poszukać dzieci,przy okazji witając się z Ember.Wzięła dzieci w łapy.
-Dziękuję,Ember.
Sawa usiadł obok siostry.
-A jak nazwałaś młode?
-Oh,nie ja je nazwałam,-uśmiechnęła się lwica,-to znaczy ja jedno,mój partner drugię.Ta jasna to Amara, ta brązowa to Adele.
-Piękne imiona i piękne lwiczki,-szepnęła Kora
-A ty Ember,jak nazwałaś córkę?-spytał zaciekawiony Sawa
-Zawadi,-odpowiedziała siostra królowej.
 
Kora długo jeszcze rozmawiała z przyjaciółką,nim opuściła jaskinię.Musiała coś pilnie załatwić i tylko ona wiedziała co.Wróciła na baobab i nieśmiało podeszła do Babu.Jej ojciec nie lubił szamana,ona go szanowała.
-Babu..chciałabym mieć lwiątka,czy jest jakaś szansa,że zaszłam w ciążę?
Szaman skinął głową.Szybko przebadał szarą królową.
-Bolał cię ostatnio brzuch?
-Tak.Czy..czy jestem w ciąży?
Szaman skinął głową
-Gratuluję,królowo Koro
-Dziękuję,Babu,-powiedziała szybko szara lwica,po czym wybiegła z baobabu.Musiała szybko powiedzieć o tym Sawie!
 
Będą mieli lwiątka,Kora nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
 
Wyciągnęła partnera na łąkę i wspólnie oglądali gwiazdy,kiedy Kora mu to powiedziała.Oboje mieli co świętować.Ich własne,wymarzone młode!
 

 
Hej! I jak ,podobał się rozdział? Ale dzisiaj dużo napisałam! :)
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz