"Dzieci nie liczą czasu,to też wystarcza go na gruntowne obserwacje"
Lwiąta Lea i Ember zbudziły w stadzie miłe uczucia.Wesołe lwiątka szybko zostały zaakceptowane.Koda zakochał się w córce i starał się zawsze pomagać Zawadi.Ember i Koda,kiedy tylko mała nauczyła się chodzić,zaczęli uczyć ją gry w piłkę,co lwiczka bardzo polubiła!
Lea i Sawa skupili się natomiast przy Amarze i Adele.Lwiczki były słodkie i miłe,miały także optymizm,podobnie jak Zawadi.
Kora uznała,że wszystko idzie w należytym składzie i nawet nie pomyślała,co się wkrótce wydarzy.
***
Dwa miesiące później..
Ten czas mijał tak szybko,że nim Kora się zorientowała,jej brzuch był wyraźnie zaokrąglony.Całe stado cieszyła się z przyszłych książąt.Już obstawiali płeć i ilość dzieci.Niektóre nawet myślały nad imionami.Najczęściej występował syn o imieniu Jua.
Shani bawiła się z lwiątkami,ale także przekazywała czas szarej lwicy.
Sawa,Lea także nie opuszczali Kory na krok i to już zaczęło denerwować młodą królową.Nie mogła przebywać sama.
Sawa zaczął wyręczać ją także w obowiązkach królestwa.To on łagodził spory i wszelkie sprawy raportów majordamuski.
Kora zaczęła więc zazdrościć Ember.Jej córka miała dwa miesiące i Ember mogła brać udział i w zawodach i spędzać czas z córeczką.Była świetną matką i Kora zastanawiała się,czy też taką będzie.
Ten dzień wstał słoneczny.Kora przeciągnęła się,pomlaskała.. Miała ochotę się czegoś napić.Nie chciała jednak budzić Sawy.Ruszyła więc sama do wodopoju.Napiła się od razu chłodnej wody.Wtem poczuła straszny ból.Naszczęście minął jednak szybko.
Kora chciała już zawrócić,kiedy w oddali dojrzała kształt.Zatrzymała się więc i poczekała,aż lwica o kasztanowym futrze podbiegnie do niej.
-Szukam Królowej Kory
-To ja
Lwica skłoniła głowę.
-Jestem Maisha,posłanka z Lwiej Ziemi.Król Lwiej Ziemi,Kovu pragnie zaprosić na chrzest swoich pierwszych wnucząt.
-Od księcia Kesho?-spytała zaciekawiona szara
-Od księcia Jicho i jego partnerki,Izii.
Kora wybałuszyła oczy,chodź było to oczywiste.Iziaa doczekała kociąt! Była to tak radosna wiadomość,że Kora uśmiechnęła się szeroko.
-Na pewno będziemy.A powiedz,ile kociąt się urodziło?
-Trzy.Dwie dziewczynki i chłopczyk.
Sawa i Lea także ucieszyli się z wiadomości.Od razu chcieli ruszyć.Kora wiedziała jednak,że muszą minąć jeszcze dwa dni.
Przez dwa wschody słońca,szara lwica leniła się.Nie polowała..nie zajmowała się Rajską Ziemią.Czuła się otóż słabo,ale nie chciała tym nikogo martwić.W przerwie między snem a posiłkiem,bawiła się także z trójką maleńkich lwiątek.Były takie ciekawskie!
Kiedy według wiadomości trzeba było ruszać w drogę, Kora ukryła ból.Umyła futro i szybkim krokiem,wraz z Sawą i Leą ruszyła na Lwią Ziemię,a Shani zajęła się w tym czasie lwiątkami.
Droga minęła im szybko,więc wkrótce byli na Lwiej Ziemi.Jicho powitał ich radośnie,zapraszając do głównej jaskini.Właśnie tam w koncie leżała biała lwica,która jak tylko weszli,podniosła wzrok.Lwiątka w jej łapach pisnęły z radości.Kora rozczuliła się.
-Są śliczne.Jak je naz..-nie dokończyła,bo uważnie przyjrzała się synowi Izii.Lwiak miał oczy ojca,przednią łapę koloru futra Izii i ...brązowe futro! Co innego córki,wyglądające jak kopie matki.
-Jest brązowy po moim ojcu,-wyjaśniła spokojnie Iziaa,-matka mówiła mi,że był brązowy.Też mnie zdziwił,ale ma prawdziwe oczy Jicho.
Jicho skinął głową
-Szkoda,że nie będą książętami
Sawa zmienił temat.
-Będą wielkimi lwami.Iziaa,chce ci kogoś przedstawić.Pamiętasz moją siostrę?
Lea wyszła na przód.Iziaa zaniemówiła,wybałuszając oczy.Zamruczała:
-Lea! Cieszę się,że żyjesz!
Lea przytuliła młodą matkę
-Ja też mam dwójkę dzieci,Adele i Amarę.Tęskniłam za tobą,mruczku.
-Teraz pora na Korę,-odparliła Iziaa,unosząc jedną brew do góry.
Rafiki namaścił czoła lwiątek farbą i szybko odszedł.Rajskoziemcy zostali na Lwiej Ziemi jeszcze kilka dni i Kora wpadła na pomysł,że kiedyś,jeśli jej dzieci będą chciały,mogą zaręczyć swoje lwiątka.Iziaa ucieszyła się z pomysłu.Kora chciała by jej dzieci miały przy sobie miłość życia.Ale do ich narodzin i tak jeszcze sporo czasu,było za wcześnie..
Iziaa obiecała,że będzie podróżować z lwiątkami na Rajską Ziemię.
***
Tym razem powrót na Rajską Ziemię był smutny.Kora już tęskniła za swoją przyjaciółką.Sawa wybrał się od razu na patrol,Lea do swoich lwiątek a Kora...na spacer.Szła spokojnie,wdychając świeże powietrze.
Kiedy jednak wróciła na Rajską Skałę,poczuła dziwne ukucie w brzuchu.Delikatnie się położyła,sycząc z bólu.TO nie mogło być teraz,prawda? przecież jest za wcześnie! Lea widząc przyjaciółkę w bólu,od razu pobiegła po szamana.Ember wyprowadziła z jaskini lwiątka,a Shani wolała pozostać blisko córki.
Kora poczuła strasznie przecinający ból.Szaman w porę się jednak pojawił.Zaczął odbierać poród królowej.
Kora jednak nie wytrzymała i zemdlała.
-Mamo?-zdziwiła się Kora widząc przed sobą Maishe.
-Maisha ni nzuri ,Koro.Życie jest piękne,-szepnęła Maisha dotykając nosa córki,-zostaniesz za chwile mamą.Pragnę przekazać ci,że twoja córka będzie posiadać niezwykły dar.Pamiętaj także,by wypatrywać lwiątka,które jest do ciebie podobne.
-Co to wszystko znaczy? Jaki dar,mamo?
Maisha polizała córkę w policzek.
-Już wszystko dobrze.
Kora zaczęła się budzić.
-Całe szczęście królowo,-szepnął Babu,kiedy Kora otworzyła oczy.Szara lwica skinęła mu głową i znów zaczęła przeć .Czuła ból,ale wkrótce o nim zapomniała,kiedy szare lwiątko miauknęło.Kora uśmiechnęła się.
-To córka?
-Nie,królowo.To syn!-ucieszył się szaman.Była otóż tradycja,że to syn zajmował tron.Inny przypadek Kory,która była pierwszą lwicą na tronie,ale i jedną z wielkich królowych sprawiedliwości.Kora polizała lwiątko,gdy to zaczęło łapczywie pić mleko.
-Nie,królowo.To syn!-ucieszył się szaman.Była otóż tradycja,że to syn zajmował tron.Inny przypadek Kory,która była pierwszą lwicą na tronie,ale i jedną z wielkich królowych sprawiedliwości.Kora polizała lwiątko,gdy to zaczęło łapczywie pić mleko.
Królowa poczuła się jednak dziwnie.
-Oho,kolejne?-Babu zdziwił się
Kora znów zaczęła rodzić.Tym razem jednak nie było bólu,czuła się spokojnie i delikatnie.Brązowe lwiątko także zaczęło pić mleko.Kora położyła głowę na łapach.
-To córka?
-Tak.Gratuluję ,królowo.Ich chrzest odbędzie się za dwa dni.Musimy przedstawić książąt.
Shani pogratulowała czule córce narodzin dzieci.
-Będziesz świetną mamą!
Sawa wbiegł do jaskini i od razu przytulił Korę.Następnie spojrzał na dzieci z miłością.
-To synowie czy córki?
-Syn ten szary i brązowa córka.Taka do ciebie podobna.
-A on do ciebie,-szepnął Sawa i polizał partnerkę po policzku.
Lea następna ,wraz z Ember zobaczyły lwiątka.
-Gratuluję braciszku i Koro,-ucieszyła się Lea
-Gratki sis!-miauknęła Ember
Stado miało wejść następne,ale Kora zaleciła,by jeszcze zostali.Pozostała inna kwestia.Wiedziała,że syn zostanie królem,ale kim miała być córka? Może powinna ją ożenić z kimś z innej ziemi,by była także królową? A może podzielić Rajską Ziemię na dwie części,czy mianować ją główną lwicą polującą?
-Jak nazwiemy maluchy?-ukryła na chwile swoje myśli
Sawa zamyślił się.
Lea polizała ich córkę po główce.
-Na pewno nadacie godne imiona.To wkońcu książęta.Tylko proszę nie żadne Uzuri czy Maishy! Bo to trzy czwarte imię w naszym stadzie!
Kora zaśmiała się cicho.
-Właściwie już mam imię dla synka,-spojrzała na szare lwiątko i wzięła swoje dzieci w łapy.Spojrzały na nią z radością i ciekawością.-Podoba mi się imię Asili*.
Asili miał oczy zielone,córka oczy niebieskie.
-Imię mi się bardzo podoba,-szepnął Sawa,-a ja mam imię dla córki!-dodał z triumfem.-Chce ją nazwać Ajabu*,bo jest taka niezwykła..
Kora uśmiechnęła się lekko.
-Podoba mi się znaczenie,ale może nadamy jej inne imię?
-A może skrót..Aja?
-Idealne,-zachwyciła się młoda matka i polizała oba lwiątka w dowód miłości.
Stado także zachwyciło się książętami.Długo się w ne wpatrywało,puki nie nadeszła noc.
Kora spałaby smacznie,gdyby nie obudziły jej jej lwiątka.Zachowywały się niespokojnie i Kora mimo wszystko,postanowiła wyjść z nimi na podwrórko.
Asali się uspokoił,ale Aja płakała dalej.Kora zdziwiła się.Ułożyła się na miękkiej trawie i kołysała lwiątka.
-No już,ciii córeczko.Co się dzieję?
Był to cichy dźwięk,ale Kora zdołała go usłyszeć.Odwróciła głowę i nie dowierzała.Aja przestała płakać i zadowolona zasnęła.Kora wstała delikatnie i podeszła do skały.Mała lwiczka o szarym futrze,czarnych łapkach,wpatrywała się w nią zielonymi oczami.Kora złapała lwiątko.Było zmarznięte i wyglądało na świeżo urodzone.Nigdy jednak nie widziała jej matki.Postanowiła chwile zaczekać,ale kiedy ona nie wróciła,Kora złapała trzy lwiątka w pysk i pobiegła do Babu.
-Mała miała duże szczęście,że ją znalazłaś.Tyle godzin na mrozie mogło jej zaszkodzić,-szepnął Babu.Moto skinął głową.
Kora spojrzała na trzy lwiątka,smacznie śpiące.
Moto spytał:
-Znajdziesz jej królowo dom?
-Już znalazłam,-szepnęła królowa Kora,-zamierzam adoptować lwiczkę.Nazwę ją Kama*,-dodała z pewnością.
*tła
*niezwykłość
*jeśli

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz