piątek, 3 sierpnia 2018

#8 Ślub?

"Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie."
 
Shani obudziła Korę.Szara lwica spojrzała na nią,przecierając oczy.
-Mamo?
-Skarbie,musisz się umyć.Dziś...dziś jest twój ślub.
-Co?-Kora od razu się rozbudziła.Stanęła na łapy.Przypomniała sobie jednak,o co chodziło.Musiała wyjść za mąż za syna Kiary dla dobra Rajskiej Ziemi,by ich królestwa się połączyły.Nie mogła jednak zapomnieć o tym,że jej przyjaciele lwy odchodzą dzisiaj z Rajskiej Ziemi,podobnie jak przybrana siostra.
 
Kora od razu zabrała się za czyszczenie futra.Wkońcu szare futra lśniło.
Do jaskini weszło kilka lwic.Pomarańczowa,chwyciła w zęby kwiat,o barwie błękitu,po czym wpieła go za ucho młodej lwicy.Kora skinęła jej głową.Shani polizała córkę za uchem.
-Wyglądasz przepięknie.
Ember podeszła do przybranej siostry.
-To ma być twój dzień...najpiękniejszy ,pamiętaj,-następnie spojrzała na wyjście z jaskini,-ja także dzisiaj ożenię się z Kodą,nim odejdziemy.
-Będę tęsknić,siostrzyczko,-szepnęła Kora
 
Wzrok księżniczki przykuł Jua,czekający na dworze.No tak..wypatrywał nadejścia lwioziemców.Kora zmarszczyła brwi,podchodząc do lwa.Usiadła obok niego.Jua westchnął:
-Przykro mi Koro,ale jestem pewien,że pokochasz Jicho
-Nie wiem.Muszę jednak troszczyć się o królestwo.
-Taka podobna do matki,-szepnął
 
Właśnie w tym czasie,Kora dojrzała zmierzające ku nim kształty.Lwioziemcy.Kora westchnęła.Jaskinia była dobrze ozdobiona,a szaman już czekał na miejscu.Kora zjadła wcześniej dobre śniadanie i teraz była gotowa.
 
Niebieskie oczy skierowała na Sawę,nim przeniosła je na kroczących coraz bliżej gości.Kiara przywitała ją przytuleniem.Kora skinęła głową przybyłym,po czym zwróciła się do Jicho.
-Chyba się dogadamy,prawda?
-Dokładnie.Bardzo chce lwiątek,-szepnął
Kora wzruszyła ramionami.Zauważyła,że Iziaa podchodzi do lwioziemca i wita się z nim przytuleniem.Oni się znali? Kora wybałuszyła oczy.
Iziaa spojrzała na nią,po czym wpieła jej różowy kwiat obok niebieskiego.
-To na szczęście.
 
Niewiele czasu później,zaczęła się ceremonia.Jua,Shani,Mheetu siedzieli obok Kiary,Kovu,Simby i Nali.Reszta siedziała koło Rajskiej Skały,czy nawet zza władcami.
Kora wyprostowała się.To już.Iziaa i Ember obecne za nią,pchnęły ją,by ruszyła.
Kora skrzyżowała spojrzenie z Sawą,nim westchnęła.
Spokojnym krokiem podeszła do księcia Lwiej Ziemi.Jego brata nie było.No tak,musiał się zapewne zająć sprawami królestwa.
Kora usiadła obok Jicho.Szaman zaczął formułkę.
-Ważne jest w życiu to,by się kochać i założyć rodzinę.Żyć w zgodzie z Kręgiem Życia.Dzisiaj,odbywa się ślub księżniczki Kory Hope,córki króla Juy i nieżyjącej królowej Maishy,oraz ślub księcia Jicho,syna królowej Kiary,córki byłego króla Simby i jej męża,króla Kovu.Młode lwy ,czy chcecie żyć ze sobą mimo wszystkich trudności,puki śmierć was nie rozdzieli?
Kora zawahała się.
-Tak..
-T..-Jicho spojrzał w stronę Izii.Kora dopiero wtedy zrozumiała o co tutaj chodzi.Podczas pobytu na Lwiej Ziemi,Iziaa i Jicho musieli się pokochać!
Kora nagle odżyła.
-Nie powinniśmy wychodzić za tych których nie kochamy.Pokój nad naszymi krainami i tak zapanuję,-zwróciła się do tłumu,który był zdziwiony.I tylko Shani i Iziaa dziękowały duchą za tą decyzję.
-Ale to nieodne..-mruknął Kovu,nim przerwała mu Kiara
-Dobrze,jeśli dzisiaj w ogóle za kogoś wyjdziesz synku.Chciałam dla ciebie tronu i dobrej lwicy.
-Wolę miłość,-odparł Jicho.Podziękował Korze skinieniem głowy,po czym podszedł do Izii.Od razu złączyli się w długim pocałunku.
Kora uśmiechnęła się.
Tak,to była dobra decyzja,a będzie jeszcze lepsza.
-Sawa,-zwróciła się do brązowego lwa
Sawa podniósł na nią zaciekawiony wzrok.
-Kocham cię,-szepnęła Kora,a wszyscy od razu na nią spojrzeli,-chce byś pozostał u mojego boku
Sawa uśmiechnął się.Łapa za łapą podszedł do lwicy i zetknął się z nią nosem.
-Kocham cię,Kora
-Więc jednak ślub się dzisiaj odbędzie,-westchnął szaman
-Nawet trzy,-dodała radośnie Ember

I rzeczywiście,tak jak mówiła Ember,odbyły się trzy śluby.Na sam początek Kory i Sawy,później Izii i Jicho,a na samym końcu Ember i Kody.Przyjaciele urwali się później z gustownej uczty,na której podano między innymi antylopy,zebry,góralki...wszystko co najlepsze.

Przyjaciele ułożyli się na łące.
-Jest dobrze,-szepnęła Kora,-wszystko będzie już dobrze
-Masz rację,Kora-poparła Iziaa
-Chodź źle..że już musimy odchodzić,-Ember spojrzała na migocące gwiazdy.
Sawa mógł zostać,jako mąż księżniczki,ale Koda i Ember musieli odejść.Kora zmarszczyła brwi.Kiedy tylko zostanie królową,zmieni prawo.


Podobał się rozdział? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz