sobota, 4 sierpnia 2018

#17 Nigdy się nie poddawaj!

"Nigdy nie zapomnij najpiękniejszych dni swojego życia! Wracaj do nich, ilekroć w twoim życiu wszystko zaczyna się walić" - Jim Rohn

Aja miała rację.Wkrótce na Rajskiej Ziemi zaczęło się naprawdę źle dziać.

Kora z przerażeniem obserwowała,jak wybuchające pożary zniszczyły ziemię,było mniej zwierzyny i większość mieszkańców umierała.Biedna Lenna ,majordamuska,Shani nie przeżyli.Kora starała się w tamtej chwili nie płakać,musiała być siłą stada.
Była królową,przyjaciółką,matką i partnerką.

Koda długo chorował i Ember obawiała się jego śmierci.Lwu udało się jednak wyjść z choroby.

Tego dnia,słońce wolno sunęło ku czubku.Wiatr muskał pyski i futra zwierząt.Ptaki ćwierkały mimo niechęci.Mogło by się wydawać,że będzie idealnie.A tak naprawdę było to...radosne! Wszystko zostało przygotowane przez Krąg Życia,specjalnie na narodziny dzieci Idii i Asali'ego.
Babu nie przeżył tej chwili,ale zostawił godnego następcę.Moto namaścił książąt,ciesząc się z ich narodzin.
-Są dobrą wiadomością dla Rajskiej Ziemi
Aja polizała brata za uchem.
-Gratuluję.Macie może imiona dla maluchów?
-Myślałem o Kume..-wyjąkał Asali.
Idia urodziła dwóch synów.Oba szare,chodź jeden ciemniejszy.Oczy ich połyskiwały w zieleni,lewki miały nawet małe grzywki koloru grzywy ojca.Idia z uśmiechem wpatrywała się w swoje dzieci.Wskazała ogonem jaśniejszego lewka.
-Właśnie to jest Kume.Ten ciemniejszy będzie się nazywałam..Zambezji*.Zawsze mi się podobało.
-Ich życie będzie odważne,-szepnęła Aja,dotykając nosem noska Kume i później Zambezji'ego.Podobnie uczyniła Gaja.


Kora cieszyła się z wnuków,ale teraz..teraz martwiła się.Wpatrywała się w horyzont,na którym zaczynała się burza.Asali usiadł obok niej.
-Mamo,o co chodzi?
-Asali,-spojrzała na syna,-nadchodzą ciężkie czasy,kochanie.Dziś..dziś mianuję cię królem.
-Ale ..ja nie jestem gotowy
-Wiem to,ale Aja zdradziła mi,że nadchodzi wojna.Twoi synowie muszą mieć ceromonię..synu,pomogę ci,nie obawiaj się.
Sawa usiadł po jego drugiej stronie,razem z Ają.
Asili westchnął.Musiał to zrobić dla stada i rodziny.

Ceremonia cieszyła się popularnością całej sawanny,a jeszcze bardziej koronacja Asili'ego i Idii na władców.Iziaa była dumna z córki,a Kora z syna.

*


Wojna nadeszła dwa dni później.Nocne Stado sprzymierzyło się z czwórką innych stad,a u Boku Rajskiej Ziemi stanęły Gepardzia,Lwia i Ptasia Ziemia.Szanse były wyrównane.

Aja z przerażeniem,uświadomiła sobie,że jest ciężko.Pilnowała lwiątek i Moto,podczas kiedy tam rozgrywała się wojna.
Rajska Ziemia toczyła spór przez cały tydzień,bez przerwy walcząc,czekając,atakując ponownie.W między czasie,inne ziemię musiały się wycofać.Zostało tylko Nocne Stado przeciw Rajskiej Ziemi.

Rajskoziemcy walczyli zacięcie o swój dom.Gryźli,drapali ,robili różne zwroty i ataki.Nocne Stado było jednak silne.Nie mieli aż takiej ciężkiej sytuacji przez jaką przechodziła wcześniej Rajska Ziemia.

-Nigdy się nie poddawajcie!-królowa Kora starała się dodać otuchy swoim wojowniką,w między czasie walcząc z resztą.
Wkońcu stanęła ona i król nocnego stada,naprzeciw siebie.Kora warknęła.
-Wynoś się z mojej ziemi!!
-Kora..he,poddaj się normalnie.Rozejrzyj się i tak wygramy,-uśmiechnął się szyderczo lew.Kora wskoczyła na niego,przewracając i wbijając mu pazury w brzuch.Uznała,że ten król jest gorszy od poprzedniego.
Lew zaczął się wykrwawiać.Kora dodała stanowczości i wkrótce lew zmarł.

Szara lwica rozejrzała się po polu bitwy.Nocne Stado wciąż walczyło,pomimo śmierci króla! Kora ociekała krwią i czuła się słaba.Zmarszczyła brwi wykończona.To już za długo trwało.Straciła Sawę,Lea,Izięę..nie mogła stracić nikogo więcej.

-Nigdy się nie poddawaj,-szepnęła sama do siebie.

Odwróciła się,wskoczyła na kamień i chodź było to trudne...musiała to zrobić.Zaryczała.Stada na chwile przerwały walkę.Nocne stado miało jednak ochotę na atak nagły i brutalny,a rajskoziemcy by wygrać.
Kora uniosła do góry głowę.
-Rajskoziemcy pamiętajcie by nigdy się nie poddawać,by zawsze walczyć o swój dom! Ale teraz...teraz rozkazuję wam jako dawna królowa byście wycofali się.
Wszyscy byli zdziwienie.Rajskoziemcy znów zaczęli walkę.Chodź szanowali córkę Maishy,nie zamierzali przestać bronić swojego domu.

Kora westchnęła więc i jak najszybciej odnalazła w tłumie Asaliego.Pokonała lwa z którym walczył i wyciągnęła syna z walki.Asali spojrzał na nią zaciekawiony.
-Asali,bierz stado i uciekajcie.Daleko jest pewna dolina,ukryta w kanionie.Osiedlijcie się tam,a kiedy..
-Matko,nie mówisz poważnie! Nie możemy się poddać!
Kora wiedziała jednak,że Asali już ledwo co walczy.Westchnęła:
-Nie mogę pozwolić,by ktoś jeszcze umarł.Oni będą walczyć do ostatniego,ja nie pozwolę na straty.Asali..-wyprostowała się,-pewnego dnia,kiedy wrócicie do sił,wrócicie na Rajską Ziemię,odbijecie ją i znów zapanuję tu harmonia i Krąg Życia.
Asali dodał ze smutkiem.Kora ucieszyła się,że jej syn zgodził się z jej decyzją.Przytuliła ją,a szary lew wyszeptał jej do ucha.
-A co z tobą?
-Ja tu zostanę..ale ty musisz bronić stada,kochanie.

Asali po wielu minutach,odkleił się wkońcu od matki.Wraz z Ają,zabrali całe stado i uciekli.Nocne Stado wygrało,ale nie na długo tu zamieszkają i Asili to wiedział.Aja nie sądziła,że jej matka zostaje,tak więc biegła i tylko Asali miał łzy w oczach po jej stranie.

Kora,była królową,przyjaciółką,partnerką,matką i księżniczką Rajskiej Ziemi.Córką Jua,Maishy,Shani,Mheetu.Siostrą żyjącej Ember,chodź i ona straciła ukochanego sobie lwa.Matką Asaliego,Kamy i Ajabu.Babcia Kume i Zambezji.

Kora spojrzała z wrogością na nocne stado.Teraz! Nigdy się nie poddawaj! Skoczyła ku nim i zacięcie zabiła około dziesięciu napastników,nim padła na ziemię.Ostatnie co widziała,to zachodzące słońce.

Dzielna królowa przeżyła już swój Krąg Życia,teraz musiała odejść by chronić najbliższych z resztą swojej rodziny,wysoko w lwiej krainie,do której trafić mogą tylko ci,którzy naprawdę uwierzą.



*sprawdź

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz