"Walka jest wychowawczynią wolności"
Dwa tygodnie później
-Nie mogę w to uwierzyć!-syknął Koda,zwracając się do strażniczki.Pomarańczowej,z fioletowymi oczami i małą grzywką.Strażniczka pochyliła głowę.
-Mówię prawdę,królu.Stado Nocy chce zaatakować Rajską Ziemię,wszyscy szpiedzy potwierdzili.
-Stado Nocy?-prychnęła Kora,-kim są by myśleć,że wygrają z Rajską Ziemię.Jest nas więcej.
-Tak Koro,ale wiesz..-Mheetu podszedł bliżej,-przez ostatnią chorobę,trochę upadliśmy w kondycji.Nocne stado chce nas zaatakować,żeby zgarnąć jedzenie.
-Nie działają w Kręgu Życia! Jako Królowa nie mogę na to pozwolić,-spojrzała na strażniczkę,-Yuki,przekaż Zawadi by trenowała częściej nasze lwy.Musimy wzmocnić treningi.
Yuki pochyliła głowę z szacunkiem,nim się wycofała.
Kora zwróciła się teraz do Sawy.
-Kochanie,dopilnuj by wszystko poszło dobrze,-a wbijając pazury w ziemię,dodała,-Stado Nocy pożałuję,że wypowiedziało nam wojnę.
Kora usiadła na niskiej skale i z zafascynowaniem przyglądała się meczowi.Dzisiaj były wielkie zawody i całe stado zebrało się,żeby je obserwować.Kora wiedziała,że Ember jest w ciąży.Brązowa lwica dowiedziała się tego kilka dni po własnym ślubie.Uznała jednak,że aż do końca miesiąca powinna rozgrywać mecze.Ten był przecież najważniejsi.Zawodnicy z Lwiej Ziemi ,Gepardziej i Ptasiej zebrali się,by kibicować swoim.Drużyna Ember była jednak silna i Kora dobrze o tym wiedziała.Koda,Ember i jeszcze trzy lwice.
Obok Kory usiadł Sawa.Lew spojrzał na swoje łapy.
-Szkoda,że Iziaa nie przyszła,stęskniłem się za nią.
Kora wtuliła się w grzywę partnera.Mecz się rozpoczął.
Sędzia ogłosił,że najpierw zacznie Ptasia Ziemia i gospodarze,Rajska Ziemia.Ember porozumiewawczo spojrzała na swoją drużynę.
-Damy radę!
Drużyna z rajskiej ziemi,zaczęła.Ember przejęła piłkę,po czym podała ją do Amy.Pomarańczowa,niestety straciła ją,kiedy przejął ją zawodnik z ptasiej ziemi.Na szczęście,Koda szybko odzyskał piłkę,podał ją Ember,a brązowa strafiła do bramki.
Następny mecz rozegrała gepardzia ziemia i lwia ziemia. Zawodnicy obu drużyn walczyły długo,puki nie wygrała gepardzia.Teraz Gepardzia Ziemia i zawodnicy z drużyny Ember,mieli rozegrać ostateczny pojedynek.
Kora obserwowała,z jaką współpracą i wolą walki gra Ember z drużyną.To właśnie spowodowało,że wygrali 3 na 1. Ember z uciechą,jako kapitan drużyny,przejęła puchar zrobiony z kamieni.Kora wstała.
-Dziękujemy wszystkim za udział w naszych zawodach gry w piłkę.Następne odbędą się na Gepardziej Ziemi.Zwyciężyła Rajska Ziemia!
wszyscy zaczęli krzyczeć z radością i gratulować drużynie Ember.
Tym czasem,nikt nie spodziewał się gości.Kiedy wszystkie ziemie wróciły do siebie,rajskoziemcy ułożyli się spać.
Zbudziły ich dopiero krzyki lwiątek.Kora od razu podniosła głowę,by wyjrzeć.Lwiątka miały rację.Pożar!
Kora uniosła głos,by wszystko ją usłyszeli:
-Biegnijcie do pierwszej rzeki! Pilnujcie lwiątek i starszych!
Jak królowa powiedziała,tak też zrobili.Kora nie prowadziła jednak,zleciła to Sawie.Sama wolała się rozejrzeć.Pożar na Rajskiej Ziemi był wręcz niemożliwy.Nawet Pory Suche im nie dokuczały,przez liczne jeziora,a co dopiero pożar.Jedyne co to burze,ale Kora widziała,że niebo jest idealnie czyste.
Nie szukała jednak długo,gdy zauważyła ciemne kształty.Warknęła:
-Król nocnego stada?!
Ciemno-brązowy lew o czarnej grzywie i połyskujących granatowych oczach skinął głową.
-Król nocnego stada?!
Ciemno-brązowy lew o czarnej grzywie i połyskujących granatowych oczach skinął głową.
-Witaj królowo Koro.Pozwolimy wam się poddać.
-Spowodowaliście ten pożar?-warknęła Kora
-A czego się spodziewałaś? To co..gotowa do walki,królowo? Bo jakoś nie widzę twojego stada.
Miał rację,stado było daleko.Kora więc wycofała się.Ogień pomału się rozprzestrzeniał,musiała więc poprosić słonie,żeby im pomogły.Mogły go ugasić wodą i piaskiem.
Kora biegła,by jak najszybciej odnaleźć wielkie zwierzęta,musiała niestety wejść w ogień,który zaczął ją dusić.
Na szczęście dla królowej ,znalazła słonie,które zgodziły się pomóc w potrzebie.Od razu wzięły się do dzieła.Nie było jednak czasu ich nadzorować.Kora zabrała swoje lwy i wraz z Sawą na czele,rzucili się w stronę nocnoziemców.
Walka była zacięta i długa.Korze przybadła walka z kilkoma lwicami.Wskoczyła na jedną,wbijając kły w kark lwicy.Później na drugą,uderzając ją mocno łapą z wyciągniętymi pazurami.Trzecia lwica chciała na szara wskoczyć,ale Kora padła na plecy i ją odepchnęła.Kora rzuciła się w dalszy wir walki.
Sawa tym czasem walczył z przywódcą stada nocnego.Wiedział,że Mheetu leżący obok niego już nie wstanie,a Shani w furii potrafiła zabić każdego.Sawa rozumiał jednak,że ciężko będzie im wygrać,bo byli osłabieni przez dym.Przecież słoniom nie uda się od razu powstrzymać ognia.
Sawa wskoczył na plecy lwa,wbiając kły w kark nocnoziemca,drapiąc zaciekle pazurami.Lew wił się pod jego ciężarem,później mocno uderzył łapą z pazurami.Sawa padł na ziemię,a król nocnego stada,wskoczył na jego brzuch,wbijając w nie pazury.Sawa syknął,ale znalazł w sobie tyle siły,żeby wbić się w szyję króla nocnego stada.
Lew zakołysał się i spadł na ziemię.
Wszyscy nocnoziemcy spojrzeli na siebie,na ich władce,po czym biegiem opuścili Rajską Ziemię.Sawa z radością uznał,że wygrali.
Shani podbiegła do ciała męża i wtuliła się w niego.Ostatni raz.Ember zrobiła podobnie.
Sawa wziął się za szukanie Kory.
Sama królowa Rajskiej Ziemi,wtrzymała się łapami krawędzi,by nie spaść,a nocnoziemka coraz bardziej wbiła pazury w jej łapy.Kiedy jednak inna lwica oznajmiła jej,że się poddają,puściła królową.Kora nie złapała jednak równowagi i kiedy Sawa ją znalazł,leżała na boku,krwawiąc.Sawa oczami pełnymi łez,podbiegł do ukochanej.
-Kora?!
Szara lwica otworzyła leciutko jedno oko.
-Nic mi nie jest..
-Na wszelki wypadek zabiorę cię do szamana,-Sawa polizał ją lekko,przełykając łzy,-cieszę się,że żyjesz.Nie wiem,co bym bez ciebie zrobił.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz