Kora nie zamierzała się zatrzymywać.Myśli huczały w głowie młodej lwicy.Ona,adoptowana!? Shani i Mheetu nie byli jej rodzicami,a Ember siostrą? Szara lwiczka przełykała słone łzy.Oczy bolały ją od płaczu,a łapki od biegania.Zatrzymała się więc w końcu.Położyła się,wtulając nos w trawę.
Ucieknę i już nigdy nie wrócę,-myślała młoda lwiczka.
Nie uciekniesz.Za bardzo kochasz Rajską Ziemię.
Kora podniosła uszy i rozejrzała się wystraszona.Kto do niej przemawiał? Z oburzeniem uświadomiła sobie,że przecież mogli ją dogonić.Poderwała się na równe łapy.
-Wychodźcie! Nie zamierzam z wami rozmawiać!
Ku zdziwieniu szarej lwiczki,przed nią nie pokazała się Shani,czy Mheetu,a piękna lwica o szarej sierści,błyszczącej w noc gwiazd.
-Kim jesteś??-spytała zaskoczona Kora
Lwica mówiła nie ruszając pyskiem,a słowa były płynne i dźwięczne.
Jestem Maisha,kochanie.Twoja mama.Niestety zmarłam przy porodzie,a Shani i Mheetu objęli nad tobą opiękę.To dobre lwy,twoi rodzice
-Mama?-Kora otworzyła szeroko oczy,następnie przytuliła lwicę.O dziwo,udało się.Kiedy się od siebie odkleili,Kora powiedziała,-Oni nie są moimi rodzicami,tylko mnie adoptowali.
Ale kochają cię jak własne lwiątko.
Następnie lwica dodała:
Jua,twój ojciec będzie cię szkolił,jesteś potrzebna Rajskiej Ziemi. Kochani,pamiętaj,żeby nigdy się nie poddawać.
Zaczęła zanikać.Wystraszona Kora chciała by jej mama jeszcze z nią została.
-Mamo! Mamo! Nie zostawiaj mnie!
Nie zostawię.Jestem przecież twoją duchową przewodniczką.Kocham cię.
Lwica zniknęła.
Kora przetarła łzy,po czym odwróciła się napięcie i zaczęła wracać w stronę domu.
Shani czekała na nią,tuląc do siebie Ember.Kiedy zobaczyła przybraną córkę,podniosła się i czym prędzej przybiegła by przytulić szarą lwiczkę.Kora nie protestowała.
-Kora..tak bardzo przepraszam..-płakała Shani
-Wybaczam,-szepnęła Kora,mocniej wtulając się w futro mamy.
*
-Pamiętaj Kora,zawsze będziesz naszą córeczkę.Bardzo cię kochamy,-Mheetu przytulił do swojego boku przybraną córkę,natomiast Shani polizała ją po główce.Kora skinęła głową.Ember spojrzała na własne łapy.
-A moją siostrzyczką.I wiesz co? Chcesz zagrać ze mną w piłkę?
-Może jutro,-ziewnęła Kora,-jestem zmęczona.
Przytuliła się do boku Shani.Ember ułożyła się na niej i w takiej pozycji zasnęły.Mheetu spojrzał porozumiewawczo na Shani.Co kolwiek się stanie,nie stracą obu córek.
*
Następnego dnia,Kora i Ember wybrały się by zagrać w piłkę.Kora postanowiła wbrew ich woli,wziąść do gry Sawę i Izięę.Ember zabrała ze sobą Kodę.
Lwiątka zatopiły się w meczu.
Jua cały czas przyglądał się córce.Kiedy więc Kora wróciła na Rajską Skałę,poprosił ją na bok.Kora była zaciekawiona,ale i przestraszona.W końcu westchnęła.
-Maisha,moja duchowa przewodniczka wszystko mi powiedziała.
Jua niedowierzał.
-Maisha jest twoją duchową przewodniczką? To cudownie.
Kora spojrzała na niego uważnie
-Byłaby świetną mamą gdyby przeżyła.Ale..kocham Shani jako mamę,Mheetu jako tatę i Ember jako siostrę.To moja rodzina,-po czym dodała,-Postanowiłam ci wybaczyć,tato.
-Czyli..czyli zgodzisz się na moje lekcje?
-Tak
Jua ucałował lwiczkę w policzek.
-Nawet nie wiesz,jak bardzo tęskniłem.Zawsze chciałem córkę.
*
Miesiące minęły nieubłagalnie.Kora,Iziaa i Ember stały się więc nastolatkami.Przez całe chwile dzieciństwa ,Kora spędzała czas z przyjaciółki i siostrą,oraz uczęszczała na lekcję z ojcem.Wraz z Juą bardzo się polubili.Kora nie zapomniała jednak,kogo jest przybraną córką.
Lekcję dla Kory były bardzo ciekawe.Pokochała Krąg Życia i nocne oglądanie gwiazd,a przemówienia i maniery znała na pamięć.
Kora świetnie walczyła.
Wszyscy pokochali młodą księżniczkę.
Do ideału brakowało Korze jednak jeszcze jednego..
Szara lwica przeciągnęła się,po czym od razu opuściła jaskinię stada.Udała się nad wodopój,z którego od razu się napiła.Nieoczekiwanie poczuła,jak ktoś wrzuca ją do wody.Oburzona,od razu spojrzała na winowajcę i zaśmiała się,kiedy zobaczyła Sawę.
-Już nie żyjesz!
Wyskoczyła z wody i popędziła za przyjacielem.
Sawa dalej nie mógł zapomnieć o ukochanej siostrze,która zaginęła.Po śmierci matki,było jeszcze gorzej.Teraz Sawa został sam.Kora starała się mu wraz z Iziąą pomagać jak tylko umiała.
Wskoczyła na lwa,że ten przywarł do ziemi.Zaśmiała się.
-I kto wygrał?
-No ty..-zaśmiał się Sawa
-Kora! Chodź już!-Iziaa podbiegła do nich i wrogo spojrzała na księżniczkę,-pora na twoje pierwsze polowanie,pamiętasz?
Kora skinęła głową.Nie chciała się przyznać do tego,że zapomniała.Ruszyła za lwicą w stronę jaskini stada.Kora poprosiła Juę,by mogła polować wraz z Iziąą i Ember.Lew zgodził się.
Teraz trzy lwice oczekiwały na znak.Stado cieszyło się z nastoletnich lat księżniczki.
-Jak ona wyrosła!
-Piękna lwica!
-Powodzenia księżniczko!
Trzy lwice wystartowały,od razu zabierając się za szukanie .Ember ruszyła na antylopy, Iziaa także,Kora więc postanowiła wybrać się na zebry.
Ruszyła wolno wśród wysokich traw,a gdy tylko zobaczyła biało-czarne zwierzę,zakradła się,wystawiając pazury.Szła cicho,unikając wiatru.Łapa za łapą.Kiedy była dość blisko,wzbiła się w powietrze i...upadła na ziemię.
Stado spłoszyło się i uciekło.
Kora burknęła coś pod nosem.Księżniczka była największą lwicą w stadzie i nie zdziwiła się,że zdążyły ją wyhaczyć.Szara lwica nie wzięła uwagi na to,że może po prostu nie potrafi polować..nie posiadła tego talentu mimo lekcji Shani.
Kora jeszcze kilka razy podjęła próbę,po czym usiadła smutno.Stadu przyniesie hańbę.Nie,nie mogła.Faktycznie,kiepsko jej szło polowanie,ale musiała się postarać.Ostatni raz zapolowała,po czym szybko zabiła antylopę.Kora uznała,że było warto,chodź przyrzekła sobie,że nigdy więcej.
Zaciągnęła zwierzę w stronę stada.Iziaa i Ember już dawno wróciły.Kora położyła antylopę i szybko odbiegła.Spędziła czas na spacerowaniu,nim udała się w stronę wodopoju.Napiła się szybko.
Coś przykuło jej uwagę.Niedaleko Ember i Koda rozgrywali mecz.
Brązowa lwica była świetna.Kopała piłkę,zwinnie unikając Kody.Wkońcu zdobyła bramkę.Kora uśmiechnęła się.Między tą dwójcą coś się kroiło..
Hej! Wróciłam po długiej przerwie.Mam nadzieję,że rozdział się spodobał.Pozdrawiam c:
-No ty..-zaśmiał się Sawa
-Kora! Chodź już!-Iziaa podbiegła do nich i wrogo spojrzała na księżniczkę,-pora na twoje pierwsze polowanie,pamiętasz?
Kora skinęła głową.Nie chciała się przyznać do tego,że zapomniała.Ruszyła za lwicą w stronę jaskini stada.Kora poprosiła Juę,by mogła polować wraz z Iziąą i Ember.Lew zgodził się.
Teraz trzy lwice oczekiwały na znak.Stado cieszyło się z nastoletnich lat księżniczki.
-Jak ona wyrosła!
-Piękna lwica!
-Powodzenia księżniczko!
Trzy lwice wystartowały,od razu zabierając się za szukanie .Ember ruszyła na antylopy, Iziaa także,Kora więc postanowiła wybrać się na zebry.
Ruszyła wolno wśród wysokich traw,a gdy tylko zobaczyła biało-czarne zwierzę,zakradła się,wystawiając pazury.Szła cicho,unikając wiatru.Łapa za łapą.Kiedy była dość blisko,wzbiła się w powietrze i...upadła na ziemię.
Stado spłoszyło się i uciekło.
Kora burknęła coś pod nosem.Księżniczka była największą lwicą w stadzie i nie zdziwiła się,że zdążyły ją wyhaczyć.Szara lwica nie wzięła uwagi na to,że może po prostu nie potrafi polować..nie posiadła tego talentu mimo lekcji Shani.
Kora jeszcze kilka razy podjęła próbę,po czym usiadła smutno.Stadu przyniesie hańbę.Nie,nie mogła.Faktycznie,kiepsko jej szło polowanie,ale musiała się postarać.Ostatni raz zapolowała,po czym szybko zabiła antylopę.Kora uznała,że było warto,chodź przyrzekła sobie,że nigdy więcej.
Zaciągnęła zwierzę w stronę stada.Iziaa i Ember już dawno wróciły.Kora położyła antylopę i szybko odbiegła.Spędziła czas na spacerowaniu,nim udała się w stronę wodopoju.Napiła się szybko.
Coś przykuło jej uwagę.Niedaleko Ember i Koda rozgrywali mecz.
Brązowa lwica była świetna.Kopała piłkę,zwinnie unikając Kody.Wkońcu zdobyła bramkę.Kora uśmiechnęła się.Między tą dwójcą coś się kroiło..
Hej! Wróciłam po długiej przerwie.Mam nadzieję,że rozdział się spodobał.Pozdrawiam c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz