piątek, 3 sierpnia 2018

#12 Lea

"Dobrych przyjaciół trudno znaleźć ,a jeszcze trudniej zapomnieć"

Kora usiadła obok swojej przybranej siostry.Ember promieniała,z resztą można było to samo powiedzieć o Kodzie.Lew jednak musiał dzisiaj ruszyć na zawody.Pierwsze bez ukochanej.Wzięli kogoś na rezerwę.
Nie chciał zostawiać partnerki,ale Ember nigdy by się nie zgodziła, by zaniedbali zawody.

Shani siedziała obok i z niepokojem wąchała lwiątko w łapach córki.Minęły dwa miesiące i Ember urodziła za wcześnie,wczoraj wieczorem.Jej lwiątko było jednak silne i Kora uznała,że to chyba rodzinna cecha.
Polizała po główce córkę Ember.
-Gratuluję ci jeszcze raz,mała jest taka śliczna
-I zdrowa,-westchnęła z ulgą Shani
Ember skinęła głową.

Jej córka kolor  futra odziedziczyła po ojcu.Tak jak Koda było ono ciemno brązowe i miało jego czarny nos.Natomiast oczy,zielone,odziedzyczała po matce,podobnie jak biały brzuch i łapy.
Mała lwiczka była radosna.Od razu spoglądała na otaczający ją świat.Ember była dumna z córki.Lwica postanowiła już,że kiedy tylko ona dorośnie,nauczy ją grać w piłkę.

Zawadi
 
Kora musiała przyznać,że zazdrości siostrze.Ember i Koda sami uznali,że gdyby nie zaszła w ciążę tak wcześnie i tak by się postarali o lwiątko.Chcieli jednak tylko jedno.Mała była spełnieniem ich marzeń.
Kora także chciała lwiątko,ale wiedziała,że musi jeszcze poczekać.Chodź jako królowa,powinna się postarać.
 
-Jak ją nazwaliście?-spytała Kora,by dać nowy temat.
Ember uśmiechnęła się pogodnie.
-Długo myśleliśmy nad imieniem,ale zdecydowaliśmy się wkońcu na Zawadi.Piękne ,prawda?
Kora i Shani skinęły głowami.
-Śliczne.Nasza mała Zawadi,-szepnęła Kora,dotykając nosem malutkiej.Zawadzi pisnęła ze szczęścia ,a Ember jeszcze bardziej rozczuliła się nad córeczką.
 
***
 
Kora postanowiła wybrać się na krótkie polowanie.Zabrała ze sobą lwice polujące.Młoda królowa zaczaiła się na antylopę.Skradała się wolno i pewnie.Łapa za łapą,aż ją upolowała.Od razu zjadła.Spojrzała na lwice.
-Świetna robota!
 
Kora dalej musiała zająć się obowiązkami.Czyli rozmówił się z majordamuską ,niebieskopiórą Umą.Długi raport nie zanudził jednak królowej.Musiała później zająć się konfliktami i dopiero pod górowanie słońca,mogła w spokoju napić się wody.Jednak do nocy niewiele brakowało.
 
 
Kora położyła się ,wpatrzona w błękitną wodę wodopoju.Zdała sobie sprawę,że cały dzień nie widziała Sawy i pewnie by się nie zdziwiła,gdyby nie to,że kiedy się obudziła,już go nie było.Zmarszczyła brwi.Co on też kombinował?
 
Odpowiedź przyszła sama,kiedy Kora zauważyła w oddali jego sylwetkę ,jak dźwigał coś na grzbiecie ,a resztę w pysku.Zaciekawiona szara lwica od razu do niego przybiegła.Sawa nie wydał się jej obecnością zawstydzony,czy zdziwiony .Bardziej szczęśliwy. Położył dwa małe lwiątka na ziemi przed lwicą.
-Zajmij się nimi,proszę.Znalazłem tę lwicę na granicy,podczas porannego obchodu.Wiesz,spałaś,więc ruszyłem sam.Chciałem wrócić na odejście drużyny i by zobaczyć córeczkę Ember,ale ją atakowali..trochę to zajęło,bo zaczęła uciekać.Miała dużo ran,musiałem jej pomóc.
-Dobrze zrobiłeś.Leć do szamana,-napomniałam,-Ember zajmie się maluchami,pewnie są głodne.Wyglądają na bardzo młode.
Sawie nie trzeba było powtarzać,od razu zabrał złotą lwicę.
 
Kora tym czasem,złapała oba lwiątka w pysk i się oddaliła.Jedno z nich było złote,drugie brązowe.Obie miały fioletowe oczy i jasny nos.
 
Kora położyła je,przy Ember ,a małe od razu zaczęły pić mleko.Ember spojrzała na nią zdziwiona.Kora westchnęła.
-Nie pytaj.Sawa znalazł lwicę ranną z młodymi.Biegnę się dowiedzieć,co u nich.Proszę..zajmiesz się nimi?
-Dobrze.Widzisz,jak polubiły Zawadi,-uśmiechnęła się Ember.
 
 
Kora skinęła głową siostrze i przybranej matce,która ciągle przebywała u córki.Kora pomyślała,że uczyni Shani lwią opiekunką.
 
Wybiegła z jaskini,pędząc od razu w stronę domu szamana.Droga nie była aż taka długa,po drodze zdążyła nawet się napić wody.Kora czuła ból brzucha,ale na to nie zważała.
 
Kora zdecydowanie była dobrą królową.
 
Wskoczyła na baobab,należący do szarego szamana.Babu przywitał ją miło,u jego boku stał jego uczeń-Moto.
-Witaj Babu..Moto...co z lwicą?
-Wszystko dobrze.Już się obudziła.To były niegroźne rany.
-Przynieś nam później jej lwiątka,zobaczymy czy są zdrowę,-odezwał się Moto,z szacunkiem skłaniając głowę.
Kora skinęła głową.
Następnie Moto zaprowadził ją tam,gdzie miała leżeć lwica.Zamiast tego,lwica tuliła się do Sawy!
Kora była wściekła.
Syknęła:
-Sawa,co ty wyprawiasz?!
Sawa odwrócił się w jej stronę,a iskierki w jego oczach symbolizowały szczęście.Lwica uważnie przyjrzała się Korze,ale zanim coś powiedziała,Kora mruknęła:
-Kim jest ta lwica? A jeśli to wróg!
Lwica się zaśmiała.Wdzięcznie i miło.Miała grzywkę,fiołkowę oczy i jasny nos i sierść.Uśmiechnęła się.
-Pamiętasz może imię Lea?
Przed szarą lwicą,ukazał się obraz lwiątka spadającego do przepaści.Na jej pysku pojawił się uśmiech,kiedy dowiedziała się,że siostra jej męża,przyjaciółka i powierniczka jednak żyję.Nigdy nie straciła nadziei! Przytuliła ją.
 
 
-Lea,tęskniłam..mamy ci tyle do opowiedzenia!
-Ja,wam też
Kiedy się od siebie odkleiły.Usiedli w kółku.Sawa i Kora,pierwsi opowiedzieli co się wydarzyło.Najbardziej złotą,ucieszyła myśl że są razem.Kiedy doszła kolej Lea,lwica wyprostowała się .
-To wszystko jest ciężkie.Wiecie kiedy zaginęłam,tej strasznej nocy...Kiedy zdarzył się wypadek,rzeka porwała mnie daleko..poza tą ziemię.Kiedy się ocknęłam,nie pamiętałam skąd jestem.Wróciło to dopiero później.Znalazła mnie  pewna para lwów.Nie mieli dzieci.Zaopiekowali się mną i dzięki nim,wróciłam do zdrowia.Co prawda,tęskniłam za bratem i mamą,oraz przyjaciółmi,ale coś mnie tam trzymało-zostałam w tym miejscu.Nie mogłam ich zostawić i mojego nowego przyjaciela,lwa Sefu.Kiedy stałam się dorosła,rodzice zmarli-że starości,a ja,wyszłam za mojego przyjaciela.Nigdy mnie nie opuszczał,zawsze pocieszał.Był moją prawdziwą miłością.Razem wiele przeszliśmy.Wkrótce urodziłam córki.Wtedy zdecydowaliśmy,że powinnam wrócić do ojczyzny.Wiecie moje córki mają prawie miesiąc.Wraz z Sefu ruszyliśmy w podróż.Niestety,zmarł na jakąś chorobę.Resztę drogi przebyłam sama,ale na miejscu zaatakowały mnie jakieś lwy,samotnicy.Dzięki mojemu bratu żyję.
-Gdzie moje córki?
-Są bezpieczne z córką Ember,-uśmiechnęłam się
-Tak się cieszę ,że żyjesz.Szkoda,że mama już tego nie dożyła.
Przytuliliśmy się całą trójką.
 
Wkrótce wraz z Leą wróciły na Rajską Skałę.Kora nie mogła znieść tego,że tyle przeszła.Tęskniła za swoim partnerem,jej wielką miłością jej życia.Miała przynajmniej po nim lwiątka.
 
Amara i Adele-tylko mają zielone oczy
 
 
Wszyscy rajskoziemcy ucieszyli się z powrotu radosnej Lea.Kora namówiła ją,by została w stadzie.Lea ucieszyła się.Od razu poszła poszukać dzieci,przy okazji witając się z Ember.Wzięła dzieci w łapy.
-Dziękuję,Ember.
Sawa usiadł obok siostry.
-A jak nazwałaś młode?
-Oh,nie ja je nazwałam,-uśmiechnęła się lwica,-to znaczy ja jedno,mój partner drugię.Ta jasna to Amara, ta brązowa to Adele.
-Piękne imiona i piękne lwiczki,-szepnęła Kora
-A ty Ember,jak nazwałaś córkę?-spytał zaciekawiony Sawa
-Zawadi,-odpowiedziała siostra królowej.
 
Kora długo jeszcze rozmawiała z przyjaciółką,nim opuściła jaskinię.Musiała coś pilnie załatwić i tylko ona wiedziała co.Wróciła na baobab i nieśmiało podeszła do Babu.Jej ojciec nie lubił szamana,ona go szanowała.
-Babu..chciałabym mieć lwiątka,czy jest jakaś szansa,że zaszłam w ciążę?
Szaman skinął głową.Szybko przebadał szarą królową.
-Bolał cię ostatnio brzuch?
-Tak.Czy..czy jestem w ciąży?
Szaman skinął głową
-Gratuluję,królowo Koro
-Dziękuję,Babu,-powiedziała szybko szara lwica,po czym wybiegła z baobabu.Musiała szybko powiedzieć o tym Sawie!
 
Będą mieli lwiątka,Kora nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
 
Wyciągnęła partnera na łąkę i wspólnie oglądali gwiazdy,kiedy Kora mu to powiedziała.Oboje mieli co świętować.Ich własne,wymarzone młode!
 

 
Hej! I jak ,podobał się rozdział? Ale dzisiaj dużo napisałam! :)
Pozdrawiam!

#11 Sen,konflikty i rozwiązania

"Do­piero w snach ser­ce ot­wiera się przed rozumem"
 
 
Kora szybko zdała sobie sprawę z  tego,że śni.Ale i tak odczuwała strach.Biegła po zniszczonej całkowicie ziemi.Poznała w niej Rajską Ziemię.Ale jak to mogło być możliwę? To piękne,majestatyczne królestwo,zamieniło się teraz w coś takiego.
Kora zwolniła,kiedy dotarł ją śmiech.Odwróciwszy się,dojrzała czarną sylwetkę lwicy.Po chwili,Kora już nic nie widziała.
 
Przeniosła się do drugiej sceny.
 
Teraz widziała kilka lwiątek z radością biegających koło wodopoju.Kora poczuła ciarki.To nie była przeszłość,tylko przyszłość.Kora zauważyła niewielki mały płomyk,który wleciał wprost w jej sercę.Kora poczuła ból,mocny..skuliła się i zamarzyła się już obudzić.
 
 
Kora obudziła się ze krzykiem.Sawa od razu podniósł głowę i przytulił do siebie lwicę.
-Ciii...to tylko sen
-Taki..żywy,-Kora usiadła.Sawa także to uczynił,widząc zatroskany pysk partnerki,wstał i zaryczał.Lwice poderwały się do polowania.Shani spojrzała uważnie na Korę,ale także opuściła jaskinię.
-Co ci się śniło?
Kora opowiadziała partnerowi wszystko co jej się przyśniło.
Sawa także się przeraził.Pocieszył jednak Korę,mówiąc,że to może nic nie znaczyć i polecił,by zajęła się sprawami królestwa.
Kora była wdzięczna mu za wsparcie,więc go przytuliła.
 
Kiedy tylko lwice wróciły z polowania,królowa zjadła kawałek antylopy,nim ruszyła za Sawą.Po drodze widziała,że Ember,Koda zbierają swoją drużynę,Shani leżakuję na skałkach.Tak..obchód zawsze dostarczał jej wiele informacji i pozwalał się wyciszyć.
 
 
Spokój przerwała jednak kłótnia nosorożca ze słoniem.Kora zmarszczyła brwi i z rykiem stanęła przed ogromnymi zwierzętami.
-Co tu się dzieję!?
Nosorożec:To nie twoja sprawa!
-Raczej moja,bo jestem tutejszą królową!
Oboje zmieszali się.
-Powtórzę,co się tu dzieję?
-Bo on zabrał mi jedzenie..a tak długo je zbierałem!-poskarżył się nosorożec,-przez pożar trudno jest coś znaleźć w tej okolicy
-Musiałem mu zabrać,byłem głodny!
Kora zmarszczyła brwi
-Źle,że mu coś zabrałeś.Powinnieneś przeprosić.Zawsze trzeba pytać ,może by się zgodził
-Myślisz..
-Zgodziłbym się,ale teraz nie,- nosorożec oddalił się
Słoń także to uczynił
Sawa spojrzał na partnerkę z dumą.
-Jesteś świetna!
-Poczekaj,to jeszcze nie koniec,-mruknęła Kora
 
Rzeczywiście,przez cały dzień para królewska musiała zajmować się konfliktami swoich poddanych zwierząt.
 
Wrócili więc do jaskini stada dopiero późno w nocy.Kora zawahała się.Bała się ,że sny znowu powrócą.Sawa widząc jej zmieszanie,otarł się o nią bokiem.
-Na pewno dasz radę obronić Rajską Ziemię,również we śnie
Kora odpowiedziała mu lekkim uśmiechem.


Ten rozdział jest krótki


#10 Mecz

"Walka jest wychowawczynią wolności"
 
Dwa tygodnie później
 
-Nie mogę w to uwierzyć!-syknął Koda,zwracając się do strażniczki.Pomarańczowej,z fioletowymi oczami i małą grzywką.Strażniczka pochyliła głowę.
-Mówię prawdę,królu.Stado Nocy chce zaatakować Rajską Ziemię,wszyscy szpiedzy potwierdzili.
-Stado Nocy?-prychnęła Kora,-kim są by myśleć,że wygrają z Rajską Ziemię.Jest nas więcej.
-Tak Koro,ale wiesz..-Mheetu podszedł bliżej,-przez ostatnią chorobę,trochę upadliśmy w kondycji.Nocne stado chce nas zaatakować,żeby zgarnąć jedzenie.
-Nie działają w Kręgu Życia! Jako Królowa nie mogę na to pozwolić,-spojrzała na strażniczkę,-Yuki,przekaż Zawadi by trenowała częściej nasze lwy.Musimy wzmocnić treningi.
Yuki pochyliła głowę z szacunkiem,nim się wycofała.
Kora zwróciła się teraz do Sawy.
-Kochanie,dopilnuj by wszystko poszło dobrze,-a wbijając pazury w ziemię,dodała,-Stado Nocy pożałuję,że wypowiedziało nam wojnę.
 
 
Kora usiadła na niskiej skale i z zafascynowaniem przyglądała się meczowi.Dzisiaj były wielkie zawody i całe stado zebrało się,żeby je obserwować.Kora wiedziała,że Ember jest w ciąży.Brązowa lwica dowiedziała się tego kilka dni po własnym ślubie.Uznała jednak,że aż do końca miesiąca powinna rozgrywać mecze.Ten był przecież najważniejsi.Zawodnicy z Lwiej Ziemi ,Gepardziej i Ptasiej zebrali się,by kibicować swoim.Drużyna Ember była jednak silna i Kora dobrze o tym wiedziała.Koda,Ember i jeszcze trzy lwice.
Obok Kory usiadł Sawa.Lew spojrzał na swoje łapy.
-Szkoda,że Iziaa nie przyszła,stęskniłem się za nią.
Kora wtuliła się w grzywę partnera.Mecz się rozpoczął.
 
Sędzia ogłosił,że najpierw zacznie Ptasia Ziemia i gospodarze,Rajska Ziemia.Ember porozumiewawczo spojrzała na swoją drużynę.
-Damy radę!
 
Drużyna z rajskiej ziemi,zaczęła.Ember przejęła piłkę,po czym podała ją do Amy.Pomarańczowa,niestety straciła ją,kiedy przejął ją zawodnik z ptasiej ziemi.Na szczęście,Koda szybko odzyskał piłkę,podał ją Ember,a brązowa strafiła do bramki.
 
Następny mecz rozegrała gepardzia ziemia i lwia ziemia. Zawodnicy obu drużyn walczyły długo,puki nie wygrała gepardzia.Teraz Gepardzia Ziemia i zawodnicy z drużyny Ember,mieli rozegrać ostateczny pojedynek.
 
Kora obserwowała,z jaką współpracą i wolą walki gra Ember z drużyną.To właśnie spowodowało,że wygrali 3 na 1. Ember z uciechą,jako kapitan drużyny,przejęła puchar zrobiony z kamieni.Kora wstała.
-Dziękujemy wszystkim za udział w naszych zawodach gry w piłkę.Następne odbędą się na Gepardziej Ziemi.Zwyciężyła Rajska Ziemia!
wszyscy zaczęli krzyczeć z radością i gratulować drużynie Ember.
 
Tym czasem,nikt nie spodziewał się gości.Kiedy wszystkie ziemie wróciły do siebie,rajskoziemcy ułożyli się spać.
Zbudziły ich dopiero krzyki lwiątek.Kora od razu podniosła głowę,by wyjrzeć.Lwiątka miały rację.Pożar!
 
Kora uniosła głos,by wszystko ją usłyszeli:
-Biegnijcie do pierwszej rzeki! Pilnujcie lwiątek i starszych!
Jak królowa powiedziała,tak też zrobili.Kora nie prowadziła jednak,zleciła to Sawie.Sama wolała się rozejrzeć.Pożar na Rajskiej Ziemi był wręcz niemożliwy.Nawet Pory Suche im nie dokuczały,przez liczne jeziora,a co dopiero pożar.Jedyne co to burze,ale Kora widziała,że niebo jest idealnie czyste.
 
Nie szukała jednak długo,gdy zauważyła ciemne kształty.Warknęła:
-Król nocnego stada?!
Ciemno-brązowy lew o czarnej grzywie i połyskujących granatowych oczach skinął głową.
-Witaj królowo Koro.Pozwolimy wam się poddać.
-Spowodowaliście ten pożar?-warknęła Kora
-A czego się spodziewałaś? To co..gotowa do walki,królowo? Bo jakoś nie widzę twojego stada.
Miał rację,stado było daleko.Kora więc wycofała się.Ogień pomału się rozprzestrzeniał,musiała więc poprosić słonie,żeby im pomogły.Mogły go ugasić wodą i piaskiem.
 
Kora biegła,by jak najszybciej odnaleźć wielkie zwierzęta,musiała niestety wejść w ogień,który zaczął ją dusić.
Na szczęście dla królowej ,znalazła słonie,które zgodziły się pomóc w potrzebie.Od razu wzięły się do dzieła.Nie było jednak czasu ich nadzorować.Kora zabrała swoje lwy i wraz z Sawą na czele,rzucili się w stronę nocnoziemców.
 
Walka była zacięta i długa.Korze przybadła walka z kilkoma lwicami.Wskoczyła na jedną,wbijając kły w kark lwicy.Później na drugą,uderzając ją mocno łapą z wyciągniętymi pazurami.Trzecia lwica chciała na szara wskoczyć,ale Kora padła na plecy i ją odepchnęła.Kora rzuciła się w dalszy wir walki.
 
Sawa tym czasem walczył z przywódcą stada nocnego.Wiedział,że Mheetu leżący obok niego już nie wstanie,a Shani w furii potrafiła zabić każdego.Sawa rozumiał jednak,że ciężko będzie im wygrać,bo byli osłabieni przez dym.Przecież słoniom  nie uda się od razu powstrzymać ognia.
Sawa wskoczył na plecy lwa,wbiając kły w kark nocnoziemca,drapiąc zaciekle pazurami.Lew wił się pod jego ciężarem,później mocno uderzył łapą z pazurami.Sawa padł na ziemię,a król nocnego stada,wskoczył na jego brzuch,wbijając w nie pazury.Sawa syknął,ale znalazł w sobie tyle siły,żeby wbić się w szyję króla nocnego stada.
Lew zakołysał się i spadł na ziemię.
Wszyscy nocnoziemcy spojrzeli na siebie,na ich władce,po czym biegiem opuścili Rajską Ziemię.Sawa z radością uznał,że wygrali.
 
Shani podbiegła do ciała męża i wtuliła się w niego.Ostatni raz.Ember zrobiła podobnie.
 
Sawa wziął się za szukanie Kory.
 
 
Sama królowa Rajskiej Ziemi,wtrzymała się łapami krawędzi,by nie spaść,a nocnoziemka coraz bardziej wbiła pazury w jej łapy.Kiedy jednak inna lwica oznajmiła jej,że się poddają,puściła królową.Kora nie złapała jednak równowagi i kiedy Sawa ją znalazł,leżała na boku,krwawiąc.Sawa oczami pełnymi łez,podbiegł do ukochanej.
-Kora?!
 
Szara lwica otworzyła leciutko jedno oko.
-Nic mi nie jest..
-Na wszelki wypadek zabiorę cię do szamana,-Sawa polizał ją lekko,przełykając łzy,-cieszę się,że żyjesz.Nie wiem,co bym bez ciebie zrobił.
 
Przepraszam,że jest tak haotycznie,ale mam nadzieję,że mimo wszystko,wam się spodobał.Pozdrawiam! c:
Następny rozdział,może jeszcze dzisiaj..

#9 Nowi władcy


"Władcy są śmiertelni,państwo jest wieczne"
 
Słońce  wolno wschodziło na błękitne niebo.Najpierw pomarańczowe,zmieniło się w żółte,białe.Wkońcu zagórowało jako władca sawann.
 
Kora usiadła na szczycie Rajskiej Skały,wpatrzona nieobecnym wzrokiem w dal.Minął dopiero dzień po śmierci Jua,jej ojca i króla Rajskiej Ziemi. Król zmarł we śnie zaledwie dwa tygodnie po jej ślubie z Sawą.
W sercu Kory zapanowała wielka żałoba.Straciła teraz oboje biologicznych rodziców.Ale była szczęśliwa,że Jua może wkońcu być z ukochaną Maishą.Niemal zdawało jej się,że są widoczni w słońcu i obserwują swoje potomstwo.
 
Kora westchnęła,musiała odłożyć na chwile smutek.Akurat usłyszała kroki.Sawa usiadł obok niej,jak zawsze dumny i wesoły.Polizał ukochaną za uchem.
-To nasz wielki dzień,ale pękam ze strachu
-Nie dziwię się,w końcu będziemy władać całą Rajską Ziemią,-szepnęła Kora,wtulając się w lwa,-ale damy sobie radę,prawda? Sawa,musimy zmienić kilka praw..rządzić najlepiej jak potrafimy.
-Damy sobie radę,-powiedział Sawa,-Szaman zaraz przybędzie,zwierzyna też.Szkoda,że Iziaa nie będzie mogła tego zobaczyć.
-Racja.Jak myślisz,jak jej idzie na Lwiej Ziemi?  Musiała przecież odejść ze swoim ukochanym,może nawet mają już potomstwo.
-Kora,-Sawa wybuchł śmiechem,-minęły dopiero dwa miesiące.
-Może to dlatego że tęsknie? Za Ember też.Ciekawę co z nią.
 
Przerwali rozmowę,żeby się przygotować.Uważnie się umyli,po czym mieszkanki stada,włożyły za ucho Kory zielony kwiat.Kora jednak go zdjęła.Uznała,że powinna iść zwyczajnie,to wkońcu jej wielki dzień.
Od kiedy tydzień temu,nauczyła się polować,czuła się odpowiednia jako lwica.Oczywiście nie szło jej polować na zebry,ale było łatwiej na góralki czy antylopy-i tylko na tą dwójkę.
 
Kora,gdy tylko szaman wezwał ich na czubek skały,poderwała się z miejsca i powolnym krokiem,ruszyła w stronę ukochanego.Sawa czekał już przy szamanie,a zwierzęta przyglądały się im z zafascynowaniem.
Szaman namaścił im na czołach znak kręgu życia,czyli kółko,po czym z uśmiechem oznajmij.
-Na wszystko co dobre i złe.Musicie chronić krąg życia,tradycję i stado.Kwa upendo, matumaini, afya, maisha, kifo na furaha.Władcy Rajskiej Ziemi-Królowa Kora Hope i Król Sawa.
 
Szaman odsunął się,żeby Kora i Sawa spojrzeli na swoich poddanych.Kora niebieskimi oczami spojrzała na Sawę,on na nią zielonymi.Następnie oboje wspięli się na wyższą skałę,po czym podnieśli dumny ryk,godny władców.
 
Zaczęła Kora,następnie Sawa,ostatecznie oboje.Teraz to oni sprawowali władzę nad Rajską Ziemią.Kora wtuliła się w partnera.Wiatr zawiał i musnął sierść szarej lwicy.Liście zakręciły się wokół nich.Szare futro lekko się unosiło,podobnie brązowo-rude Sawy.
 
 
Kora odsunęła się od partnera i króla,by spojrzeć  na mieszkańców sawanny.
-Jako królowa Rajskiej Ziemi,chciałabym cos ogłosić.Moja siostra Ember,wraz ze swoim partnerem,Kodą,mogą zamieszkać na Rajskiej Ziemi,-nikogo to nie zdziwiło,znali przywiązanie Kory i chodź była lwicą tradycji,spodziewali się ze oszczędzi Kodę.
 
Sawa potwierdził jej słowa,a następnie oboje udali się do jaskini,gdzie dostali wiele gratulacji od stada,nim zaczęli ucztę.
 
*
Następnego dnia,Ember i Koda zostali odnalezienie pod wieczór przez jednego ze strażników.Tobyła prawdziwie wielka radość,kiedy dwie lwice się przytuliły.Shani także się w nie wtuliła.Odzyskała obie córki? Tak i dlatego była bardzo szczęśliwa.



#8 Ślub?

"Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie."
 
Shani obudziła Korę.Szara lwica spojrzała na nią,przecierając oczy.
-Mamo?
-Skarbie,musisz się umyć.Dziś...dziś jest twój ślub.
-Co?-Kora od razu się rozbudziła.Stanęła na łapy.Przypomniała sobie jednak,o co chodziło.Musiała wyjść za mąż za syna Kiary dla dobra Rajskiej Ziemi,by ich królestwa się połączyły.Nie mogła jednak zapomnieć o tym,że jej przyjaciele lwy odchodzą dzisiaj z Rajskiej Ziemi,podobnie jak przybrana siostra.
 
Kora od razu zabrała się za czyszczenie futra.Wkońcu szare futra lśniło.
Do jaskini weszło kilka lwic.Pomarańczowa,chwyciła w zęby kwiat,o barwie błękitu,po czym wpieła go za ucho młodej lwicy.Kora skinęła jej głową.Shani polizała córkę za uchem.
-Wyglądasz przepięknie.
Ember podeszła do przybranej siostry.
-To ma być twój dzień...najpiękniejszy ,pamiętaj,-następnie spojrzała na wyjście z jaskini,-ja także dzisiaj ożenię się z Kodą,nim odejdziemy.
-Będę tęsknić,siostrzyczko,-szepnęła Kora
 
Wzrok księżniczki przykuł Jua,czekający na dworze.No tak..wypatrywał nadejścia lwioziemców.Kora zmarszczyła brwi,podchodząc do lwa.Usiadła obok niego.Jua westchnął:
-Przykro mi Koro,ale jestem pewien,że pokochasz Jicho
-Nie wiem.Muszę jednak troszczyć się o królestwo.
-Taka podobna do matki,-szepnął
 
Właśnie w tym czasie,Kora dojrzała zmierzające ku nim kształty.Lwioziemcy.Kora westchnęła.Jaskinia była dobrze ozdobiona,a szaman już czekał na miejscu.Kora zjadła wcześniej dobre śniadanie i teraz była gotowa.
 
Niebieskie oczy skierowała na Sawę,nim przeniosła je na kroczących coraz bliżej gości.Kiara przywitała ją przytuleniem.Kora skinęła głową przybyłym,po czym zwróciła się do Jicho.
-Chyba się dogadamy,prawda?
-Dokładnie.Bardzo chce lwiątek,-szepnął
Kora wzruszyła ramionami.Zauważyła,że Iziaa podchodzi do lwioziemca i wita się z nim przytuleniem.Oni się znali? Kora wybałuszyła oczy.
Iziaa spojrzała na nią,po czym wpieła jej różowy kwiat obok niebieskiego.
-To na szczęście.
 
Niewiele czasu później,zaczęła się ceremonia.Jua,Shani,Mheetu siedzieli obok Kiary,Kovu,Simby i Nali.Reszta siedziała koło Rajskiej Skały,czy nawet zza władcami.
Kora wyprostowała się.To już.Iziaa i Ember obecne za nią,pchnęły ją,by ruszyła.
Kora skrzyżowała spojrzenie z Sawą,nim westchnęła.
Spokojnym krokiem podeszła do księcia Lwiej Ziemi.Jego brata nie było.No tak,musiał się zapewne zająć sprawami królestwa.
Kora usiadła obok Jicho.Szaman zaczął formułkę.
-Ważne jest w życiu to,by się kochać i założyć rodzinę.Żyć w zgodzie z Kręgiem Życia.Dzisiaj,odbywa się ślub księżniczki Kory Hope,córki króla Juy i nieżyjącej królowej Maishy,oraz ślub księcia Jicho,syna królowej Kiary,córki byłego króla Simby i jej męża,króla Kovu.Młode lwy ,czy chcecie żyć ze sobą mimo wszystkich trudności,puki śmierć was nie rozdzieli?
Kora zawahała się.
-Tak..
-T..-Jicho spojrzał w stronę Izii.Kora dopiero wtedy zrozumiała o co tutaj chodzi.Podczas pobytu na Lwiej Ziemi,Iziaa i Jicho musieli się pokochać!
Kora nagle odżyła.
-Nie powinniśmy wychodzić za tych których nie kochamy.Pokój nad naszymi krainami i tak zapanuję,-zwróciła się do tłumu,który był zdziwiony.I tylko Shani i Iziaa dziękowały duchą za tą decyzję.
-Ale to nieodne..-mruknął Kovu,nim przerwała mu Kiara
-Dobrze,jeśli dzisiaj w ogóle za kogoś wyjdziesz synku.Chciałam dla ciebie tronu i dobrej lwicy.
-Wolę miłość,-odparł Jicho.Podziękował Korze skinieniem głowy,po czym podszedł do Izii.Od razu złączyli się w długim pocałunku.
Kora uśmiechnęła się.
Tak,to była dobra decyzja,a będzie jeszcze lepsza.
-Sawa,-zwróciła się do brązowego lwa
Sawa podniósł na nią zaciekawiony wzrok.
-Kocham cię,-szepnęła Kora,a wszyscy od razu na nią spojrzeli,-chce byś pozostał u mojego boku
Sawa uśmiechnął się.Łapa za łapą podszedł do lwicy i zetknął się z nią nosem.
-Kocham cię,Kora
-Więc jednak ślub się dzisiaj odbędzie,-westchnął szaman
-Nawet trzy,-dodała radośnie Ember

I rzeczywiście,tak jak mówiła Ember,odbyły się trzy śluby.Na sam początek Kory i Sawy,później Izii i Jicho,a na samym końcu Ember i Kody.Przyjaciele urwali się później z gustownej uczty,na której podano między innymi antylopy,zebry,góralki...wszystko co najlepsze.

Przyjaciele ułożyli się na łące.
-Jest dobrze,-szepnęła Kora,-wszystko będzie już dobrze
-Masz rację,Kora-poparła Iziaa
-Chodź źle..że już musimy odchodzić,-Ember spojrzała na migocące gwiazdy.
Sawa mógł zostać,jako mąż księżniczki,ale Koda i Ember musieli odejść.Kora zmarszczyła brwi.Kiedy tylko zostanie królową,zmieni prawo.


Podobał się rozdział? 

#7 Noc pod gwiazdami

"Ci,których kochamy nigdy nie umierają,bo miłość jest nieśmiertelna"

Kora,przez całą wizytę na Lwiej Ziemi,nie miała ochoty z nikim rozmawiać.Nie odzywała się do syna Kiary, Juę czy Mheetu.
Dopiero kiedy wróciła na Rajską Ziemię, wrócił jej humor.Tu był jej dom i pomimo iż bolało ją to,że będzie musiała wyjść za kogoś,kogo nie kocha,musiała to zrobić dla Rajskiej Ziemi.

Szara lwica była bardzo głodna.Kora wybrała się na polanę.Szybko wytropiła antylopy,do których zaczęła się skradać.Cicho,bezszelestnie.Wystawiła pazury i łapa za łapą,zbliżała się w stronę zwierzęcia.Gdy była dość blisko,wzbiła się w powietrze i..znowu trafiła w glebę.Tym razem jednak szybko wstała,głód był zbyt mocny.Zabrała się do drugiej szansy i tym razem jej się udało.Kora wbiła kły w ciało antylopy i zjadła ją szybko.

Następnie lwica umyła szare futro,położyła się na płaskiej skale i zapadła w spokojny sen.

*
Dwa miesiące później
Ember kopnęła piłkę z owoca baobabu w stronę Kody.Lew odbił ją i zaczął pędzić w stronę bramki.Ember pozwoliła mu szczelić.
-Wygrałem!-krzyknął zadowolony lew,widząc jednak,że lwica ma smutny wzrok,opanował się.Spojrzał w zielone oczy Ember.
-Co się dzieję?
Ember pochyliła głowę.
-Po prostu nie mogę pogodzić się z tym,że odchodzisz
Nadszedł czas,kiedy lwy nastoletnie dorosły..a to oznaczało,że lwy musieli odejść,jak nakazywała tradycja.W stadzie mogą mieszkać tylko lwice i jeden lew,władca,oraz lwiątka.
 
 
Ember przytuliła się do grzywy Kody,a ten polizał ją za uchem.
-Będę bardzo tęsknił,Ember.
-Nie będziesz...bo ruszam z tobą
 
*
Iziaa postanowiła odwiedzić kuzynkę na Lwiej Ziemi,wraz z matką.Nie mogła także uwierzyć,że zakocha się w tutejszym lwie.
 
*

Kora wskoczyła w stronę Sawy,powalając go na ziemię.Sawa zaśmiał się.Korze nie było do śmiechu.Zeszła z lwa.
-Odchdzisz jutro,prawda?
-Niestety.Pozdrów odemnie proszę Izięę,słyszałem że wraca jutro wieczorem.
-To prawda,-skinęła głową Kora,- Ember też odchodzi jutro,wraz z Kodą
-Będę się nią opiekował,on też.
-Ale czemu musiecie odchodzić,-Kora zmrużyła oczy,-Jestem Księżniczką,zmienie prawo,obiecuję!
-Pewnego dnia,znów się spotkamy,-Kora wiedziała,że Sawa myśli teraz o swojej siostrze,Lea.Kora przytuliła się do jego boku i szybko liznęła go w policzek.
-Będę tęsknić.
-Chodź..-Sawa odkleił się od szarej lwicy,-chce cię gdzieś zaprowadzić

Poprowadził Korę w stronę łaką.Kora była zaciekawiona,o co chodziło.Szybko jednak odkryła,o co chodzi.Patrząc na niebo,ktore zaiskrzyło nad łąką z miękką trawą.Milion gwiazd iskrzyło  na niebie,jak maleńskie punkciki.
Kora wyszeptała:"Łał!",nim się położyła.Sawa ułożył się obok niej.Oboje wlepili oczy w gwieździste niebo.
 
-Zobacz,to lwy walczące o kawałek mięsa!-Sawa wskazał łapą gwiazdozbiór.
Kora zaśmiała się.
-A to motyl,-pokazała łapą.
-A to serce..
-To lwia głowa..
-To drzewo..
-To kwiatek..
Kora spojrzała na Sawę niebieskimi oczami.
-Przodkowie będę nad tobą czuwać.
-Lea także?-spytał smutno Sawa
Kora pokręciła głową
-Lea żyję i ty ją odnajdziesz,a gdy nadejdzie czas..wrócisz na Rajską Ziemię,-następnie dodała,-Dziękuję,że pokazałeś mi to miejsce,Sawa.
-Dla przyjaciółki zawsze,-szepnął lew
Jeszcze długo oglądali gwieździste niebo.
 
*
Shani i Mheetu siedzieli obok siebie na kamieniu.Shani spojrzała na partnera.Jej czarna sierść była niewidoczna w nocy.
-Kora nie powinna tego małżeństwa czyniś,-szepnęła,-kiedy się odbędzie?
-Jutro rano.I wiesz Shani,że to jej obowiązek jako księżniczki.
-Ona nie jest tylko księżniczką,-powiedziała lwica,marszcząc brwi.Wstała i nieczekając na lwa zaczęła odchodzić.Odwróciła się jeszcze,by powiedzieć,-Pamiętaj,że kiedy my się poznaliśmy,byłam zwykłą lwicą i to jeszcze pochodzącą od skłóconej z twoimi rodzicami rodzinny.Nigdy nie zapomnę jak o mnie walczyłeś.
Odeszła szybko.
Musiała jeszcze pożegnać się z Ember,przed jej odejściem.Wydawało jej się,że w tamtym momencie traci obie córki.


#6 Wizyta

"Małżeństwo i rodzina są tylko i wyłącznie tym, co sami z nich czynimy"

Jua obudził szarą lwicę.Kora spojrzała na niego,przez zmrużone powieki.Przeciągnęła się.
-O co chodzi,tato?
-Wstawaj,musimy już ruszać.
Mheetu stanął obok Jue i oboje opuścili jaskinię.Kora wstała ,polizała Shani za uchem,to samo z Ember,nim opuściła jaskinię.Stanęła obok dwójki lwów,nim chrząknęła.
-Więc,gdzie chcesz ruszać?
-Na Lwią Ziemię,mam ważną wizytę,-odparł Jua
Mheetu skinął głową.
-To bardzo ważne i powinna się na nim pojawić rodzina królewska.Przecież Koruś jesteś księżniczką.
-Nie da się zapomnieć,-Kora przewróciła oczami.

Od razu cała trójka ruszyła w stronę Lwiej Ziemi.Na samym początku,zatrzymali się,by napić się czegoś z wodopoju.Kora chciała także coś upolować,ale bała się pośmieliska-że jej się nie uda i to na oczach bliskich.
Postanowiła więc wytrzymać,bo na pewno na Lwiej Ziemi dostaną coś do jedzenia.

Kiedy tylko przeszli przez granicę,Mheetu zaproponował bieg.Jua odmówił jednak sugerując,że muszą wyglądać królewsko.Kora w duchu uświadomiła sobie,że nie umyła dzisiaj futra w tym pośpiechu,ale najwyraźniej nie było tego widać.

Długo zmierzali w stronę Lwiej Ziemi i dopiero przy pustyni,przyspieszyli.Była już przecież pora górowania słońca.

Gdy przemierzali natomiast Złą Ziemię,Kora zastanawiała się,jak można tak było zaniedbać chodź jedno miejsce.Jua wyczuł jej wzrok,bo spojrzał na nią.
-Chodź Koro,stań obok mnie.Wkrótce będziemy.
Kora wykonała polecenie ojca.Szła teraz równo z jego krokami,a gdy tylko przekroczyli granicę i znaleźli się na majestatycznej Lwiej Ziemi,Kora zaniemówiła.Lwia Ziemia była pięknym miejscem,oczywiście mniej pięknym niż Rajska Ziemia.
Wiedziała,że Lwia Ziemia słynie z tradycji.Mijała zaciekawione zwierzęta,tym samym próbując sobie przypomnieć,jak to było za ery Skazy Bratobójcy,który zabił Mufasę Sprawiedliwego. Obecnie z tego co wiedziała,władał król Kovu z królową Kiarą,którzy posiadali dwójkę synów.

Kiedy doszli do wodopoju,Kora napiła się wody.

Lwia Skała była większa od Rajskiej.Naprzeciw rodzinie królewskiej,wyszli Kovu,Kiara,Simba i Nala,dobrze przywitali się z rajskoziemcami.Kora nie zauważyła u boku królowej żadnego z synów.Skinęła głową.
Kovu zaczął:
-Witajcie na Lwiej Ziemi.Juo ,Mheetu i...czy to twoja córka?
-Tak.Moja i Maishy,-powiedział Jua
Kora skłoniła głowę
-Jestem księżniczka Kora
-Miło cię poznać.Proszę,-Kiara wskazała ogonem miejsce,-tam jest mój młodszy syn,Jicho,chciałabym by cię oprowadził,-puściła oko do Kory.
Kora skinęła głową i odeszła w tamtym kierunku,nie słuchając już rozmowy dorosłych.

Szybko odnalazła Jicho.Miał jasną sierść jak Kiara i jej czerwone oczy.Grzywę miał natomiast ciemną.Nie daleko był jego brat,brązowy z zielonymi oczami.Szybko się jednak pożegnali,gdy dojrzeli Korę.
Jicho podszedł do niej.
-Hej! Jestem książę Jicho,mam cię oprowadzić po Lwiej Ziemi
-Dziękuję,-powiedziała Kora,-jestem Kora,księżniczka Rajskiej Ziemi.Ty jesteś młodszy?
-Tak.Mój brat,Kesho,jest starszy i jest następcą tronu,-następnie zmieszany dodał,-chodź,oprowadzę cię.

Ruszyli we dwójkę w stronę granicy.Kora i Jicho na samym początku,obeszli wodopój i kilka polan.Kora zaproponowała polowanie.Ku jej zdziwieniu,Jicho od razu przystał na propozycję,ale uznał,że to szara lwica powinna zapolować jako dziewczyna.
Kora więc odmówiła.Nie miała już ochoty na polowanie.

Następnie udali się na obchód Złej Ziemi i Lwiej Skały.

Kiedy skączyli,Kora zatrzymała się.
Jicho kontynuował:
-Pomyślałem,że może chcesz poznać lwioziemki? są miłe.
-Nie dziękuję,muszę znaleźć ojca.-powiedziała Kora
Jicho skinął głową
-Jak uważasz.Z resztą i tak będziemy mieli jeszcze dużo czasu.
Szara lwica uniosła do góry jedną brew,jednak Jicho już skierował się w stronę skałek.Kora przewróciła oczami,odwróciła się i wykonała kilka kroków w stronę Lwiej Skały.
Kiedy znalazła się na samym szczycie,obejrzała się na jaskinię.Tak jak myślała,Jua prowadził bogatą rozmowę z władcami Lwiej Ziemi.Mheetu siedział u jego boku,ale Simby i Nali nie było.

Kora weszła do jaskini,ku zaskoczeniu innych.
-O,Kora.Co tu robisz? Już po zwiedzaniu?-spytał Mheetu
-Właściwie to tak..poza tym jest już noc.Gwiazdy prawie się pojawiły,nie powinniśmy wracać?-spytała
-Faktycznie jest późno,-zauważyła Kiara,po czym zwróciła się do Juy,-w takim razie,może macie ochotę u nas przenocować? Mam dług wobec Lenny,mojej przyjaciółki.
-Poza tym Kora i Jicho powinni się jeszcze lepiej poznać,-mruknął Kovu,-w końcu się zaręczeni.
Kora wybałuszyła oczy.No..po raz kolejny o czymś nowym się dowiaduję,jak wtedy,gdy odkryła,że jest adoptowana.
Syknęła w stronę Mheetu:
-Wiedziałeś o tym?
Mheetu skinął głową
-TO dobre wyjście,Koro.Jicho pomoże ci  w przyszłości nad rządami Rajskiej Ziemi.I między Lwią a Rajską zapanuję długi pokój
Kora pokręciła głową z niedowierzaniem.Akurat książę Lwiej Ziemi wszedł do jaskini.